Wpisy z tagiem: nasze zdjecia
czwartek, 16 maja 2013
Swieto Kwiatow Jabloni
Takie nasze lokalne :) W tym roku Swieto Kwiatow Jabloni odbylo sie po raz szescdziesiaty, jak zawsze w polnocnej (charakterem najbardziej rolniczej chyba) dzielnicy Wiesbaden: Naurod. Swieto trwa cztery dni, od piatku do poniedzialku: moza sie wybawic, najesc & napic i naogladac. Do jedzenia sa tradycyjne lokalne potrawy oferowane w malych tradycyjnych knajpkach lub nawet u ludzi w ogrodkach...Taki lokalny spontan ;) Menu jest krotkie i czesto wylacznie w dialekcie heskim... Niestety, po pieciu latach rozpoznaje jedynie Kadoffelpannekuche mit Äbbelbrei :) To Kartoffelpüffer mit Apfelmus, czyli placki ziemniaczane z musem jablkowym (tak sie tu jada i juz) Do picia: wino jablkowe, piwo, piwo, piwo - Hesjanie (?) nie sa az tak fisnieci na pukncie wina jablkowego, zeby piwa nie pic... Co to, to nie :) Poogladac mozna bylo sobie pokaz sztucznych ogni (tradycyjnie w niedziele ok.22, wiec juz nie dla nas), wybory Miss Kwiatow Jabloni, no i glowna atrakcje Swieta, czyli pochod! Pochod /niem.Umzug/ czyli przemarsz przystrojonych platform & przebranych uczestnikow pochodu :) W zasadzie atrakcja taka sobie, ale dzieciom i turystom bardzo sie podobalo... Pochod tradycyjnie otworzyly Miss Kwiatow Jabloni z poprzednich lat, a zamknela swiezo wybrana...
Wybawic tez sie mozna, a jakze! :) Pomijam codzienne wieczorne koncerty, bo na nich nie bylam, ale przed wszystkim wybawic moga sie dzieci /co oczywiscie rodzicom nie przeszkadza, a nawet jest na reke, jak sie troche czyms zajma ;) / W naszym przypadku najwieksza furore zrobila karuzela /zetony kupowane byly hurtowo/ oraz debiut "kulinarny": wata cukrowa! :)
Od swieta minelo juz kilka dni, a Klara wciaz chce wate :) Chyba musimy poszukac jakiegos kolejnego festynu... Na szczescie i Wiesbaden, i Hesja wiosna & latem obfituja w takowe :)
niedziela, 05 maja 2013
10 miesiecy. Poczatki lata
Wczoraj, czyli czwartego maja Julis skonczyl 10 miesiecy :) Od mojego ostatniego wpisu /na 37 tygodni i 5 dni/ wiele sie zmienilo...
Heh, na pewno nie zmienila sie - niestety - ilosc czasu na bloga... Wciaz za malo :( Ale tym samym mam go wiecej i dla Julisia, wiec chyba ok ;) Dziesieciomiesieczny Julinek siada, siedzi, raczkuje, wlazi do kazdej dziury, wstaje, stoi i nawet probuje sie powoli przemieszczac wzdluz tego, czego trzyma sie stojac! Nie jest az tak ruchliwy jak Klara, ale nie mozna go juz spuscic z oczu. Diete ma juz rozszerzona niemalze kompletnie ;) Praktykujemy zachodni luz, wiec i truskawki juz byly :)
Oprocz truskawek, syn moj przepada za chlebem :) Do tego jogurtem naturalnym z platkami owsianymi (moje, a raczej nasze codzienne sniadanko), makaronem i pieczonym lososiem... Lubi jak siostra jest w domu. Ostatnio nie cierpi jazdy autobusem, no ale musimy... Nie najlepiej sypia w dzien (krotko & niespokojnie), ale zato bezproblemowo spi w nocy (!). Przed snem,w nocy (raz) i tuz po przebudzeniu dostaje jeszcze piers i na razie tak zostanie. Rozpoznaje babcie, dziadka i ciocie Marte na skypie :) Chyba kojarzy tez Klarusiowe panie z przedszkola, ale nic w tym dziwnego, bo przeciez jest tam codziennie odkad skonczyl 2 miesiace. Nie lubi odklejac sie od mamy... Ani na chwileczke! Zazwyczaj myje wiec wlosy przewieszona przez wanne, a Julek lezy za mna na dywaniku, trzyma za mogi w kostkach i drrze sie w nieboglosy :( Nic tylko go nosic i nosic... Mam nadzieje, ze niedlugo mu to przejdzie :/ Nie zawsze tak bylo, wiec i nie na zawsze zostanie - ludze sie jeszcze Mierzy ok.75cm i wazy niecale 10kg - dokladne dane beda dopiero przy bilansie roczniak. Wiosna w Wiesbaden byla dosc krotka, potem wybuchlo lato, a aktualnie znowu jest jakies takie przedwiosnie... W kazdym razie cieszymy sie kazda chwila na sloncu i czasem nawet uwieczniamy costam na zdjeciach :)
:)
wtorek, 26 marca 2013
Rownodzien II
Ostatnio sporo mam na glowie i blog pokryl sie kurzem, ale w koncu sie pojawiam i pisze :) Podobnie jak u Klary, i u Julisia udalo mi sie nie przegapic rownodnia :) Czyli takiej samej ilosci dni na tym swiecie, jak i w brzuchu... Tak sie zlozylo, ze Klara wyskoczyla o dwa tygodnie wczesniej niz Julek, ale i on nie posiedzial przepisowych 40 tygodni... Wczoraj byl ten dzien: 37 tygodni i 5 dni po narodzinach :) Inaczej liczac osiem miesiecy i trzy tygodnie razem...
Jaki jest prawie dziewieciomiesieczny Julis? Rozkoszny... Przylepka mamusi, slodki mlodszy braciszek, spioszek & smakosz bananow ;) Poniekad rozwojowo jestesmy troche w tyle (Jul nie siada, nie raczkuje, nie ma zebow), ale to na pewno przez to, ze rozwijamy sie intelektualnie ;))
sobota, 02 marca 2013
Muzieeum
Znowu bedzie o nas ;) Tym razem z kategorii bzdzinek kultury, czyli ostatnia wycieczka do muzeum. Dwie poprzednie "zepsulam" i nie wzielam aparatu, wiec choc tym razem bedzie fotorelacja ;) Na te wystawe wybieralismy sie od samego jej poczatku, czyli od wrzesnia, i wybralismy sie wczoraj, czyli na dwa dni przed zakonczeniem :P Ale lepiej pozno niz wcale, prawda?
W Muzeum Historii Naturalnej w Mainz jeszcze tylko do jutro jest niezwykle ciekawa wystawa o jadowitych zwierzetach, z tymiz zwierzatkami w roli glownej, tuz za szybkami :) Jako ze Klara uchodzi w przedszkolu za specjalistke od zwierzat /zna naprawde wiele nazw, w obydwu jezykach/, koniecznie musielismy sie tam wybrac. Muzeum bylo dla Klary wielka niespodzianka - w zoo byla poltora roku temu w Warszawie (i juz nic z niego nie pamieta), wiec bardzo ja zaskoczyla obecnosc postaci, ktore do tej pory widziala tylko w ksiazkach czy telewizji...
Ogladala je z kazdej strony, nie mogla sie nadziwic, ze tak stoja i nic nie robia :) Bardzo podobaly sie jej ogromne puzzle w jednej z sal - spedzilismy tam chyba ze dwadziescia minut! Ale glowny punkt programu, czyli jadowite stwory, wywolal spodziewany efekt - > duze wow!
Biegala od okienka do okienka, z ciekawoscia zagladala kto tam jest & gdzie sie chowa; caly czas kazala sie tez podnosic (tatusiowi), zeby jak najwiecej zobaczyc...
A chowal sie nie byle kto, bo same mamby (zielone i czarne), tajpeje, grzechotniki, zmije, a takze skorpiony, pajaki i ropuchy - nomen omen - aga :)
I Julis z nami byl, ale troche mu bylo za goraco i za nudno ;)
A tu na koniec kula ziemska przed wejsciem do muzeum - duza, obracajaca sie, ociekajaca woda /bo to rodzaj fontatnny/ -> nie sposob bylo nie zmoczyc rekawiczek, nie dalo rady... ;))
Ciesze sie, ze moje dziecko na dzwiek slowa "muzeum" ma blysk w oku :)) Mam nadzieje, ze te ciekawosc uda sie nam podsycac w niej jak najdluzej...
Muzeum Historii Naturalnej , Reichklarastr.1, 55116 Mainz
czwartek, 28 lutego 2013
Mam(y) oko na ksiazeczki
Musze przyznac, ze poczatku dosc sceptycznie podchodzilam do stylu Aleksandry i Daniela Mizielinskich - nie podobal mi sie, ale czulam, ze Klarze jednak moze bardziej pasowac. I nie pomylilam sie :) Ona uwielbia te grafike :) Na poczatku bylo "Miasteczko Mamoko" - najglosniejsza chyba pozycja z spod piora (kredki?) Mizielinskich. Dlugo sie kolo niego czailam, ale nieporzebnie: "Klara lubi Mamoko" ;) Mamoko to ksiazka wylacznie obrazkowa - sklada sie z rozkladowek, na kazdej z nich przedstawiona jest scena z zycia tego miasteczka. Akcja dzieje sie jednego dnia i bohaterami sa te same postaci o przesmiesznych imionach: Gerwazy Skorupko, Otylia Sadelko, Hipolit Grzywa czy Ernest Nakrapiany. Sledzac oczkiem i paluszkiem przygody poszczegolnych bohaterow mozna spedzic dlugie godziny tylko nad jedna strona :)
Jest to rowniez ksiazka skierowana do najmlodszych - formalnie chyba od lat 3, ale moim zdaniem juz i 2- 2,5 latki beda mialy frajde z ogladania. Nasze kolejne zakupy to dwie siostrzane pozycje: "Mam oko na litery" i "Mam oko na liczby." Obydwie ksiazeczki to rowniez w stu procentach obrazki: jedna koncentruje sie na liczeniu, a druga na wyszukiwaniu postaci & przedmiotow na konkretna literke.
W lewym gorrnym rogu znajduje sie literka, a na obrazkach slowa do wyszukiwania. Oczywiscie, z naszej perspektywy ogromnym plusem "Mam oko na litery" jest jej uniwersalnosc jezykowa :)) Mozemy szukac po polsku /z mama/ i po niemiecku /z tata/ :D
"Mam oko na liczby" rowniez rozwija spostrzegawczosc, ale przeznaczona jest dla dzieci, ktore umieja liczyc - moja trzylatka probuje, ale to jeszcze nie to ;)
O "Mapach" dowiedzialam sie przypadkiem, ale jak tylko zobaczylam na stronie wydawnictwa przykladowe strony, od razu sie zakochalam... Od zawsze uwielbiam atlasy: historyczne, anatomiczne, no i przed wszystkim geograficzne :) "Mapy. Obrazkowa podroz po ladach, morzach i kulturach swiata" kupilam glownie dla siebie i - moze - bede pozyczac dzieciom do poogladania...
42 kraje z 6 kontynentow /malo, za malo.../ rozrysowane w fantastyczny sposob! Do tego ten gigaformat i ta dbalosc o szczegoly...
Kraje zaprezentowane sa nieco stereotypowo, ale o kazdym z nich zamieszczono mnostwo informacji: poczawszy od danych statystycznych i najwazniejszych miastach wraz ich symbolami, az po slynne postacie, zwierzeta wystepujace na tym terenie, az po kulinaria i poluparne imiona & inne ciekawostki. Jest tu Holandia z tulipanami & malarzami, Islandia z gejzerami, Mongolia ze stepem, Japonia z pagodami i Namibia z plemionami Himba, Herero i Ovambo. Jest kuchnia tajska, chorwackie stroje ludowe i bostwa starozytnego Egiptu. Elvis. Wielki Kanion. Agenci FBI... No po prostu wszystko tu jest ;) Minusow /poza tym, ze brakuje mi ze sto piecdziesiat krajow/ nie widze... Jak juz pisalam kocham atlasy, wiec nie jestem do konca obiektywna ;) Uwazam, ze "Mapy..." to rewelacyjna ksiazka i kazde dziecko powinno ja miec. Moje moga beda mogly podotykac ;) A tu, bonusowo, nawet fotoreportaz z podrozy paluszkiem po mapach: Julis w Polsce
Julek kolo Niemiec
Julian w Hameryce ;)
Klara w Holandii
i rzucajac oko na caly swiat...
Aleksandra i Daniel Mizielinscy, wydawnictwo Dwie Siostry "Miasteczko Mamoko", 2010 "Mam oko na litery", Mam oko na liczby", 2012 "Mapy. Obrazkowa podroz po ladach, morzach i kulturach swiata.", 2012 Ilustracje pochodza ze stron: wydawnictwodwiesiostry.pl i polskailustracjadladzieci.pl
wtorek, 26 lutego 2013
3 lata (+ 10 dni)
Jak zwykle, z poslizgiem ;) Ale poki wyrabiam sie jeszcze w tym samym miesiacu, to nawet wyrzotow sumienia nie mam. Moja corcia skonczyla 3 latka! 3 LATKA! A ja mam wrazenie, ze w ogole sie nie postarzalam... Imprezy urodzinowe byly dwie: u dziadka, rodzinna i u nas w domu, z dziecmi. Jak gdyby tego bylo malo, dwa razy swietowala tez w przedszkolu, ale to zasluga mojego meza - muffiny przewidziane na pierwsze swietowanie, wywalil tuz przed przedszkolnym progiem... Tamtego dnia Klara swietowala napredce zrobionym popcornem ;) Fajne te panie - tak spontanicznie cos wymyslic.. Nie w kazdym przedszkolu tak sie chce... Meza z domu nie wywalilam, nowe muffinki upieklam, wiec nastepnego dnia Klarusia swietowala juz jak nalezy :) Obydwie imprezy uswietnil Teczowy Tort i rozne muffinki, ktore pieklysmy razem :) Dekoracje tez robilysmy razem, a potem Klara juz sama wszystko demolowala... Prezenty zyskaly uznanie solenizantki ;)
Jaka jest trzyletnia panna Klara? Tempramentna, glosna i uparta (po mamusi?). W przedszkolu jest maskotka grupy (najmlodsza, wiec korzysta), w domu jest starsza siostra (przynosi Julisiowi smoczek i przykrywa go kocykiem, czy tego chce, czy nie... jak nie, to jego problem), u dziadka jest wariatem goniacym po schodach caly dzien :D
Wciaz nieodpieluchowana, ale przestalam sie juz tym martwic - najwyzej kiedys odpieluchuja sie razem... Ma 95cm wzrostu i wazy 14,5kg, czyli calkiem przecietnie ;) Lubi: - czytac ksiazeczki - rysowac - naklejki wszelkiej masci, ktore bezustannie nakleja nam wszedzie, ale najchetniej na tapete w duzym pokoju - "Swiat malej ksiezniczki", Swinke Pepe i Hello Kitty (to ostanie, niestety...) - czekolade, ale na szczescie w rozsadnych ilosciach - Haribo, niestety juz w ilosciach hurtowych :/ - dziadka Edi - zime, snieg & sanki - pania Erike, sasiadke dziadka Ernsta - ciufaski, czyli kielbaski/truskawki - swoje przedszkole, panie, dzieci & polska grupe zabawowa - nosic sukienki (spodnie sa be) Nie lubi: - nosic czapki - wafelkow - jajek - wstawac o 7 rano - mycia glowy (oj, i to bardzo) - baletki, czyli tabletki (jakiekolwiek) tez nie sa w jej guscie - dlugiego siedzenia przy stole i czekania kiedy inni wreszcie skoncza jesc (i w domu, i w przedszkolu) Jest tez bardzo madra, lubi ukladac puzzle i grac w gry planszowe :) Swietnie wie, co & kiedy powiedziec tatusiowi, zeby go przekabacic lub cos od niego dostac... Wciaz jest 100% coreczka tatusia, ale spi tylko ze mna ;)
Pisalam juz, ze strasznie kocham tego mojego mojego Cypiska? ;)
wtorek, 12 lutego 2013
Rozany Poniedzialek
Ten dzien jest dla nas szczegolnym dniem, bo wlasnie wtedy zaczelam rodzic Klare :) Ostatecznie urodzila sie minute po polnocy juz we wtorek, a poza tym to jest swieto ruchome, no ale przez chwilke moj maz cieszyl sie, ze bedzie mial karnawalowe dziecko :))) O tradycji pochodow pisalam juz 4 lata temu - wtedy ogladalam pochod w Wiesbaden; w tym roku Rosenmontag spedzilismy u tescia w Troisdorf i i tam, kilka kilometrow od Kolonii, obejrzelismy dosc kameralny Umzug (czyli wlasnie pochod)
Oczywiscie, najwazniejsze byly kamelle, czyli fanty -> wszystko to, co rzucane jest przez uczestnikow pochodu w strone ogladajacych: slodycze, zabawki, rozne drobiazgi... W tym roku trafily sie nam nawet 2 kaczki do kapieli i 3 pilki :) Byl to tez pierwszy swiadomy karnawal Klary - troche byla przestraszona halasem i zaskoczona spadajacymi z nieba zelkami Haribo, ale szybko sie rozkrecila i zaczela lapac fanty do przyniesionej siaty... ;)
A wieczorem w domu nastapilo dokladne ogladanie przyniesionych roznosci... Julis tez byl na pochodzie (w chuscie), wiec rowniez bral udzial w podziale lupow ;)
Za rok koniecznie musimy sie przebrac - moze wtedy zlowimy jeszcze wiecej kamelli?
wtorek, 05 lutego 2013
Karnawal
Chwilowo jestesmy chorzy :( Klara miala paskudne przeziebienie, a potem zapalenie ucha. Julian z kolei miala zapalenie oskrzeli... Teraz Ralph ma grype, a ja - choc zdrowa - czuje sie juz zmeczona tym domowym szpitalem. Chco jednoczesnie doceniam, co mam, bo to w zasadzie dopiero druga choroba Klara - ostatni raz byla chora poltora roku temu (w Warszawie, rowniez zapalenie ucha)... Szkoda mi tylko Julisia, ktory juz musial sie troche pomeczyc goraczka, biegunka, no i nieciekawym kaszlem :/ W przerwie chorowania (bo byly i chwile wytchnienia) wybralismy sie na przebieranki do polskiej grupy zabawowej:
Klara - Sniezka; to po raz drugi w zyciu (nawet ten sam stroj), ale pierwszego na szczescie nie pamietala... Julis - pirat ;) mua - damska wersja Robina Hooda ;) W moim rozmiarze byla jeszcze zakonnica i ewentualnie duza truskawka, ale to ja juz wolalam Robinie Hood... W czwartek Klara ma zabawe karnawalowa w przedszkolu i w sumie powinna na nia pojsc, ale jeszcze jutro skoczymy na kontrole.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Nowy Rok
Wlasnie wrocilismy z ferii swiateczno-sylwestrowo-bardzo zimowych spedzanych u babci & dziadka w Polsce :) Opoznienie mam wiec straszne, ale za to jest o czym pisac. Tylko, oczywiscie, czasu brak... Na razie wiec beda obrazki, a literki do nich pojawia sie niebawem.
Aktualizacja: a wiec, sa i literki :) Znowu zabralo mi to wiecej czasu niz myslalam (albo: czas pedzi szybciej niz bym chciala...), ale lepiej pozno niz wcale. Sylwestra i pierwsze dwa tygodnie stycznia spedzilismy w Polsce: babcia, prababcia i dziadek mieli rzadka okazje nacieszyc sie Klara & Julisiem az do przesytu :P Byly spcerki, zabawy, no i przede wszystkim: sanki z dziadkiem! Nie wiem czy Klara zapamieta te zime, ale jesli tak, to bedzie miala piekne wspomnienia :) Sylwester to domowka w rodzinnym gronie: jak widac na kolazu, byly odswietene stroje, balony i zabawa az do polnocy. Juli & Oli (robocze ksywki syna & siostrzenca) oczywiscie padli pierwsi, ale Klara po raz drugi w zyciu obejrzala sylwestrowe fajerwerki :) Panna Klara ma juz niespelna 3 lata i coraz bardziej mozna sobie z nia pogadac - wlasnie teraz, w okresie okoloswiatecznym, zaobserwowalismy u niej najwiekszy jak do tej pory rozwoj jezykowy, i to od razu w obydwu jezykach :)) Co prawda jako dwujezyczne dziecko moze pozniej zaczac mowic, ale do tej pory jej mowa rowzijala sie bardzo powoli, nawet jak na dwujezyczne dziecko (stwierdzone przez lekarza, a potwierdzone i w przedszkolu, i przez logopede)... No, ale wychodzimy na prosta :) Wiekszosc czasu w Polsce spedzila wlasnie na sankach, muzykujac /tez z dziadkiem/, puzzlujac namietnie lub ukladajac klocki :) Z Julisia zrobil sie czarus ;) Nic tylko by flirtowal z kazda napotkana kobieta :) Spojrzenie amanta, szeroki usmiech... 4 stycznia skonczyl pol roku, a kilka dni temu odbyl sie stosowny bilans: nasz amant mierzy 69cm i wazy 8kg :) Obraca sie juz na brzuch i dostaje jedzenie pozacyckowe: ulubionymi owockami sa jablka i morele, a z obadkow ceni sobie te z indykiem :) Lubi czytac szeleszczace gazety, spedzac godziny przyklejony do mamyw chuscie i gorace kapiele. Wciaz je 4-5 razy miedzy 20 a 7 rano, ale reszte nocy spi jak aniolek; w ogole jest malym aniolkiem i strasznym synkiem mamusi (mamusia docenia, ale czasem chetnie oddalaby go tatusiowi, ale synus nie chce...) Na przelomie roku uzupelnilam tez swoja biblioteczke /papierowe wydania ksiazek/, ale juz niedlugo bede sie tez rozgladac za elekronicznymi wersjami, bo pod choinka znalazlam Kindle´a :)) Pewnie minie troche czasu zanim sie z nim oswoje, ale nastepne zakupy ksiazkowe beda juz go uwzlednialy ;)
czwartek, 06 grudnia 2012
Pomocnik Sw.Mikolaja
Syn, synus, syneczek... Szczescie moje najwieksze, pieciomiesieczne :)
Mam go (i kuchareczke), wiec juz zadnych prezentow nie potrzebuje... ;)
wtorek, 04 grudnia 2012
Kuchareczka
Udala mi sie corcia ;) Prosze, jak pomaga w kuchni:
Najczesciej jest to kuchnia u dziadka, czyli w weekend, bo wtedy mamy dla siebie najwiecej czasu :) Czasu na wybieranie przepisow /Klara wybiera je po zdjeciu/, gotowanie /np.: Klara myje ziemniaki, ja obieram/, pieczenie /Klara trzyma mikser i wycina ciasteczka, ja zajmuje sie piekarnikiem/ czy zmywanie juz po wszystkim ;)
Na najblizszy weekend mamy zaplanowane kolejne ciasteczka :) Najpiekniejsza czescia niemieckich zwyczajow okoloswiatecznych jest ten zwyczaj pieczenia ciasteczek adwentowych...
poniedziałek, 12 listopada 2012
Pochod swietomarcinski
Poki nie zamieszkalam w Niemczech, 11 listopada byl dla mnie "tylko" Swietem Narodowym, i to ogladanym w telewizji (a nie bezposrednio swietowanym). Kojarzylam tez, ze w Poznaniu jedza - podobno pyszne - rogale swietomarcinskie ;) I tyle. Po przyjezdzie tu odkrylam jeszcze dwie zwiazanym z ta data atrakcje: 11.11 o 11:11 w Niemczech rozpoczyna sie piata pora roku, czyli karnawal :D A do tego organizowane sa pochody swietomarcisnkie (Martinsumzug). Dlugo wydawalo mi sie, ze glownym organizatorem sa przedszkola, ale niedawno odkrylam, ze tego dnia i dorosli chodzaja sobie po zmroku z lampionami... U nas bylo standardowo, czyli w roli glownej bylo jednak dziecko. Pamietam, jak pierwszy raz (4 lata temu) widzialam pochod przedszkolakow z lampionami - jakos nie mialam wtedy nawet nadziei, ze i ja kiedys bede towarzyszyc swojemu dziecku w tej zabawie :( No ale na szczescie, stalo sie inaczej: w tym roku Klara poszla do przedszkola, wiec pod koniec pazdziernika kopnal nas zaszczyt zaproszenia do tegoz przedszkola w celu wykonania z dzieckiem lampionu... Wymowilam sie opieka nad Julkiem i wyslalam malzonka ;) Ten stanal na wysokosci zadania i - jako jedyny tatus wsrod stada mamus - wykonal z dzieckiem kolorowy lampion :) W piatek przed 11.11 o 17 /zeby byl juz zmrok/ spotkalismy sie nieprzypadkiem przed przedszkolem, zebralismy te swoje lampiony i, spiewajac okolicznosciowe piosenki, poszlismy na ten pochod...
Tradycyjnie na poczatku kazdego wiekszego pochodu jest jeszcze Swiety Marcin na koniu, ale na naszym malym pochodzie nie bylo :) Byly zato kielbaski (dla dzieci) i grzane wino (dla niektorych rodzicow). Genezy zabawy nie znam, ale moze za rok sie dowiem.
poniedziałek, 05 listopada 2012
Fotografia
Caly dzien zastanawialam sie czy pokazac to zdjecie w kolorze, czy czarno-biale, ale potem wessalo mnie w Picase i efekt jest taki:
W roli glownej: Bababcia, czyli Prababcia z prawnukami :) Pierwsze spotkanie tej trojki...
niedziela, 04 listopada 2012
Pocztowka z Drezna
Pierwszy raz jadac do Polski zdecydowalismy sie nocowac po drodze - pierwszy raz bowiem jechalismy z dwojka malych dzieci... Wybor padl na Drezno z najprostszego z mozliwych powodow: polozone jest dokladnie w polowie drogi miedzy Hesja a Slaskiem :) Po uwiecznionej na sesji i zaprezentowanej juz nocy w hotelu, wybralismy sie na krotki spacer po miesce. Spacer bylby dluzszy, ale Klara nie jest jeszcze az tak wyrobionym piechurem, a wozka nie bralismy... Chcielismy zobaczyc, co najwazniejsze, ale niestety udalo sie nam zrealizowac dokladnie polowe planu ;) A wiec: najslynniejsze drezdenskie zabytki - czesc pierwsza: Frauenkirche, czyli Kosciol Marii Panny:
Osiemnastowieczny, barokowy kosciol protestancki, drugi najwyzszy (po katedrze w Strasburgu) budynek z piaskowca w Europie. Prawie doszczetnie zniszczony w 1945 roku i odbudowany dopiero w latach 1994-2005.
Podobno piekny w srodku, ale nie dalismy rady zwiedzic - akurat trwalo nabozenstwo... Klarze najbardziej podobal sie stojacy nieopodal automat do robienia zdjec ;)
Katedra Swietej Trojcy to z kolei przybytek katolicki. Rowniez barokowy, rowniez zniszczony w czasie wojny i odbudowany po latach.
Podobnie jak przy Kosciele Marii Panny, i tutaj Klarze podobalo sie co innego: fontanna przed katedra...
Kolejnym zabytkiem na drezdenskiej Starowce jest malowidlo scienne "Fürstenzug" ("Orszak ksiazecy") - najwiekszy na swiecie ceramiczny obraz scienny: ponad 100 metrow dlugosci i ok.10 metrow wysokosci; kafle, na ktorych namalowane jest prawie 100 osob, maja wymiary 20,5x20,5cm. Postacie to wladcy saksonscy, a takze naukowcy, artysci, zolnierze i dzieci, jak rowniez konie i psy.
A tak w ogole, to Klarze najbardziej, ale to najbardziej z calego Drezna podobala sie fontanna na glownym deptaku:
Nastepnym razem musimy zobaczyc Opere Sempera, barokowy zespol palacowy Zwinger i Niemieckie Muzeum Higieny :)
środa, 31 października 2012
Siostra & Brat. W podrozy
Nie moglam sie powstrzymac i oczywiscie juz zgralam te zdjecia :)) Na poczatek - sesja z hotelu (Drezno): dziecka spia, a raczej nie spia, razem...
Zdjecia robione w ciemnym pokoju, wiec aparat juz nie lapal ostrosci, no ale o pierwszej w nocy swiatla przeciez wlaczac nie bede... Dziecka maja spac! ;) A spac nie chcialy, bo tak podekscytowane podroza & hotelem byly... Jakby to bylo pierwszy raz w zyciu... No dobra, u Julka to bylo pierwszy raz, ale Klara?
Bardzo to przezywala :)
środa, 26 września 2012
12 tygodni
A dzis z kolei na wesolo :) Dzis Julis skonczyl 12 tygodni :) Nawet nie wiem kiedy to zlecialo... Podobny wpis zrobilam kiedys dla Klary, wiec i jemu zrobie. Niespelna trzymiesieczny Julislaw: - wazy prawie 6kg i mierzy 60cm: rozmiar ubranek - od niedawna 62 (ale i 56 jeszcze sie zdarza) - wciaz wylacznie na mleku mamusi - chustowy jest, smoczkowy bardzo, no i nieodkladalny - duzo spi, zwlaszcza w nocy :) - od 3 wrzesnia chodzil troche do przedszkola, ale tylko towarzysko - uwielbia sie kapac - superancko sie usmiecha i (tez) juz probuje gaworzyc - nie przepada za lezeniem na brzuszku, ale glowke trzyma juz bardzo dzielnie Przy okazji postanowilam sfotografowac moje Bambino w tym samym body co Klare na trzy miesiace i pokusic sie o male porownanie... I jak? Sa do siebie podobni?
:)
środa, 12 września 2012
Zaczek-przedszkolaczek
Nadeszla wiekopomna chwila... Moje dziecko dostalo tyte pelna slodyczy no i mam zaczka-przedszkolaczka!
Podsumowujac pierwsze dni moge odtrabic sukces ;) Klara lubi chodzic do przedszkola!
W Niemczech jest troche inaczej niz w Polsce: 1. Adaptacja dziecka: dzien 1-3: siedze w sali, 30-45 minut, Klara mnie widzi
2. Posilki: Tutaj nie ma grupowych sniadan w przedszkolu (dzieci same jedza w jadalni to co przyniosa, maja na to czas do 8:30, jesli beda przyprowadzone po tej godzinie, to musza juz byc po sniadaniu. W naszym przedszkolu (jak i w wielu innych) nie wolno dawac dzieciom nic slodkiego - zadnego chleba z dzemem czy bronboze z nutella :) Do picia jest tylko woda lub nieslodzona herbata /dzieci nalewaja sobie same/. Obiad tez nakladaja sobie same i same maja jesc (zanioslam juz tone podpisanych ubran... bedzie sie przebierac po obiedzie :P) 3. Spanie & siusianie: W DE nie ma tez grupowego lezakowania, ale w naszym przedszkolu jest przynajmniej sala, gdzie sa materace i dzieci moga sie polozyc jesli chca Malo ktore przedszkole ma grupy wiekowe :///// Tu czesto wychodzi sie z zalozenia, ze dzieci najlepiej ucza sie od siebie, wiec grupy sa mieszane: w grupie Klary jest 18 dzieci w wieku od 2,5 lat (Klara) do 4 lat...
CIECI, CIECI ;) (= dzieci)
sobota, 25 sierpnia 2012
Resztki lata
Lato sie juz konczy - to ostatnie chwile Klarusi "na wolnosci", wiec korzystamy, ile sie da... Za tydzien idzie do przedszkola, wiec automatycznie bedziemy mialy mniej czasu dla siebie :( Poki co, korzystamy z pogody (coraz mniej laskawej) i dlatego nie mam tez zbyt wiele czasu na bloga. W ramach korzystania z urokow lata & usamodzielniania sie moje dziecko - jeszcze pozna wiosna - samo zlozylo sobie domek:
oraz regularnie napuszczalo wody do basenu, w ktorym to ochoczo lezalo przez ostatnie tygodnie:
Rany, za chwile bede miala przedszkolaka w domu! Jak ten czas leci - przeciez dopiero co sie urodzila! Na szczescie, na to wyglada, ze aklimatyzacja w przedszkolu nie bedzie problemem: bylismy tam juz dwa razy /na rozmowach ogolnych z paniami/ i za kazdym razem Klara od razu biegla do dzieci :) W dodatku plakala tylko raz.... Jak trzeba bylo isc do domu! :D
czwartek, 16 sierpnia 2012
My
Moje starsze dziecko skonczylo dzis 2,5 roku :) A moje mlodsze wczoraj 6 tygodni :)
Jesli w najblizszym czasie ja nie skoncze ze soba, to kiedys bedzie pieknie... ;)
piątek, 10 sierpnia 2012
Braciszek
Niektore male krolewny maja zmartwienia, o ktorych nie snilo sie nawet filozofom... Miala takie krolewna Lenka, ma i moja Klara ;) W literaturze, tak jak i w zyciu, istnieja zmartwienia zasadnicze (np.: bede miala braciszka) i zmartwienia wtorne (np.: czy to naprawde jest zmartwienie) - z perspektywy malej krolewny trudno ocenic, ktore jest wazniejsze.
Debiutancka opowiastka Anety Krelli-Moch "Krolewna Lenka ma zmartwienie" pojawila sie u nas w odpowiednim momencie - Klara tez ma zmartwienie... Co prawda w ksiazeczce Lena dowiaduje sie, ze braciszek dopiero sie pojawi, a u nas juz jest, ale w gruncie rzeczy zmartwienie jest to samo: co zrobic z taka nowina? Co zrobic z braciszkiem?! Lenka ucieka z domu i ukrywa sie w Dziczy, w Ktorej Mieszka Smok, zeby tam przemyslec swoje zmartwienie. Klara spi w kolysce braciszka i balagani ile wlezie. Dla obydwoch panienek nowina/pojawienie sie braciszka to prawdziwe wyzwanie zyciowe :) "Krolewna Lenka..." polecana jest dla dzieci od lat trzech, ale juz moja dwuipollatka wyrazila zainteresowanie i historyjka, i ilustracjami... Nie jestem pewna, czy tak do konca dotarlo do nie przeslanie /fajnie jest byc starsza siostra/, ale na razie maglujemy ksiazeczke co wieczor, wiec moze, moze kiedys... ;)
W kazdym razie, prawda jest, ze: "Bycie starsza siostra okazalo sie ciekawe, jednak trudniejsze, niz to sobie wyobrazala mala krolewna." Ale potencjal w Klarusi jest:
;) Opowiastka bardzo przypadla nam do gustu i pewnie bedziemy sie rozgladac za kolejnymi przygodami krolewny Lenki. Aneta Krella-Moch: "Krolewna Lenka ma zmartwienie", Wyd.Skrzat, 2012, zalecany wiek: +3 lata
czwartek, 02 sierpnia 2012
4 tygodnie
Wczoraj minely 4 tygodnie, odkad ten maly facecik jest z nami... Az trudno uwierzyc, bo wydaje mi sie, ze jego kolyska stoi kolo mojego lozka juz cale wieki...
Na razie nie ma zbyt wiele do opisywania: duzo spi, duzo je i czesto robi kupe :) Kupy zbieramy wciaz do pampersow jedynek, a i te sa jeszcze nawet troche przyduze ;) Dzis Julis byl wazony: wazy 3750g :) Calkiem niezle, bo szczerze mowiac po Klarusiowych problemach z przybieraniem na wadze, spodziewalam sie raczej jakichs 600-700 gramow na plusie, a tu prosze: ponad 1000 :)
Dumnie wypinam (pelna) piers do przodu i domagam sie orderu! Klara wreszcie zakumala, ze ma brata i ze nie jest jedynaczka... Na szczescie, obywa sie bez rekoczynow, a z cala reszta jakos sobie poradzimy (mimo, ze mama w sobote odlatuje do Polski)... Optymistka ze mnie ;)
niedziela, 15 lipca 2012
Kreda. Lody. Bycie starsza siostra
Lato nie dopisuje w tym roku :( Niestety... Ale pare slonecznych chwil udalo sie zlapac, wiec i ulice pomalowalismy, i lody byly...
Klara - w roli starszej siostry - sprawuje sie poprawnie :) Za bardzo nie chce jej chwalic (boje sie zapeszyc), ale zdaje sobie sprawe, ze mogloby byc duuuzo gorzej... Braciszek jej nie przeszkadza ;) Nie bardzo ja tez zajmuje, ale przynajmniej nie musze sie martwic, ze zrobi mu krzywde... Na szczescie, jest u nas babcia Malgosia, ktora duzo zajmuje sie Julkiem, a ja moge ten czas poswiecic Klarze - ukladanie & zbieranie pogubionych puzzli mam juz w malym placu!
niedziela, 08 lipca 2012
Juliś
Nie wyrobilam sie z ostatnim wpisem... Znowu... Ale tym razem mam porzadna wymowke: 1. Bambino story: Historia jest krotka: wystarane, wyczekane dzieciatko mialo pojawic sie - tak z grubsza - w lipcu, no i udalo sie :) Bardzo dlugo bylo dziewczynka, co cieszylo mnie o tyle, ze odpadlyby mi zakupy ciuszkowe... Miesiac temu okazalo sie jednak, ze bedzie chlopiec! Zaskoczeni zaczelismy przekopywac resztki wyprawki po Klarze z nadzieja, ze znajdzie sie tam cos dla braciszka... Niestety, zbyt wiele tego nie bylo (rozowosci nie bylo, ale czasem kroj ciuszkow byl zbyt dziewczecy), wiec bez zakupow sie nie obylo - cale szczescie, ze jest ebay ;) Gorzej bylo z przestawieniem sie: od usg polowkowego Bambino bylo dla mnie dziewczynka i tak tez zwracalam sie do brzucha... Teraz mam nadzieje, ze syn mi to kiedys wybaczy ;)
2. Narodziny: Koniec czerwca, cztery tygodnie do terminu. Usg stanu blizny po Klarusiowej cesarce jednoznacznie wskazuje na koniecznosc kolejnego ciecia :( Czyli porod bedzie ustawiony... Data zostala wybrana i pozostalo trzymac kciuki, zeby blizna tyle wytrzymala... Poczatek lipca, trzy tygodnie do terminu. No, i nie wytrzymala. Oficjalnie oszacowano ja na mniej niz 1mm, a ze doszly bole brzucha, to wyladowalismy w klinice, z zastrzezeniem, ze jesli tylko cos sie zacznie, to bedziem ciac.
W srode, 4 lipca, zaczelo sie i prosto znad parujacej jeszcze zielonej herbatki pojechalismy na sale operacyjna... Bambino urodzilo sie o 10:47 i - ku mojemu zaskoczeniu - od razu wyladowalo na moich piersiach :) Nie sadzilam, ze przy porodzie operacyjnym to w ogole mozliwe, a jednak :) Juz do konca operacji tam zostalo: ja cieszylam sie bliskoscia nowonarodzonego synka, a doktory pracowicie cerowaly moj brzuch. 3. Imie: Miala byc Matea Ida lub Antonia Matea... No coz, moze jeszcze kiedys ;) Synus nazywa sie Julian Edward. Pierwsze imie to imie, ktore jako jedno z niewielu spelnialo nasze twarde kryteria (obecnosc w obydwu jezykach i kulturach + identyczna pisownia & wymowa), a do tego milo kojarzace sie :) tak tuwimowsko ;) Drugie imie jest po polskim dziadku.
Zdrobnienie nie bylo planowane, ale sama nie moge sie powstrzymac i wychodzi mi: Juliś 4. Syn & corka, czyli oswajanie rzeczywistosci: Pierwsze piec dni to pobyt w klinice i male zamieszanie: a to temperatura ciala za niska, a to cukier katastofalny... Do tego niska waga urodzeniowa (2660g) i jej spadek :( Ale syn to dzielny facet, udalo mu zebrac w sobie, okielznac cyferki i juz jestesmy w domu :) Wciaz jest chudziutki, ale ladnie ssie piers, wiec mamy nadzieje na szybkie przybieranie na wadze.
Klara jako starsza siostra spisuje sie poprawnie :) Entuzjazmu nie oczekiwalismy, wiec jest ok. Oczekiwalismy raczej problemow i wybuchow zazdrosci, ale tych (na razie?) brak :)
pe.es Julian wystapil juz w roli modela podczas sesji zdjeciowej w klinice i dumnie prezentuje sie w Babygalerie :))))
niedziela, 24 czerwca 2012
Pchelka
Nie wyobrazam sobie dziecinstwa bez tej bajki :) Chcecie bajki? Oto bajka: Jasne bylo, ze i Klara predzej czy pozniej zapozna sie z przygodami szczwanej pchelki...
Miała domek na przedmieściu Juz zapomnialam, jak dluga jest ta bajka! Jakos utkwilo mi w pamieci, ze to krotki wierszyk - a tu, prosze, wielostronnicowa opowiesc o przygodach malej cwaniary, ktora zapewnia nam rozrywke na dluuugi czas :) Na szczescie, Klara jest jeszcze za mala, zeby przeczytac /jej/ cala "Pchle Szachrajke" na raz, wiec dzielimy sobie fragmenty na popoludnia :) Codziennie nowa przygoda... Wchodzi śmiało do cukierni, Oprocz genialnego tekstu "Pchle..." w niezwykly sposob zdobia ilustracje Macieja Szymowicza :) Moge nawet powiedziec, ze z poczatku Klara zwracala uwage nie tyle na tekst, co wlasnie na te ilustracje :) Przez ulicę jedzie bryczka, "Pchla Szachrajka" to nasza pierwsza ksiazeczka z Platynowej Kolekcji wydawnictwa Wilga, ale na pewno nie ostatnia :)
Obiecany pchelkowy bonusik, czyli Klara przy lekturze:
Polecamy :)
Jan Brzechwa: "Pchla Szachrajka", wyd. Wilga, 2010
sobota, 23 czerwca 2012
Dzien Taty
Co prawda, tylko w Polsce (w Niemczech juz byl: u nas to swieto ruchome, przypada w dzien Wniebowstapienia i w tym roku bylo to 17 maja), ale kazda okazja do poswietowania jest dobra :)) No, i do pokazania zdjec... Dwa lata temu, w pewnej kawiarni w Troisdorf zrobilam to zdjecie: a w zeszlym tygodniu mielismy okazje powtorzyc ujecie:
Ten sam tata, ta sama Klara, to samo lustro... I ciagle jest coreczka tatusia :) Widac?
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Alternatywnie
Autorka szablonu
Banerki
Blogu blogu...
DE
ES
IS/SE
Kryminały i sensacje
Promyczek
Różnosci do poczytania
Scrapbooking
Wyzwania czytelnicze
Żeby nie szukać co chwilę :)
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||