piątek, 28 lutego 2014
Fiesty dla poczatkujacych

Dzis zaczne pisac. Nie skoncze na pewno, ale przynajniej zaczne, to bede miala motywacje, zeby w weekend wyskrobac troche czasu i tu wrocic :)

Czyz moze byc wdzieczniejszy temat niz hiszpanskie fiesty? Bardziej kolorowy i nosny? "...obserwowanie fiest mialo w sobie cos z przygladania sie na jawie cudzym snom." Bajkowe, czesto nawet oniryczne opisywanie fiest bardzo mnie zaskoczylo...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pylzlandrynekhiszpanskiefiestybiext21217189.jpg

cdn...

czwartek, 13 lutego 2014
Historie dramatow i milosci

Jak nie trudno zauwazyc, 10 kwietnia 2010 to temat, ktory w literaturze (i nie tylko) bardzo mnie interesuje. Regularnie wyszukuje sobie pozycje na ten temat, caly czas majac nadzieje, ze dostane do reki obiektywnie z szacunkiem napisane historie.

I tym razem tak bylo. Choc "Ostatni krzyk od katynia do Smolenska. Historia darmatow i milosci" Barbary Stanislawczyk okazaly sie ksiazka o wiele bardziej historyczna niz myslalam, bardzo dobrze mi sie ja czytalo.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/OstatnikrzykodKatyniadoSmolenska_.jpg

Publikacja podzielona jest na trzy czesci: w pierwszej na chwile przed wylotem 10 kwietnia poznajemy osoby, ktore polecialy samolotem prezydenckim do Smolenska i tam zginely. Jako przedstawiciele Rodzin Katynskich chcieli uczestniczyc w obchodach rocznicy tej tragedii. Sa tu ich ostatnie slowa, ostatnie gesty, ostatnie zdjecia, ostatnie pozegnanie...

"Zdecydowala sie. To byl piatek. Miala przeslac paszport do ROPWiM, zeby wbito rosyjska wize. Wyslala go przez firme kurierska, ktora zapewniala, ze paszport zostanie dostarczony na poniedzialek. (...) w srode otrzymala telefon (...), ze paszportu jednak nie ma. Ewa sie zdenerwowala. Pytanie: kto zgubil? Kwit z firmy kurierskiej wyrzucony. Barbara przy sniadaniu, przy tym samym stole, stwierdzila: „No, trudno. Najwyzej nie polecisz. To nie jest sprawa zycia i smierci”.

– Gdybym wtedy wiedziala, jak bardzo sie myle – mowi dzis. – W tej chwili mysle sobie, ze to byl znak. Nie ukladalo sie. Trzeba bylo słuchac znakow.

Wtedy wygladalo to inaczej. Firma kurierska odnalazla paszport. Zdazyła go wyslac jeszcze tego samego dnia i na piatek wiza byla gotowa. W Wielki Czwartek, 1 kwietnia, Ewa byla ostatni dzien w pracy, bo wziela sobie kilka dni wolnego na przygotowania do swiat i do podrozy. Pozegnala sie z Barbara zwyczajowym: „Do zobaczenia we wtorek, jak dozyje”.



Czesc druga - ta najbardziej historyczna - opwiada o ich przodkach, ktorzy zgineli w 1940 roku w Katyniu. Stanislawczyk ciekawie i wyczerpujaco opisuje losy nie tylko ich, ale calych rodzin: pochodzenie, dzieje, a takze sporo prywatnych zdjec oraz - co najbardziej interesujace - fragmenty listow czy tez pamietnikow pisanych z obozu w Katyniu... Czesto datowanych nawet na 10 kwietnia...


Trzecia czesc to juz wspomnienie wydarzen znanych wszystkim: 10 kwietnia 2010. To ten moment, to ta wiadomosc. Wpomnienia rodzin, ktore po raz drugi na ziemi katynskiej stracily swoich bliskich... A takze zycie potem.


"Czteroletni Franio tyle sie naogladal telewizji, ze teraz bawi sie w katastrofe. Nie ma samolotu, to bierze samochod, leci nim, uderza w drzewo, samolot-samochod spada. A Franio mowi: "To babcia zginela w katastrofie!" "


Autorka trzyma sie z daleka od polityki i mniej lub bardziej prawdopodobnych przyczyn katastrofy; rzetelnie opowiada historie dramatow i milosci zwyklych polskich rodzin ocalajac je od zapomnienia.

Dobra literatura faktu. Trudny i smutny temat, ale warto sie z nim zaznajomic. Az sie prawie rozpedzilam i napisalam, ze milo sie czyta :( Ale faktycznie, choc historie rodzin katynsko-smolenskich nie sa rownie interesujace, to Stanislawczyk udalo sie przedstawic je tak, zeby wzruszyly...

 


Moja ocena: 4/6

 

 

"Ostatni krzyk. Od Katynia do Smolenska. Historie dramatow i milosci." Barbara Stanislawczyk. wyd. Rebis, 2011

 

środa, 29 stycznia 2014
Seksuolog superstar

Pierwsza ksiazka z nowego stosika ;)

Biografia jakiej malo, bo o prywatnym zyciu glownego bohatera jest tyle, co kot naplakal... To taka biografia zawodowa - cos w stylu "na kozetce u Starowicza"... Powazna, ale nie do konca; pelna smaczkow i anegdotek. I wciaga jak niewiemco!

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/starowicz.jpg

"Nie chcialbym sie chwalic, ale poznalem przedstawicieli wszystkich sposrod ponad dwustu zaburzen preferencji seksualnych opisanych przez Swiatowa Organizacje Zdrowia. Jesli do mojego gabinetu w centrum miasta wkroczy kiedys bialy nosorozec, nie mrugne okiem. Nic nie jest w stanie mnie zaskoczyc. Mialem do czynienia z tak wieloma zaburzeniami i dziwactwami w tej sferze zycia, ze trudno byloby mi je wszystkoie opisac."

- to jeden z wielu watkow o pracy zawodowej  i choc moze mozna by bylo sipodziewac sie tu Bog wiadomo czego, biografia pana od seksu traktuje ten temat bardzo taktownie & profesjonalnie. Malo sensacyjnie, ale za to z humorem ;)

"Zawsze bede pamietal moje pierwsze spotkanie ze studentami KUL-u. Pelna aula, a w niej sporo zakonic. Ja w mundurze i z tematem "Psychofizjologia seksualna w badaniach szkoly Mastersa i Johnson" (...) Mowie zatem, co sie dzieje w trakcie podniecenia i orgazmu u kobiet i mezczyzn - co sie wydluza, a o sie skraca, jak wyglada skora i narzady plciowe w kolejnych fazach reaktywnosci seksualnej, fizjologii wytrysku... W auli cisza jak makiem zasial i widze tylko, jak zakonnice pilnie wszystko notuja. Siedza w habitach jedna kolo drugiej i notuja. Zwolnilem tempo, zeby mogly notowac dokladnie. Scena jak z filmu!"

Wojsko i praca to dwie pasje profesora, wiec i pisze o tym z pasja :) Jest wierzacy (czym mnie zaskoczyl, chociaz na dobra sprawe nawet nie wiem dlaczego...), teskni za mundurem, a mimo sporej ilosci prywatnych zdjec, o swojej rodzinie zdradza niewiele.

Jedna z ciekawszych informacji na temat zycia prywatnego byla ta:

"Mama mila na imie Adamina, ale mimo tego odmesiego imienia byla zdecydowanie kobieca (..) Ojciec mila zamilowani do oryginalnych imion, ktore musial wygrzebywac gdzies w literaturze. I tak moja siostra to Alma Tomira, a brat nazywal sie Maur Sulimir. Przed nadaniem mi rownie oryginalnego imienia ojca powstrzymala okupacja. Niemcy stworzyli spis imion, ktore Polacy mogli nadawc dzieciom i nie bylo w nich niczego wyjatkowego. (...) Lew to nie imie, tylko herb."

A kolejnym smaczkiem jest jego udzial o tu, w tym teledysku ;)

 

 

Autobiografie Lwa-Starowicza czyta sie szybko i bardzo przyjemnie. Gawedziarski styl wciaga czytelnika na dobre. Ciekawa, pozytywna & godna polecenia lektura!


Moja ocena: 5/6

 

pe.es

Jeden z moich ulubionych fragmentow:

"Interesujacym, chociaz nieslusznie zapomnianym pionierem polskiej seksuologii byl Stanislaw Kurkiewicz z Krakowa. (…) W opracowanym przez siebie slowniku proponowal upowszechnienie polskiej terminologii seksualnej: masturbacje proponowal nazwac „samienstwem”, pieszczoty palcami – „palcowiznami”, pobudzanie reka narzadow plciowych mezczyzny „berdanka”, pobudzanie narzadow kobiety – „gmeranka”, erekcje – wzwodnoscia, a stosunek – „plceniem”. "

 

"Pan od seksu" Zbigniew Lew-Starowicz (wspolpraca Dominika Buczak), wyd. Znak, 2013

poniedziałek, 27 stycznia 2014
Zapasy

Oto nasze zapasy na najblizsze x miesiecy (zobaczymy, na ile starcza...) - moje i dzieckowe :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_1_13.jpg

Jak widac, u mnie jest biograficzno-kryminalno-smolensko, a u dzieci przede wszystkim jest Nusia :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_2_13.jpg

To nawet nie wszystkie przywiezone zdobycze, ale reszty na nie ma na zdjeciach...

I teraz zeby tylko miec czas na czytanie & blogowanie ;)

czwartek, 23 stycznia 2014
Szczepionka przeciw Genderowi

Czyli i smieszne to, i straszne...

Szczepionka przeciw temu potworowi, ktorym tak strasza w Polsce, do nabycia jest w kioskach, ksiegarniach i internecie. Bez dwoch zdan sprowadzi do odpowiednia droge kazde zainfekowane Genderem dziecko, i nawet te, ktore obok niego tylko sie bawi :)

Nienowa, ale od nowa w sprzedazy, seria osobnych ksiazeczek dla chlopcow & dla dziewczynek o tym jak inni chlopcy & inne dziewczynki spedzaja wolny czas, jak sie bawia i o jakim zawodzie na przyszlosc marza...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/gender_1.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/gender_2.jpg

Dziewczynka-bohaterka tej serii chce zostac sekretarka, fryzjerka, nauczycielka, baletnica... Chce sprzatac, bawic sie lalka albo w sklep... Bron Boze zeby sie czegos uczyla, bawila w policjantke czy prowadzila swoja firme :(

Dziewczynki niech zmieniaja pieluszki, a chlopcy moga sie bawic w strazaka i ratowac dziewczynki z opresji.

W koncu kobiety w strazy to tylko za facetami sikawki nosza :(

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/gender_5.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/gender_6.jpg

Ech, troche sie denerwuje, bo w Niemczech jest ta sama seria ksiazeczek, ale juz bez rozowo-niebieskiego podzialu na swiat chlopcow i swiat dziewczynek... Da sie? Da.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/gender_7.jpg

"Maksa i jego smieciarke" kupilam kiedys Klarze, bo w jej przedszkolu byla smieciarka i dzieci mogly sie z nia zapoznac, poogladac i nawet wsiasc za kolko (Klara ma zdjecia) - potem przez kilka tygodni moja corka chciala byc pania od smieciarki (!)

No wlasnie, nie baletnica czy pielegniarka tylko pania od smieciarki.

U nas jest juz za pozno...

Niemiecki Gender zezarl mi dziecko! ;)

 


Estetycznie ta seria jest dosc ckliwo-rozowa/pstrokata. Teksty sa nawet przystepnej dlugosci, ale wlasnie ich wydzwiek zgrzyta... Jak nic utrwalaja stereotypy - nie tylko poprzez temat, ale chocby juz przez to, ze tytuly serii dla chlopcow nie zawieraja slowa "bawic sie" (czyzby bawienie sie bylo zbyt dziewczynskie?)...

 

Moim dzieciom zawsze bardziej podobaly sie auta niz lalki ;) Ale jak kiedys Klara zasluzy na jakas lekka kare, to dostanie taka to oto pozycje:

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Klararobiporzadki.jpg


Moja ocena: 2/6

 

Seria edukacyjna "Maly chlopiec" i "Mala dziewczynka", Firma ksiegarska Olesiejuk, 2013

czwartek, 07 listopada 2013
Gawęda o Julku Tuwimie

Czytajac opis tej pozycji oczywiscie wiedzialam, ze jest to ksiazka dla dzieci (i to starszych niz moje), ale nie moglam sie powstrzymyc przed zakupem!

"Rany Julek! O tym, jak Julian Tuwim zostal poeta" Agnieszki Fraczek to rewelacyjnie napisana gaweda o dziecinstwie autora jednych z najlepszych utworow dla dzieci. Kim byl maly Julek Tuwim, czym sie interesowal, gdzie spedzal wakacje, jakim byl uczniem, jakie "hodowal" zwierzeta... Prawdziwa perelka nie tylko dla dzieci (7-8 lat), ale i ich rodzicow. 

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/rany_julek.jpg

"O rany Julek" zaczyna sie tradycyjnie, czyli od narodzin bohatera :) W zasadzie cala ta biografia opowiada wylacznie o dziecinstwie poety, ale robi to w tak niezwykly sposob, ze w zasadzie nie pozostawia niedosytu. Glowna osia opowiesci sa anegdotki z zycia chlopca & nastolatka, czyli to, co mogloby zainteresowac mlodych odbiorcow. 

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/ranyjulek28291a.jpg

 Calosc napisana jest prostym, ale starannym jezykiem, a do tego autorka pokusila sie o wlasne rymowanki!

"Kluczyk"

Biega, krzyczy Julek blady:

- Gdzie moj kluczyk od szuflady?

 

Szukal w sieni, i na schodkach,

szukal za portretem przodka,

szukal w bucie i w surducie...

Wszedzie szukal, mowic w skrocie...."

 

"I choc pan Tuwim wierszy dla dzieci napisal nie wiecej niz bylo wagonow ze slynna lokomotywa, to one wszystkie tak mocno zapadly nam w pamiec, tak silnie splotly sie ze wspomnieniami z dziecinstwa, ze:

... ze chocby przyszlo tysiac pisarzy

i kazdy tysiac strof by wysmazyl,

i kazdy nie wiem, jak sie nadymal,

nikt nie dogodni Julka Tuwima."


Ryzykowne posuniecie, ale bardzo udane :) Dodatkowo w ksiazeczce zamieszczone sa ukryte cytaty z wierszy Tuwima... Tak dla malych detektywow ;)

 

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/ranyjulek50511.jpg


Fraczek udalo sie polaczyc interesujaca historie i zabawnymi rymowankami czyniac swoja ksiazke godna polecenia zarowno dla dzieci, jak i dla rodzicow.

 

Zauroczona jestem rowniez ilustracjami Joanny Rusinek! Cudne kolory :)

 

Moja ocena: 5/6

 

 

Agnieszka Fraczek: "Rany Julek! O tym, jak Julian Tuwim zostal poeta", wyd. Literatura, 2013

sobota, 12 października 2013
Autobiografia w formie puzzli
Kolejna nieklasyczna autobiografia, a raczej wspomnienia.
Monika Jaruzelska - ktorej przedstawiac nie trzeba - opowiada o dorastaniu w cieniu slawnego ojca i budowaniu wlasnego "ja". "Towarzyszka Panienka" ma nietypowa forme puzzli-scenek, takich zapiskow chwil, anegdotek, komentarzy; brak tu narracji typowej dla wiekszosci autobiografii.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/TowarzyszkaPanienka.jpg
Jaruzelska zaczyna:

"Nie ma w mojej ksiazce etosu ani patosu. Kazdy, kto spodziewa sie gloryfikacji czy tez politycznych uzasadnien, do ktorych winna byc zobowiazana corka komunistycznego dyktatora, moze poczuc sie rozczarowany. To jest opowiesc o normalnej rodzinie, choc uwiklanej historycznie. Napisana  z perspektywy najpierw dziecka, potem dziewczyny, a na koncu dojrzalej kobiety. Z dystansem i ironia, choc bardzo szczerze."

Hmmmm... A to ci niespodzianka! Kazdy chyba dobrze wie, ze CI Jaruzelscy nigdy normalna rodzina nie byli i nie beda... Z reszta sama autorka opisujac przerozne sytuacje (bogato ilustrowane zdjeciami z albumu rodzinnego) daje poniekad temu dowod:

"Mama - pewnie troche na zlosc, a troche z ciekawosci - w kazdym razie dosc ostentacyjnie sluchala Wolnej Europy. Ojciec z kolei podrzucal mi ksiazki z drugiego obiegu wydawane przez paryska "Kulture". Kilka razy sie zdarzylo, ze te same publikacje dostawalam juz wczsniej, od przyjaciol z uczelni. Im za ich posiadanie grozilo wiezienie..."

"(...)Tam z mama moglysmy sie poopalac. A wszystkie posilki jedlismy z Fidelem na luksusowej lodzi. Wieczorem z Fidelem karmilismy delfiny, ktore przyplywaly do zatoczki, i oczywisie rozmawialismy."

Nie jestem pewna czy takie silenie sie na normalnosc (kilkukrotnie powtarzane) przy jednoczesnym opisywaniu wakacji na Kubie u Fidela, kolacji z Kadaffim czy spacerze po Murze Chinskim to skrajna naiwnosc czy arogancja?

Spora czesc "Towarzyszki..." traktuje o jej ojcu. Raczej bylo do przewidzenia, ze nie bedzie o nim zle pisac, ale przedstawienie generala nieco mnie zaskoczylo. Monika Jaruzelska opowiadajac o nim sprawia, ze czytelnik - zwlaszcza ten mlodszy, nie pamietajacy stanu wojennego - zaczyna patrzyc na niego nawet z lekka nutka sympatii.

"Byl w klasie z Tadeuszem Gajcym - poeta. Obaj byli bardzo dobrymi polonistami i obaj mieli poglady radykalno-narodowe. (...) Poglady zmienil podczas wojny. Najpierw zsylka na Syberie, smierc ojca, nieskuteczna proba dotarcia do armii gen. Andersa, a potem przedostanie sie do Armii Ludowej - to wszystko spowodowało u niego przemiane swiatopogladowa. Przy tym jeszcze wiekszy szacunek do prostego czlowieka. Ojciec mowil, ze tak naprawde on, matka Wanda i siostra Teresa przetrwali w tajdze dzieki prostym ludziom z syberyjskiej wsi. Niezwykle serdecznym, dzielacym sie ostatnia kromka chleba w chwili glodu i chlodu. I ten paniczyk o endeckim nastawieniu przekonal sie wowczas, ze rownosc spoleczna jest jak najbardziej moralnie usprawiedliwiona, a wrecz pozadana."

"Chyba nigdy nie cieszyl sie zyciem, jego drobnymi przyjemnosciami. Zawsze praca i polityka przez duze "P" na pierwszym planie"

"Ojciec ma nature pesymisty (...) Ten pesymizm i poczucie leku determinowalay wiele decyzji zyciowych, lacznie z najwazniejsza..."

"Jest abstynentem. Cale zycie nie palil, oprocz kilku miesiecy stanu wojennego. Jedyna jego slaboscia sa slodycze, ktorych rowniez sobie odmawia, klepiac znaczaco po brzuchu. Pofolgowal sobie tylko raz - w czasie moich narodzin. Zamoast isc z kolegami na wodke, jak to robi wikeszosc mezczyzn, siedzial samotnie w domu pochlaniajac kilogram mieszanki czekoladowej i z nerwow rozrzucajac wokol siebie papierki."

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/jaruzelscy.jpg

Jaruzelska nie porusza w swojej ksiazce ani trudnych tematow, ani istotynch problemow - jest to raczej lekka & przyjemna lektura z mnostwem anegdotek jak np.: ta o synu:

"Ktoregos dnia wracalismy z przedszkola samochodem i w pewnym momencie uslyszalam: "Wiesz, mama, ja juz nie che siei nazywac Jaruzelski." Serce mi na chwile stanelo. Pomyslalam: "A wiec sie zaczyna..." I spytalam, silac sie na wesoly ton: "Dlaczego?" Na co mi oznajmil:"Od jutra chcialbym sie nazywac "Wsciekla Kobra!"

Wlasnie lekki styl i ironia oraz piekna polszczyzna sa najwiekszymi plusami "Towarzyszki Panienki". Dobre wrazenie pozostawia rowniez poprzez niezwykla dyplomacje autorki: opisuje ona calkiem spora grupe osob - od swoich rodzicow i innych politykow & glowy panstw, po Jaroslawa Kaczynskiego czy chocby dawnego kolege Boguslawa Linde - ale nikogo nie obdaduje, nie osadza, nie narusza niczjej prywatnosci. Taktownie i z klasa. (Da sie? Da!) Plus kulisy mody polskiej (Jaruzelska byla jedna z pierwszych polskich stylistek!).

Ogolnie mowiac, mam w stosunku do tej ksiazki mieszane uczucia - jako zbior anegdotek bardzo mi sie podobala, ale jako autobiografia juz nie. Zabraklo mi chyba glebi przemyslen, szczerosci autorki i ustosunkowania sie do najwazniejszych spraw.


Moja ocena: 4/6

 

Monika Jaruzelska: "Towarzyszka Panienka", wyd. Czerwone i Czarne, 2013

środa, 09 października 2013
Prywatne sledztwo Steffena Möllera

Muzyke klasyczna zna kazdy - moze nawet nie wie, ze zna i co zna, ale najwieksze jej hity zna sie chocby jako dzwonki w komorkach :) No i jako podklad muzyczny w kreskowkach! A czekajac w kolejce telefonicznej w niektorych infoliniach tez sie mozna na klasyke zalapac - chocby ten nieszczesny Vivaldi i jego "Cztery Pory Roku".

Klasyka jest wszedzie :)

Jednak tylko garstka ludzi swiadomie uwaza sie ze melomanow: slucha, kontempluje, chadza do filharmonii... Möller twierdzi, ze to zaledwie okolo 5% populacji i rozpoczyna prywatne sledztwo: dlaczego tego slucham? Skad sie wzial moj gust muzyczny? Od czego on wlasciwie zalezy? Wychowania, otoczenia czy genow?

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/mojaklasycznaparanoja.jpg

W "Mojej klasycznej paranoi" znany satyryk i aktor serialowy pokazuje czytelnikom swoja nowa (prawdziwa?) twarz i na naszych oczach nagle jest bardziej filozofem i melomanem niz znanym z telewizji celebryta.

Czterdziestokilkuletni Niemic piszacy nagle autobiografie bogato inkrustowana rozwazaniami o muzyce klasycznej to dosc arogancki pomysl, ale sam Möller tlumaczy to tak:


"Przed zarzutem egomanii bronie sie tym, ze chcialem napisac przede wszystkim o muzyce - lecz w inny sposob. Celem ksiazki nie bylo prezentowanie nowych faktow o chorobie Chopina czy doglebna analiza pieciu koncertow skrzypcowych Mozarta. Zalezalo mi na tym, by udowodnic, ze Mendelssohn, Bruckner, Debussy i spolka wcale nie naleza do muzeum, ale ich muzyka dziala jak dozylny narkotyk. Pragnalem opowiedziec o mojej muzyce tak, jak to robi konkurencja, czyli zwolennicy pop/rocka (...) Mowiac krotko: ci cwaniacy sprzedaja nam swoj aautobiografie z malymi wstawkami muzycznymi. Wlasnie tak chcialem zrobic i ja - przy okazji leczac troche swoja klasyczny paranoje."

 

Möller opowiada o sowim zyciu w Wuppertalu, o rodzicach (pastor i nauczycielka religii), ich gustach muzycznych i plytotece, wlasnej nauce gry na pianinie, o tym jak zostal kontrabasista i - przed wszystkim - o swojej plytotece, a takze o izolacji od rowiesnikow czy ludziach zwiazanych z muzyka klasyczna, ktorzy wywarli na niego najwielkszy wplyw.


"Klasyka to pietno. Kazdy dwudziestolatek sluchajacy klasyki uwazany jest za rozpieszczonego wrazliwca, konserwatywnego wyksztalciucha, snobistycznego pedala, pieknoducha, mamisynka, wstretnego kujona."



Wlasnie te rozwazania na temat gustu muzycznego i jego genezy (lekkie, ale nieplytkie), jednoczesnie przeplatane nienachalnymi opowiesciami z prywatnego zycia (sa tez zdjecia) oraz lekkie pioro sprawiaja, ze ksiazka ma bardzo przystepna tresc i forme. Czyta sie ja niemalze z wypiekami na twarzy! A na pewno z usmiechem na twarzy :))


"Tragedia fana klasyki polega na tym, ze jego mistrzow jest malutko."


Lektura "Mojej klasycznej paranoi" na pewno pomoze laikom wejsc w swiat tej muzyki, a to chocby dzieki bardzo przydatnym listom polecanych przez autora utworow /Top 10 dla poczatkujacych, Top 10 mocnych utworow, Top 10 smakolykow dla plytomanow, ktorzy juz wszystko maja, Top 10 dla samobojcow itp/ Az sie prosi, zeby odpalic komputer i wyszukac opowiedni utwory w intencie ;) Da sie! Sama tak zrobilam, ze musze przyznac, ze najbardziej ukochany kompozytor Steffena, czyli Anton Bruckner, to bylo dla mnie calkiem nowe nazwisko...

"Tragedia fana klasyki polega na tym, ze jego mistrzow jest malutko." - twierdzi Möller.

Ja dodam, ze na szczescie, skoro wiekszosc z nich juz nie zyje, to spokojnie mamy czas, na to zeby ich poznac ;)


Moja ocena: 5/6

 

pe.es

Promujac ksiazke Stffen Möller jedzil po calym kraju - fagmenty spotkan autorskich sa dostepne w internecie i na przyklad tu :)

 i tu :)


Steffen Möller: "Moja klasyczna paranoja", wyd. WAB, 2010

niedziela, 15 września 2013
Wszystkie odcienie prawdy

Ta ksiazka lezy juz u mnie od jakiegos czasu i nawet nie wiem od kogo ja dostalam... Ktos mi ja przyslal, a ja nawet nie pamietam komu naleza sie podziekowania :( A spedzilam na lekturze kilka milych wieczorow, wiec podziekowania sa zasadne.

"Sto odcieni bieli" Preethi Nair to zgrabnie opowiedziana indyjsko-angielska bajka o rodzinie, prawdzie i wybaczaniu, a takze o roznicach kulturowych i gotowaniu (!). Cala opowiesc przesiaknieta jest magia indyjskiej kuchni :)

"(..) przyrzadzanie pozywienia jest sztuka magiczna i jesli wszystko robi sie dobrze, jedzenie ma moc zmiekczania nawet najtwardszych serc"

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/sto_odcieni_bieli.jpg

Powiesc ma dwie bohaterki: matke (Nalini) i corke (Maje). Nalini, mloda Hinduska, zostawia ukochane Indie i przenosi sie wraz z malymi dziecmi - Maja i Sacinem - do meza, do Londynu. Nie zna ani realiow, ani jezyka, a Anglia wydaje jej zimnym i ponurym miejscem... Niedlugo pozniej maz zostawia Nalini bez srodkow do zycia i odchodzi do innej kobiety, a ona musi nagle stawic czola i tej obcej kulturze, i trudom nowego zycia. Na szczescie, ma pomoc w postaci przyjaciol, ale trosk jej nie ubywa: dzieci oddalaja sie od Indii i coraz lepiej czuja sie w Anglii. Rozwiazaniem wielu problemow okazuje sie pasja Nalini, czyli gotowanie :)

"Scisle okreslona porcja kminku dla zaostrzenia apetytu na zycie, laska cynamonu na przelamanie zyciowej stagnacji, sok z cytryny na zapomnienie uraz, chili na zlagodzenie bolu i kurkuma na uleczenie serca. Listki swiezo zerwanej kolendry temperuja zły humor i powoduja jasnosc mysli, ognisty pieprzny rasam ogrzewa dusze, a starty kokos daje ukojenie i pocieche. Moczona przez kilka dni tluczona soczewica, dodana do ciasta na cienkie nalesniki z nadzieniem ze smazonych ziemniakow w sosie masala, daje poczucie dumy i wewnetrznej rownowagi. Zołta fasola dodana do toranu z jarzyn zapewnia dlugowiecznosc i pomyslnosc."

Nalini gotuje, spelnia sie w swojej pasji, ale traci corke, ktora z czasem coraz bardziej odcina sie od Indii. Splot tragicznych wydarzen rozdziela rodzine...

Brzmi, jak bym wszystko juz opowiedziala, ale nie :)

Narratorkami sa obydwie Hinduski - kazda opowiada swoja historie, swoja prawde.

"Sto odcieni bieli" to opowiesc o sprawach tych najwazniejszych: rodzinie, poszukiwaniu wlasnej tozsamosci, zyciu na emigracji, pasji, potedze przebaczenia i przede wszystkim o klamstwach popelnianych w dobrej wierze i prawdzie, ktora zawsze ma sto odcieni bieli... Niestety, autorka potraktowala te problemy dosc powierzchownie, wiec lektura zdecydowanie nie wciaga tak, jak moglaby... :( Denerwujaca byla tez szablonowosc postaci, ale reasumujac, nie byl to czas stracony - ksiazke czyta sie szybko i przyjemnie.

Ksiazke czytalam po polsku, ale uwazam, ze niemiecka okladka jest o wiele ciekawsza i od razu zacheca do lektury:

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/kor_grun_i_safran_rot.JPG


Moja ocena 3/6

 

Ksiazke dolaczam do wyzwania "Z litera w tle"

 

 

 

Preeti Nair: "Sto odcieni bieli", wyd. Muza, 2004

sobota, 17 sierpnia 2013
Zapiski podrozne katolika

Przyznaje, ze mam slabosc do Szymona Holowni.

Nie jestem w nim bezktyrycznie zakochana, ale do tej pory kupowalam jego ksiazki "w ciemno"Czasem krocej polezaly na polce, czasem dluzej. Nigdy jednak zadnej nie odlozylam nieprzeczytanej.

Najnowsza - "Last minute. 24h chrzescijanstwa na swiecie" - kupilam, polezala sobie na polce, a z w koncu ja przeczytalam, a teraz mam czas, zeby o niej pomyslec & cos napisac. Pierwsza mysl: w sumie fajna, ale od teraz raczej przejrze jakies recenzje przed zakupem... Rozczarowanie? Nie do konca, ale zachywtow tez nie ma... Zupelnie jakby to nie Holownia pisal :(

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Holownia_24hchrzescijanstwa.jpg

Szymon Holownia postanowil wybrac sie podroz zycia - nie bylo to jednak all inclusive na Dominikanie czy piesza pielgrzymka Droga Jakuba - Szymon Holownia przejechal sie dookola swiata odwiedzajac swoja rodzine, czyli po prostu innych chrzescijan. Po co? Jak sam pisze, po to zeby przewietrzyc troche swoje spojrzenie na Kosciol i pozbyc sie duchoty naszych polskich sporow... Swiat jest pelen czlonkow tej rodziny: Papua Nowa Gwinea, Australia, Honduras, Guam, Filipiny, Turkmenistan... Wlasnie spotkania i rozmowy z innymi chrzescijanami to istota tej ksiazki.

Spotkan i rozmow jest wiele i nie sa one sobie rowne; Holownie podzielil swiat na sterfy czasowe i odwiedzil kazda z nich - w kazdej spotkal chrzescijanina, ktorego historie chcial nam przekazac. Wiadomo, podroz dookola swiata nie moze dlugo trwac (to nie te czasy), wiec niestety pospiech jej towarzyszacy czesto pozostawia w czytelniku wrazenie, ze autor skupil sie na ilosci kosztem jakosci.

Do najciekawszych spotkan - ktore do dzis zostaly mi w pamieci, a pisze to kilka tygodni po lekturze - naleza dwa z przeciwleglych zakatkow wiata:

- Tegucigalpa (Honduras) i kardynal Oscar Andres Rodriguez Mardiaga, ktory po swej diecezji musi poruszac sie w towarzystwie ochrony, mimo to nawet zdodbyl licencje pilota, zeby bez problemu moc dostac sie do tych, ktorzy go potrzebuja

- Ukarumpa (Papua Nowa Gwinea) i misjonarze-lingwisci tlumaczacy Biblie na wymierajace jezyki; wsrod nich jedna Polka, ktora w dziesiet lat przelozyla Slowo Boze na jezyk seimat (ktorym mowi moze kilkadziesiat ludzi).

Pozostale rozmowy byly mniej lub bardziej ciekawe - w ich odbiorze bardzo przeszkadzal mi jednak wlasnie panujacy w ksiazce chaos: nie rozumiem rozplanowania spotkan (ani chronologoczne, ani geograficzne), troche gubilam sie skad i dokad polecial, skad wzial mu sie pomysl, zeby akurat ci ludzie trafili do ksiazki - przypadek? A moze przeznaczenie?

Jednak troche Holowni w Holowni bylo :) Humor nie zanikl, choc miejscami opisy byly zbyt kwieciste :)

"Od ponad pol godziny kontempluje nieskazitelnie usmiechniete oblicze lokalnego taksowkarza, ktory najpierw podnosil do gory tabliczke z moim nazwiskiem, zapisanym jako "Euoleouwnea" (mam zasade, ze podchodze, gdy zgadaja mi sie trzy lub cztery litery), a gdy potwierdzilem swoja tozsamosc, rozpromienil sie i z mina spelnionego magika wyciagnal zza plecow druga, z nazwiskiem jakiejs damy."

"Emocje na pokladzie zaczynaja sie, gdy samolot bierze kierunek na jedna z przeleczy w pasmie wokol lotniska, tyle ze lecacy tu po raz pierwszy pasazer nie wie, ze to przelecz, i szybko przewija w glowie wiadomosci pozyskane na lekcjach religii, probujac ustalic, jaki swiety moze pomoc, gdy samolot chce wyladowac w leie rosnacym na zboczu gory."

Ostatecznie jest to ksiazka bardziej religijna niz podroznicza /i mysle, ze przy tym Holownia powinien pozostac/- taki przeglad podejscia do chrzescijanstwa na swiecie + spostrzezenia autora, czasem mniej lub bardziej osobiste, lecz zawsze obecne.

"Jako zblazowany europejski chrzescijanin wiedzialem co prawda, ze moi bracia w roznych zakatkach swiata miewaja ostro pod gorke, ale tu po raz pierwszy mialem miec do czynienia z osoba, ktora naprawde w kazdej chwili moze zginac tylko dlatego, ze podobnie jak ja wierzy w Jezusa Chrystusa."

"Im dluzej slucham ewidentnie cieszaceego sie tym kontaktem i co chwila wtracajacego jakis dosadny zart Dunstana, tym jasniej widze to, co stanowi istote Pluscarden - to miejsce, w ktorym odkrywasz, ze oddajac sie Bogu, nie trafiasz w niewole, lecz odzyskujesz wolnosc."

Widac, ze Holownia wlozyl w "Last minute..." sporo pracy, ale sama ksiazka wydaje sie napisana troche wlasnie last minute :( Do polecenia fanom autora i tematyki okoloreligijnej. Fani literatury stricte podrozniczej beda raczej zawiedzeni...


 

Moja ocena: 3/6

Ksiazke dolaczam do wyzwania "Z litera w tle"


 

Szymon Holownia: "Last minute. 24h chrzescijanstwa na swicie", wyd Znak, 2012

piątek, 16 sierpnia 2013
(*)

 

"Urodzilem sie 29 czerwca 1930 roku. Nie pamietam, jak to sie stalo, i musze tylko w to wierzyc. Zapytany przed sadem, czy urodzilem sie rzeczywiscie, nie moglbym przysiac, bo osobiscie niczego sobie nie przypominam. Jezeli istnieje jakies inne zycie po smierci, prawdopodobnie tak samo nie bede pamietal mojego umierania. Troche to smutne, bo to znaczy, ze ani tego, ze jestesmy, ani tego, ze nas nie ma, nie mozemy byc pewni."


Slawomir Mrozek: "Varia. Zycie i inne okolicznosci."

 



sobota, 20 lipca 2013
Niemcy

Trudno wyobrazic sobie bardziej opiniotworczego niemcoznawce niz profesor Bartoszewski.

Ze swieca szukac wiekszego erudyty, lepszego gawedziarza czy tez historyka z jeszcze bardziej ironicznym poczuciem humoru i cietym jezykiem.

Ale jeszcze trudniej jest napisac chocby krotka notke o jego ksiazce :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/oniemcachipolakach.jpg

Krotko mowiac "O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje"  to refleksje profesora na temat stosunkow polsko-niemieckich od czasow powojennych do wspolczesnosci. O dziwo Wladyslaw Bartoszewski zaczyna swoje polsko-niemieckie wspomnienia nie od obozu w Auschwitz, a od stalinowskiego wiezienia w czasach powojennych, w ktorym siedzial u boku esesmanow czy zolnierzy Wehrmachtu...

Historia Bartoszewskiego to historia oczami Niemcow, ktorych spotkal na swojej drodze: od bylych esesmanow po politykow najwyzszego szczebla, od korespondetow najwazniejszych czasopism po studentow uniwersytetow, na ktorych wykladal. A takze duchowienstwo, intelektualna elita, zwykli Niemcy...

"O Niemcach i Polakach" polyka sie szybko :) Zupelnie jak nie ksiazke historyczna! Opowiesc, anegdotki, dygresje, porterty mniej lub bardziej znanych w Polsce Niemcow, sympatie i antypatie profesora... No i szczypa /w zasadzie nawet garsc/ humoru nie pozwala sie nudzic:

"Poprosiłem Helmuta Kohla, by w programie wizyty w Polsce uwzględnił Auschwitz. On mi na to: »Ale ja tam byłem«.

»Ja też« – odpowiedziałem"

Moglabym wymienic tu dziesiatki takich cytatow-smaczkow, ale bylo ich tak duzo, ze nie moglam sie zdecydowac...

Ponad szesciusetstronicowa ksiege zredagowali Rafal Rogulski (wieloletni asystent profesora) i Jan Rydel (profesor UJ, niemocoznawca) - przeprowadzili oni takze dlugi wywiad z Bartoszewskim, a takie opracowali caly dodatek do jego gawedy: przewodnik-kompendium po historii Niemiec i stosunkow polsko-niemieckich /watro zaczac lekture od tej czesci - przypomina, wyjasnia, ulatwia zrozumienie/, wskazowki bibliograficzne oraz zaczyli kluczowe dla pol-niem stosunkow teksty /traktaty, przemowienia, wystapienia, kazania.../ -> brzmi zlowieszczo, ale przygotowany jest przejrzyscie i warto do niego zajrzec.

Nie ma dobrych ksiazek historycznych bez zdjec, wiec i tutaj ich nie brakuje :)

Niestety, troche dzga po oczach taka germanofilia... Po lekturze mam wrazenie, ze profesor celowo uniknal trudnych tematow, a panowie wspolpiszacy dyskretnie nie zadawali pewnych pytan :(

"O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje" na pewno nie jest lektura idealna. Na szczescie jest na tyle dobra - a nawet bardzo dobra -  zeby nie tylko osoby zainteresowane ta tematyka, ale takze laicy chcacy poszperac w zawilosciach stosunkow miedzynarodowych, nie poczuli, ze przygniotlo ich 650 stron historii :)

 

Moja ocena 5/6

Ksiazke dolaczam do wyzwania literackiego "Z litera w tle"

 

Wladysław Bartoszewski: "O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje", Wydawnictwo Literackie, 2010

środa, 03 lipca 2013
Powtarzanki & spiewanki

Kolejna ksiazeczka dla dzieci :) Ale i dorosli maja przy niej niezly ubaw :)

Zakupiona dzieki recenzji Anny Dziewit-Meller (znowu!) w Dzien Dobry TVN - nie mialam pojecia, ze wyliczanej, rymowanek, popularnych piosenek czy wierszykow jest az tak duzo... Z dziecinstwa pamietalam niewiele, tylko te najpopularniejsze, i to czesto z lukami - na szczescie, wlasnie po to ukazal sie "Pan Pierdziolka spadl ze stolka" :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka_spadl_ze_stolka.jpg

U nas Pan Pierdziolka zadomowil sie wielofunkcyjnie: mnie przypomnial rymowanki z dzieciecych lat (przyznaje, ze najpierw sama przejrzalam go od deski do deski), a Klarze posluzyl/sluzy jako pomoc w nauce... Tak, Pan Pierdziolka uczy!

Jezyka polskiego, oczywiscie :)

Ona chyba - widzac ile ja mam w tym zabawy - przekonala sie do rymowanek (bo do tej pory to nie byla jej ulubiona forma) i teraz rymujemy razem

"Bylo morze

W morzu kolek

A na kolku byl wierzcholek

Na wierzcholku

siedzial zajac

i nogami przebierajac spiewal tak..."

No kto nie zna?! Kazdy zna, bo sie spiewalo na kazdych wakacjach nie tylko nad morzem :) 

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka3.jpg

"Pan Pierdziolka spadl ze stolka

Zlamal noge o podloge

Olaboga - moja noga!

Kupcie trumne, bo ja umre!

Jeszcze trumna nie kupiona,

A juz noga wygojona"

Kilkadziesiat rymowanek podzielonych jest na dwa zbiory: zbior rymowanek tradycyjnych (siala baba mak, enliczek pentliczek, tu sroczka kaszke wazyla, lata mucha kolo ucha...) oraz zbior rymowanek niegrzecznych...

Rymowanki niegrzeczne to te nielukrowane - raczej dla starszych dzieci, ktore to & owo juz w przedszkolu slyszaly ;)

"Siedzi baba na cmentarzu,

Trzyma nogi w kalamarzu.

Przyszedl duch - babe w brzuch,

Baba - fik, a duch znikl"

 

Sporym zaskoczeniem sa ilustracje Katarzyny Cerazy - malo bajkowe, wrecz groteskowo brzydkie, ale pewnie tym bardziej interesujace dla dzieci :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka_a.jpg http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka_b.jpg

"Opowiem ci bajke, jak kot kurzyl fajke,

A kocica papierosa, upalila kawal nosa.

Predko, predko po doktora, bo kocica bardzo chora.

A doktor byl pijany,

Przylepil sie do sciany,

A sciana byla mokra,

Przylepil sie do okna,

A okno bylo duze,

Wypadl na podworze.

W podworzu byly dzieci,

Rzucily go do smieci,

W smieciach byly koty,

Podarly mu galoty."

 

Do wspominania starych dobrych czasow...

Do zabaw jezykowych...

Do trenowania pamieci...

Do nauki nowych, nie zawsze przydatnych, slowek ;)

Do polecenia! :)

 

Moja ocena: 5/6

 

Praca zbiorowa: "Pan Pierdziolka spadl ze stolka. Powtarzanki i spiewanki". Wyd. Zysk i S-ka, 2012

piątek, 28 czerwca 2013
Porady pulpeta

Bardzo lubie pania Bosacka, wiec z gory ma ona u mnie spory kredyt sympatii :)

Jej "Czy wiesz, co jesz. Poradnik konsumenta, czyli na co zwracac uwage robiac codzienne zakupy"  byl dla mnie jedna z ulubionach pozycji: kilkukrotnie przeczytana, i to od deski do deski, z notatkami na marginesach wlacznie /a to juz rzadkosc u mnie, naprawde/ . Nie bylo wiec innej mozliwosci niz zakup & lektura najnowszej ksiazki - tym razem o dietach i odchudzaniu...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/kasiabosackacudniechudnie.jpg

Jednak wlasnie porady pulpeta - jak zartobliwie okresla(la) sie Bosacka byly dla mnie tym stosikowym rozczarowaniem, o ktorym wspominalam... Nie moge powiedziec czego sie spodziewalam, ale chyba sama autorka zbyt wysoko ustawila sobie poprzeczke.

Ksiazka zla nie jest: forma poradnikowa, zbior przepisow i mnostwo ciekawostek kulinarno-spozywczych to niewatpliwie plus, ale ja czytalam je z lekkim niedosytem - to wszystko juz bylo! Rozumiem, ze jesli zostanie wynaleziona PRAWDZIWA dieta-cud, jakies fantastyczne pigulki turbospalajace pozimowy tluszczyk czy czekolada bez kalorii, to zostaniemy o tym poinformowani i z radia, i z telewizji, i z internetu :) ale szczerze mowiac jednak oczekiwalam czegos wiecej niz informacji, ktore mozna znalezc w kazdej babskiej gazetce :(

Malo tego, odnosze wrazenie, ze spora czesc poradnika (a na pewno ta czesc o zywnosci & zakupach) bardzo zbiega sie z "Czy wiesz, co jesz" - obawiam sie, ze w tym miejscu wystarczy lektura tej pierwszej...

A teraz o plusach :)

Lekkie piorko Bosackiej i dystans do swojej osoby to niewatpliwie powod, dla ktorego warto siegnac po te (i nie tylko) pozycje.

"Nazywam sie Katarzyna Bosacka i jestem Anonimowym Zarlokiem" - juz od poczatku widac, ze, obok wiedzy, to humor bedzie tu radzil :)

Zabawnie i nienachalnie przemycane sa podstawowe informacje o przeroznych dietach i metabolizmie, a takze o soli, cukrze, wodzie, parafarmaceutykach czy herbatkach i innych wspomagaczach w odchudzaniu:

"Zdaje sie, ze z tych wszystkich cudownosci wierze tylko w jedno: plastry odchudzajace rzeczywiscie powstrzymuja od jedzenia, tylko dlaczego na ulotce napisano: "Naklejac na newralgiczne miejsca, tj. uda, biodra, waleczki w talii", a nie na dziob?"

No i przepisy: proste, bez fikusnych skladnikow, do szybkiego przygotowania o w pol do siodmej rano /choc w wiekszosci, niestety, nie dla diabetykow :(/ - nic tylko skonczyc z wymowkami i wreszcie zabrac sie za siebie!

Reasumujac, interesujacy poradnik dla poczatkujacych w swiecie diet & zdrowej zywnosci :)

Moja ocena: 4/6

 

Ksiazke dolaczam do wyzwania czytelniczego "Z litera w tle"


Katarzyna Bosacka: "Kasia Bosacka cudnie chudnie. Zegnaj pulpecie", Publicat, 2013

środa, 22 maja 2013
Nowa dostawa

Juz jakis czas temu przyszla nowa dostawa ksiazek po polsku :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_maj_2013.jpg

A wsrod nich: jeden hit, jedno rozczarowanie, jeden zwrot (wada techniczna) i jedna zarwana noc & piec /wciaz/ niespodzianek :)

Oczywiscie, nie bylo innej mozliwosci: zaczelismy od Pana Pierdziolki... :))))

Ale pierwsze recenzje dopiero po weekendzie, bo jak to zwykle, bede raczej bez szans na chwile spokoju przy komputerze - ledwie wykradne chwile na lekture "Sterna" (oj, regularnosc mi ostatnio siadla -> kupka "Sternow" sie zebrala i kluje w oczy...) - napisze wiec najwczesniej w niedziele wieczorem...


wtorek, 23 kwietnia 2013
Pourodzinowe odpryski

Ogromnym plusem sasiedztwa urodzin i Dnia Ksiazki jest fakt, ze za urodzinowa kase mozna poszalec zaliczajac okolicznosciowa znizke :)))) Co tez wlasnie uczynilam... Jagielska, Jaruzelska, Bosacka, kieszonkowe wydania na droge + biografie & kryminaly :D

Juz nie moge doczekac sie przesylki z Polski! Nie zeby mi brakowalo literek do czytania (tego nigdy, najwyzej czasu na czytanie...), ale co nowe lektury, to nowe lektury :) Ten zapach nowej ksiazki, gladka okladka, ta przyjemnosc pierwszego kartkowania...

Szkoda, ze akcji z rabatami w ksiegarniach nie ma w Niemczech... Ale z polskiej strony tez mi wystarczy ;)

wtorek, 16 kwietnia 2013
Podroz po macierzynstwie

Jako siedzaca w domu mloda mama mam czas. Mam czas np.: na ogladanie telewizji sniadaniowej. W telewizji sniadaniowej mozna czasem uswiadczyc czegos ciekawego. Cos ciekawego, czyli na przyklad dowiedziec sie co tam slychac u innych mlodych mam :)

I tak poprzez program "Dzien dobry TVN" poznalam cykl "Mama dookola swiata" i jego autorke Ofelie Grzelinska, ktory ogladalam regularnie & z wielka przyjemnoscia, dlatego gdy tylko dowiedzialam sie o istenieniu tej ksiazkowej wersji "Mamy...", zapragnelam ja miec.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/mamadookolaswiata.jpg

Autorka ze swojego telewizyjnego cyklu wybrala dziewiec kobiet - Ormianke Litwinke, Norwezke, Japonke, Kubanke, Chinke, Filipinke, Indonezyjke i Hinduske. Opisala tez swoja ciaze i porod, ktore przyzyla w Nowej Zelandii jednoczesnie uwiarygodniajac swoj cykl - ona zostala mama na koncu swiata! ;) Obserwujac Nowozelandki, Maoryski i tamtejsze imigrantki z calego swiata zorientowala sie, ze choc ciaza wszedzie tak samo dlugo, to jej przezywanie moze byc zgola inne; i ze choc dzieci wszedzie rozwijaja sie tak samo, to sposoby ich pielegnacji & wychowania rowniez moga sie bardzo roznic. Ba, moga sie nawet wzajemnie wykluczac ;)

"Mama dookola swiata. Opowiesci o macierzynstwie w roznych kulturach" byla dla mnie tym ciekawsza, ze sama doswiadczenie w macierzynstwie zbobywam zyjac za granica ;) Spotykam sie z innym podejsciem do ciazy & porodu, poznaje "nowe" motody pielegnacji niemowlat & metody wychowawcze... Teoretycznie wiec moglabym byc bohaterka tej ksiazki, co oczywiscie wplywa na jej odbior :)

Tak wiec, dziewiec mlodych mam opowiedzialo Ofelii Grzelinskiej o tym jak w ich krajach kobiety przygotowuja sie na przyjecie dziecka oraz jak wychowuje sie je w tym poczatkowym okresie zycia:

"Miedzy szesnastym a dziewietnastym tygodniem ciazy Japonki udaja sie do swiatyni, by otrzymac duchowe blogoslawienstwo oraz specjalny talizman, ktory zapewni im pomyslna ciaze i szczesliwe rozwiazanie (...) W zwiazku z tym, ze w Japonii ciazy nie uwaza sie za chorobe, nie podlega ona ubezpieczeniu zdrowotnemu. Opieka okoloporodowa jest dosc kosztowna, kazda wizyta u lekarza wiaze sie z oplata w wysokosci od piecdziesieciu do stu dolarow amerykanskich."

"Jak swiat swiatem, kobiety szukaly sposobow na zmniejszenie swoich cierpien w czasie porodu. Na Litwie popularna jest mikstura zartobliwie nazywana przez Regine zaboltanka, czyli wywar ze skorupek jaj (...) Wywar przygotowuje sie, gdy skurcze sa juz regularne. Nalezy gotowac dziesiec jaj przed piec do siedmiu minut, a nastepnie wypic wystudzona wode, w ktorej byly gotowane jaja."

"Dziewiecdziesiat procent azjatyckich dzieci rodzi sie z mongolskimi plamamina ciele. Te sinifioletowe znamiona pojawiaja sie na ramionach, plecach i posladkach noworodkow i dzieci."

"Szczegolnym szacunkiem obdarza sie lozysko noworodka. W Indonezji jest ono uwazane za blizniacze rodzenstwo niemowlecia, ktore przez czale zycie bedzie jego opiekunem. Do obowiazkow ojca nalezy oczyszczenie, owiniecie w material i pochowanie lozyska w dniu narodzin dziecka."

"Gdy pierwszy raz dziecko przekracza prog domu, w lodowce nie moze byc miesa, dlatego ze Ormianom kojarzy sie ono ze staroscia i smiercia, co rowniez mogloby przyniesc pecha."

"Malych dzieci na Kubie sie nie kapie - mowi Yeni - Nie sa jeszcze na to gotowe. Nawet pielegniarki w szpitalu tego nie robia, zadna matka by na to nie pozwolila."

I tak mozna by jeszcze dlugo wyliczac i cytowac :)


Jednak ostatecznie "Mama..." raczej mnie rozczarowala... Z jednej strony natlok informacji, a z drugiej mala wiarygodnosc - kazda (chocby najfajniejsza) opowiesc to tylko subiektywna historia pojednyczej bohaterki... Wyszlo dosc pobieznie i malo rzetelnie :( To co bylo zaleta w telewizji, w formie ksiazkowej juz uklulo - zdecydowanie zabraklo dziennikarskiej roboty i porzadnego researchu.

Plusem jest oprawa graficzna oraz w ogole podjecie tematu ;) Najwazniejsze jest przeciez nabranie dystansu do (swoich) pogladow oraz doswiadczen w kontekscie naszych tradycji & obyczajow, czemu - wlasnie pokazujac cale spektrum innych zachowan - ksiazka ta sprzyja wysmienicie.

Jako mily przewodnik po obych tradycjach - jak najbardziej! Autorka ma lekkie pioro, wiec czyta sie lekko i przyjemie, ale finalnie juz bez glebszych zachwytow.

Poniewczasie dowiedzialam sie, ze nas stronie internetowej ksiazki mozna przeczytac fragmenty rozdzialow albo zobaczyc filmiki-reportaze :)

Super, po co wiec kupowac ksiazke? ;)


Ksiazke dolaczam do wyzwania "Z litera w tle".


Ofelia Grzelinska: "Mama dookola swiata. Opowiesci o macierzynstwie w roznych kulturach." WAB, 2012

wtorek, 02 kwietnia 2013
Dzien Ksiazeczek

Nasz kolejny juz Miedzynarodowy Dzien Ksiazki dla Dzieci uczcilismy - a jakze - lektura ;) 2 kwietnia, czyli dzien urodzin Hansa Christiana Andersena, byl tez dla nas szczegolnym dniem: akurat przyszla paczka z ksiazkami :))

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/dzien_ksiazki_dla_dzieci_2013.jpg

/zrodlo: rmf24.pl/

A w niej - nowosc : "Czekoladki dla sasiadki" Doroty Gellner. Ksiazka w duzym formacie, ze sztywna, pozlacana okladka... Skarb w biblioteczce ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/czekoladki_dla_sasiadki.jpg

No coz, ujme to tak: Klarze "Czekoladki..." spodobaly sie o wiele bardziej niz mnie ;) No ale koniec koncow, tak przeciez mialo byc...

"Czekoladki dla sasiadki" to siedemnascie krotkich wierszowanych historyjek, ktorych bohaterka jest bezimienna sasiadka, a ich wspolnym mianownikiem - rymy do slowa sasiadka... Czego tu nie ma? Szmatka, mezatka, czekoladka, makatka, szufladka, salatka i nawet Dzien Dziadka :)

"To jest blok, a w bloku klatka.

Zolte drzwi, na drzwiach kolatka.

Zastukajmy w drzwi kolatka

i poznajmy sie z sasiadka!"

Dla doroslych takie nagromadzenie rymow moze byc meczace /zwlaszcza przy kolejnym czytaniu/, ale u dzieci sprawdza sie wysmienicie - od razu przykuwa uwage, wzbudza zainteresowanie, no i - co wazne zwlaszcza u nas, dwujezycznych - mimochodem wzbogadza slownictwo :)

"Raz sasiadka swoja matke zaprosila na herbatke.

Wyciagnela serwis w kwiatki, sloik zlotej marmoladki,

Rozlozyla obrus w kratke, zaparzyla... co? Herbatke!"


"To sie zdarza - chociaz rzadko. Sasiad bierze slub z sasiadka!

A jak wezmie slub z sasiadka, ona bedzie juz mezatka,

on zas mezem tej sasiadki.

Mezem skad? Z sasiedniej klatki!"

"Czekoladki..." wydane sa w Zlotej Serii wydawnictwa Wilga i - podobnie jak czytana juz przez nas "Pchla Szachrajka" - w charakterystyczny sposob ilustrowane przez Macieja Szymanowicza.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/czekoladki_gennelr_1.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/czekoladki_gennler_2.jpg

Klarze trudno rozstac sie z ta ksiazka, wiec czesto czytamy wszystkie wierszyki przed zasnieciem :) Po kolei... Szmatka, skladka i zakladka... I obiadek dla sasiadek ;)

 

"Czekoladki..." dolaczaja do wyzwania czytelniczego: "Z litera w tle"


 Dorota Gellner: "Czekoladki dla sasiadki", wyd. Wilga, 2008, 3-6 lat

sobota, 30 marca 2013
Pakoksiazka

Katarzyne Pakosinska i jej perlisty smiech znaja wszyscy, ktory choc raz wlaczyli telewizor w porze emisji programow kabaretowych :)) Tym razem jednak pani Kasia pokazuje inne, mniej kabaretowe oblicze: pakosinsko-gruzinskie oblicze ubrane w forme ksiazki...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Georgialiki.jpg

"Georgialiki. Ksiazka pakosinsko-gruzinska" to jej debiut. Po lekturze "Gaumardzos" Anny Dziewit-Meller i Marcina Mellera moja poprzeczka byla juz wysoko :) Po pierwsze duzo wtedy dowiedzialam sie o Gruzji, a po drugie w pamieci mojej "Gaumardzos" zapisala sie jako strasznie fajny, dobrze opowiedziany pean na czesc tegoz kraju - faktycznie, oceniam ja jako jedna z najlepszych ksiazek podrozniczych jaka czytalam!.

A jaka jest ta druga ksiazka o Gruzji?

Ano jest dwuczesciowa: czesc pierwsza to opisy zauroczonej autorki poszczegolnymi rejonami Gruzji, jej wspolczesnosc, ludowosc, historia, obyczaje i kultura oraz relacje ze spotkan autorki z Gruzinami - od artystow po pisarzy & dziennikarzy, ktorzy dziela sie z nia anegdotkami, wpomnieniami, przemyslaniami na przerozne tematy...

"Obiecuje, ze bedzie ona i wesola, i z lezka. Troche sentymentalna, nieobliczalna i dzika, ale z wdzikeiem i kultura. Tak jak Gruzja" - pisze Pakosinska o swoim debiucie we wstepie.

Pakoksiazka ma tez sporo zdjec, co rowniez ma byc zaleta :) No bo jak to, ksiazka podroznicza bez zdjec? :) Troche sie czepiam, ale wlasnie po zdjeciach widac, ze ksiazka wyszla bardzo pakosinska :D Oprocz pywatnych zdjec jest tu sporo prywatnego zycia Katarzyny Pakosinskiej, co szczerze mowiac nie bardzo mi odpowiada...

Ktos moglby zapyta: ale jak to? Widzi w nawet w tytule nazwisko i nagle przeszkadza? Ano wlasnie, przeszkadza... Nie bylam chyba przygotowana na az tak duza dawke tej pakosinskosci... ;)

Inna sprawa to przeladowanie informacji :( Czasem mialam wrazenie, jakbym czytala przewodnik po Gruzji, tak bylo gesto... W kazdy temat autorka wchodzi coraz glebiej i glebiej, podajac coraz wiecej informacji...

"Na przyklad piosenki w Gurii... Sa bardzo artystyczne, muzyczne, rytmiczne, slowa nic tam nie znacza. Nikogo nie obchodza. W gorach natomiast muzyka jest prymitywniejsza, ale slowa sa bardzo wazne... Guryjczycy przykladaja wieksza wage do dzwieku, ludzie z gor do tekstu. Piosenki ze Swanetii sa bardzo wertykalne... Plyna w prostej linii do nieba, a korzeniami siegaja czasow poganskich, dlugo przed Chrystusem. Muzyka slonecznej Kachetii jest bardziej horyzontalna, blizsza ziemii. Jeszcze inaczej jest w Megrelii, gdzie pelno jest melancholii, bolu... Z kolei w Imeretii piesni sa weselsze, maja radosniejszy przekaz."

I to wszystko to tak przypadkiem pojawilo sie podczas rozmowy o filmie... :) Troche mi bylo tego za duzo; czasami brakowalo juz tylko konkretnych adresow z ulica i numerem telefonu ;)) Z kazdej strony wysypywaly sie informacje, fakty historyczne, anegdotki, wspomnienia i jeszcze raz odpowiednie fakty, o i jeszcze jakas data...

Ok, zrozumialam, Katarzyna Pakosinska kocha Gruzje. Gruzja kocha Katarzyne Pakosinska. Z tej milosci wyszla calkiem ladna i zabawna ksiazka. Sednia, ale ladna.

Szale na niekorzysc przeciazyl styl, w ktorym autorka zdecydowala sie spisac swoja podroz po swoim wnetrzu & Gruzji (jednoczesnie) - moze jestem nieprzyzwyczajona, ale nie lubie wtracen-zwrotow do czytelnika... Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie lubie...

"Prawda, Drogi Czytelniku, ze mam fantystyczna talent do ploszenia chwil romantycznych? I to nawet w Sighnaghi, Miescie Milosci..."

"Ale jak tu nie zareagowac, Drogi Czytelniku, na przepiekne zielone kosze na smieci w srodku dziekiego lasu w Gruzji?"

"Drogi Czytelniku, tu z rozmyslem przerwe swoja wypowiedz."

Przyznam, ze choc "Georgialiki" czyta sie dobrze i szybko, to po kilkudziesieciu takich wstawkach mialam dosc :( Owszem, oko cieszyla masa zdjec i reprodukcji gruzinskiej sztuki, ale te wtracenia... Niestety, w moim odczuciu obnizyly ocene "Georgialik".

Szkoda. Zmeczylam sie czytajac, ale lekury nie zaluje :)

 

"Georgialiki" to wlasnie pierwsza ksiazka, ktora dolaczam do nowego wyzwania czytelniczego: "Z litera w tle"

 

Katarzyna Pakosinska: "Georgialiki. Ksiazka pakosinsko-gruzinska", wyd.Pascal, 2012

piątek, 29 marca 2013
Sposob na lenia

Chyba znalazlam sposob na swojego lenia :) Chodzi o pisanie recenzji na blogu... Z czytaniem problemow nie mam - czytam codziennie dopoki mi sie oczy nie zamkna - ale juz z pisaniem o tym mam problem. Zawsze cos, nigdy nie mam czasu, czesto jestem zmeczona, a potem zaluje... Bo jak wiadomo, po jakims to juz nie to samo - pisac jednak trzeba by na biezaco...

No i przypomnialam sobie, ze w 2011 bralam udzial w wyzwaniu czytelniczym dotyczacym literatury faktu, co mnie motywowalo do w miare regularnych publikacji :) 

Czyli wszystko jasne: jedno-dwa wyzwania na 2013 i beda wpisy ksiazkowe! Proste, prawda?

Start JUTRO :)

środa, 06 marca 2013
Apoteoza zycia (cz.2)

Czesc druga :) Byl filmik, teraz bedzie recenzja.

Jeszcze pare miesiecy temu planowalam nabyc historie rodzinne Stuhrow, potem juz nawet zarzucilam ten pomysl, a tu w miedzyczasie wpadl mi w rece "Tak sobie mysle..." - oryginalny dziennik choroby, w ktorym tej choroby jest jak na lekarstwo. Pelno tu jednak opowiesci o zyciu, poltyce, swiecie tearu & filmu, rodzinie czy nawet Euro 2012  To taki swiat wedlug Jerzego Stuhra ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/tak_sobie_mysle_stuhr.jpg



"Ta choroba ukazala mi piekno zycia, mojego zycia. Dala mi sile, aby tego nie stracic." - z potrzeby serca aktor zaczyna pisac pamietnik, w czasie kiedy chwilowo niczego innego nie moze robic. Lezy w szpitalu, poddaje sie chemioterapii, zaczyna rozmyslac o swoim zyciu, rodzinie (oczekuje narodzin drugiej wnuczki), snuje plany, wspomina anegdotki i czasem dodaje cos o swojej chorobie.

"Wazne jest jedno – nie wywyzszaj sie w chorobie. To najwieksza szkola egalitaryzmu. Czekaj pokornie w kolejce po wenflon, jedz te sama mdla zupke, odnos naczynia. Dopiero wtedy jestes ich, tych ludzi, dla ktorych przez cale zycie chciales cos tworzyc. Na jeden wieczor, na chwile."

Najwiecej jednak opowiada o sztuce - o aktorstwie, teatrze, filmie, kinematografii. Czesto przy tym krytykuje kolegow po fachu, studentow, czasem kogos pochwali...

"Aktorstwo to nic innego jak umiejetnosc zapamietywania w sobie pewnych stanow nerwowych i odtwarzania ich na zawolanie."


"Moje aktorstwo to wieczna energia, amplitudy tej energii, bahawioryzm, nagle zwroty napiecia, od szeptu po krzyk."


"Rezyseria to przygoda mozgu, aktorstwo - przygoda serca."

"W ogole tak sobie mysle, ze teatr jest dla ludzi mlodych. Jakos bardziej im sie wierzy, kiedy staraja sie nam przedstawic fikcyjny swiat, te iluzje rzeczywistosci. Idac tak odwrotnie proporcjonalnie zauwazem, ze to by sie zgadzalo, bo najwiarygodniejsze w przedstawianiu fikcji sa dzieci. One wierza i my im wierzymy gleboko - teatr idealny. A im czlowiek starszy, to wlasnie owo oko dziecka Ci tepieje, narasta poczucie wstydu, coraz trudniej sie zabawic."

"No i jeszcze "Ciemnosc widze, ciemnosc!" Tak z tym przejde do historii. Holoubek z "Wielka Improwizacja", Radziwillowicz ze "Zbrodnia i kara", a ja z "O, nasi tu byli!"

Tak, Jerzy Stuhr wylewa tez tu swoje zale - ma do tego prawo, jak kazdy. Pozrzedzic troszke, ponarzekac na ojczyzne, politykow, kolegow po fachu (oj, niektorym sie tu dostalo) i Polski Instytut Filmowy. Ale i na obecne czasy & mlodych ludzi, co juz mi sie mniej spodobalo...Tu przyklad krytyki w formie recenzji biografii Czeslawa Milosza:

"Oprocz oczywiscie wartosci merytorycznej jest w tych rozmiarach i wadze od strony autorów pewna metoda. Na lekture takiej ksiazki trzeba miec czas i miejsce przede wszystkim. Kniga eliminuje wszystkie miejsca przypadkowe. Nie mozesz przeciez prawie tysiacstronicowej biografii Mlłosza czytac w metrze, na plazy, nawet w pociagu bo seę zastanowisz, czy taka cegłle wezmiesz ze soba do bagazu podrecznego czy cienkiej teczki delegacyjnej. Te gabaryty zmuszaja cie przede wszystkim do posiadania biurka, na ktorym kniga spoczywa dobrze oswietlona, a ty nad nia, skupiony, zajmujesz sie jedynie przewracaniem stron. Zmusza cie do skupienia ta sytuacja. A ilu dzisiaj, zwlaszcza mlodszych czytelnikow, ma biurko w domu? Po co? Zabierze tylko miejsce. Pisza na laptopie na kolanach, esemesa byle gdzie, a potrzebnej do drinkowania w pozycji pollezacej kanapie na srodku pokoju kniga tez nie jest przyjazna, bo boli reka, nie ma jej jak utrzymac. Na stole nie, bo tam już sushi. Tak wiec odpada ogromna rzesza czytelnikow. Ale za to ci, co przezwycieza wszystkie trudy i maja biurko, ci przeczytaja dokladnie, tak jak autor sobie tego zyczy."

No coz, na szczescie nie musze sie z nim we wszystkim zgadzac, zeby dalej go lubic ;) Przyznam, ze mam do niego slabosc, nie tylko ze wzgldu na imponujacy dorobek artytyczny, ale takze dlatego, ze mamy urodziny jednego dnia ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/jerzy_stuhr_z_gazety.jpg

/zrodlo:gazeta.pl/

Ksiazka - oprocz kasliwego jezyka, krytyki & ironii -  wyroznia sie rowniez piekna szata graficzna: dziesiatki zdjec prywatnych ilustruja zwierzenia pana Jerzego zachelily mnie ponownie do postarania sie o "Stuhrowie. Historie rodzinne."


"Tak sobi mysle..." to interesujaca lektura, ktora czytelnikow nie pozostawia obojetnymi - albo sie jest zachwyconym, albo oburzonym. Ewentualnie mocno zdziwionym, bo zazwyczaj znajac aktorow, chocby nie wiem jak dlugo, tylko z ich rol, to tak naprawde wcale ich nie znamy. I wlasnie po to sa pamietniki, zeby zobaczyc w ních takze czlowieka.

 


Jerzy Stuhr: "Tak sobie mysle...", Wydawnictwo Literackie, 2012

czwartek, 28 lutego 2013
Mam(y) oko na ksiazeczki

Musze przyznac, ze poczatku dosc sceptycznie podchodzilam do stylu Aleksandry i Daniela Mizielinskich - nie podobal mi sie, ale czulam, ze Klarze jednak moze bardziej pasowac. I nie pomylilam sie :) Ona uwielbia te grafike :)

Na poczatku bylo "Miasteczko Mamoko" - najglosniejsza chyba pozycja z spod piora (kredki?) Mizielinskich. Dlugo sie kolo niego czailam, ale nieporzebnie: "Klara lubi Mamoko" ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/MiasteczkoMamoko.jpg

Mamoko to ksiazka wylacznie obrazkowa - sklada sie z rozkladowek, na kazdej z nich przedstawiona jest scena z zycia tego miasteczka. Akcja dzieje sie jednego dnia i bohaterami sa te same postaci o przesmiesznych imionach: Gerwazy Skorupko, Otylia Sadelko, Hipolit Grzywa czy Ernest Nakrapiany. Sledzac oczkiem i paluszkiem przygody poszczegolnych bohaterow mozna spedzic dlugie godziny tylko nad jedna strona :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/MiasteczkoMamoko1superlandia_1.jpg http://heskiemigawki.blox.pl/resource/MiasteczkoMamoko3superlandia_2.jpg

 Jest to rowniez ksiazka skierowana do najmlodszych - formalnie chyba od lat 3, ale moim zdaniem juz i 2- 2,5 latki beda mialy frajde z ogladania.

Nasze kolejne zakupy to dwie siostrzane pozycje: "Mam oko na litery" i "Mam oko na liczby." Obydwie ksiazeczki to rowniez w stu procentach obrazki: jedna koncentruje sie na liczeniu, a druga na wyszukiwaniu postaci & przedmiotow na konkretna literke.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Mamokonalitery.jpg http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Mamokonaliczby.jpg

W lewym gorrnym rogu znajduje sie literka, a na obrazkach slowa do wyszukiwania. Oczywiscie, z naszej perspektywy ogromnym plusem "Mam oko na litery" jest jej uniwersalnosc jezykowa :)) Mozemy szukac po polsku /z mama/ i po niemiecku /z tata/ :D

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/mamoko_litery_2.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/mamoko_litery_1.gif

"Mam oko na liczby" rowniez rozwija spostrzegawczosc, ale przeznaczona jest dla dzieci, ktore umieja liczyc - moja trzylatka probuje, ale to jeszcze nie to ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/mamoko_liczby_2.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/mamoko_liczby_1.gif

O "Mapach" dowiedzialam sie przypadkiem, ale jak tylko zobaczylam na stronie wydawnictwa przykladowe strony, od razu sie zakochalam... Od zawsze uwielbiam atlasy: historyczne, anatomiczne, no i przed wszystkim geograficzne :) "Mapy. Obrazkowa podroz po ladach, morzach i kulturach swiata" kupilam glownie dla siebie i - moze - bede pozyczac dzieciom do poogladania...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/MapyObrazkowapodrozpoladachmorzachikulturachswiata.jpg

42 kraje z 6 kontynentow /malo, za malo.../ rozrysowane w fantastyczny sposob! Do tego ten gigaformat i ta dbalosc o szczegoly...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Polska_mizielinscy.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Francja_mizielinscy.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/USA_mizielinscy.jpg

Kraje zaprezentowane sa nieco stereotypowo, ale o kazdym z nich zamieszczono mnostwo informacji: poczawszy od danych statystycznych i najwazniejszych miastach wraz ich symbolami, az po slynne postacie, zwierzeta wystepujace na tym terenie, az po kulinaria i poluparne imiona & inne ciekawostki. Jest tu Holandia z tulipanami & malarzami, Islandia z gejzerami, Mongolia ze stepem, Japonia z pagodami i Namibia z plemionami Himba, Herero i Ovambo. Jest kuchnia tajska, chorwackie stroje ludowe i bostwa starozytnego Egiptu. Elvis. Wielki Kanion. Agenci FBI... No po prostu wszystko tu jest ;)

Minusow /poza tym, ze brakuje mi ze sto piecdziesiat krajow/ nie widze... Jak juz pisalam kocham atlasy, wiec nie jestem do konca obiektywna ;) Uwazam, ze "Mapy..." to rewelacyjna ksiazka i kazde dziecko powinno ja miec.

Moje moga beda mogly podotykac ;)

A tu, bonusowo, nawet fotoreportaz z podrozy paluszkiem po mapach:

Julis w Polsce

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/atlas_julis_polska.jpg

Julek kolo Niemiec

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/atlas_julis_niemcy.jpg

Julian w Hameryce ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/atlas_julis_usa.jpg

Klara w Holandii

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/klara_atlas_belgia.jpg

i rzucajac oko na caly swiat...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/klara_atlas.jpg

 

Aleksandra i Daniel Mizielinscy, wydawnictwo Dwie Siostry

"Miasteczko Mamoko", 2010

"Mam oko na litery", Mam oko na liczby", 2012

"Mapy. Obrazkowa podroz po ladach, morzach i kulturach swiata.", 2012


Ilustracje pochodza ze stron: wydawnictwodwiesiostry.pl i polskailustracjadladzieci.pl

środa, 20 lutego 2013
Stosiki bez kompleksow

Ze zdziwieniem przeczytalam w sieci tekst Pauliny Malochleb - doktorantki UJ, krytyczki i blogerki - o tym, jakiez to kiepskie sa te amatorskie blogi ksiazkowe... w " Blogi. Korupcja, kompleksy i partyzanci" pani Malochleb daje upust swojej zlosci, bo ludzie - no wlasnie, co robia? Ano pisza o ksiazkach! Ale jak oni pisza?! Zle pisza! I do tego stosiki pokazuja! A fe!

Na szczescie, w przyrodzie musi byc rownowaga, wiec od razu w blogosferze znalazla sie i riposta: tekst Slawomira Krempy pod tytulem "Kto ma gdzies czytelnika? O ksiazkowych blogach i krytyce literackiej".

Usmialam sie :) I postanowilam jednak pokazac swoje ostatnie (noworoczne) stosiki - juz mialo ich nie byc, bo minelo sporo czasu, no ale skoro te pania tak bardzo w oczka kluja, to niech to bedzie szpileczka ode mnie...

Stosiki moj i Klarusiowy:

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_moj_luty_13.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_klary_luty_13.jpg

A tak swoja droga - to mile, ze czytanie wzbudza tyle namietnosci :)

wtorek, 29 stycznia 2013
Podroz do przeszlosci

Chyba kazdy, choc raz w zyciu, chcial sie przeniesc w czasie... Jedni w przyszlosc, inni w przeszlosc... Ja zawsze chcialam w przeszlosc :) Ale nie tylko dlatego ta ksiazka jest dla mnie ksiazka roku :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/nasz_maly_prl.jpg

Para dziennikarzy Witold Szablowki i Izabela Meyza (prywatnie rowniez para) postanowila przeprowadzic eksperyment: na pol roku przeniesli sie do PRL-u. Przez szesc miesiecy mieszkali w specjalnie przygotowanym mieszkaniu, jezdzili maluchem i zyli zyciem codziennym z roku 1981 :) Probowali sobie tym samym znalezc odpowiedzi na kluczowe pytania: Co stracilismy, a co zyskalismy, wraz z upadkiem taktej rzeczywistosci? To, czy byl to udany eksperyment kazdy moze ocenic sam - w mediach spotkac mozna bylo rozne opinie... No coz, kazdy ma swoj wlasny PRL w pamieci i kazdy patrzy na niego z troche innej perspektywy...

Dla mnie osobiscie PRL to pierwsze 9 lat zycia, czyli dziecinstwo. Jasne, ze w takim wypadku raczej mam dobre wspomnienia, bo po to mam rodzicow, zeby te zle (jesli takowe byly lub mialy by byc) sie nie zachowaly :) I dlatego ta ksiazka jest dla mnie ksiazka roku - jak zadna inna 2012 nie potrafila tak mnie poruszyc: wywolac wspomnienia czy usmiech na twarzy :)

Autorzy to rowniez mlodzi ludzie - ich wspomnienia to tez wspomnienia z dziecinstwa - i dlatego wybierajac sobie & kreujac rzeczywistosc roku 1981 zamierzali korzystac przede wszystkim ze wspomnien rodziny. Ale, niestety, nie bylo to takie latwe: przed wszystkim, kazdy zapamietal te czasy troche inaczej... Ilu Polakow, zyle PRL-ow ;)) Tak wiec uzupelnili podstawy swojego eksperymentu o dane z rocznika statystycznego czy archiwalnych artykulow prasowych.

A wiec, przez szesc miesiecy zyja we trojke (z dwuletnia corka Marianna), tak ich rodzice zyli, kiedy oni sami byli dziecmi: czytajac zapis tego eksperymentu probowalam jednoczesnie przywolac w pamieci odpowiednie migawki :)

"Przekrecam kurek z gazem, wstawiam wode na kawe INKE. Wlaczam radio. Nie dziala. swiatlo? Tez nie. Ani w kuchni, ani w przedpokoju. Doskonale pamietam z dziecinstwa, co sie robi w takich momentach. Gromadze wszytkie wiadra, miski, garnki i salaterki. Po kolei wypelniam je woda. Podobnie jak wanne, umywalke i wanienke Mani."

"Cialo, dotad bezproblemowe i jakby przezroczyste - wydepilowane, zabezpiezcone tamponem, pachnace antyperspirantem z mineralami - w PRL-u zaczyna platac figle. Antypersiprant zostal za drzwiami kapitalistycznego mieszkania. zamiast niego mam dezodorant Pani Walewska - w PRL-u luksus, wiec uzywam tylko od wielkigo dzwonu. Kiedys w ramach eksperymentu odlaczamy sobie wode na caly dzien, wstydze sie nawet wyjsc z dzieckiem na plac zabaw. Ale najtrudniej mi zaakceptowac wlasne lydki (...)

- Ja bym sie lydkami nie przejmowal. Pachy to dopiero cos - maz chichocze pod nosem, przygladajac sie wnikliwie mojemu owlosieniu."

"Nie wiadomo gdzie papaier toaletowy kupila kobieta, ktorej zdjecia w maju 1981 roku zrobil Chris Niedenthal. Jest mloda, zatroskana i scieta na krotko. Przed chwila dowiedziala sie, ze papiez Jan Pawel II ledwo uszedl z zyciem po zamachu. Tak jak stala, kleknela na chodniku przed kosciolem w Wadowicach. W rekach trzyma korale z papieru toaletowego (...) Czy dla obywatela moze byc cos bardziej upokarzajacego niz swiadomosc, ze ktos ma wladze na tym, czy podetrze sobie tylek?"

Taaak, zycie codzienne w latach osiemdziesiatych nie bylo latwe... Do tego tetra zamiast pampersow i maluch zamiast samochodu... Ale, co odkryli, pomimo braku telefonow czy internetu, kwitlo zycie towarzyskie! I to nie tylko w niekonczacych sie kolejkach. Wlasnie to zycie towarzyskie, a takze pomoc sasiedzka, zdolnosc do radzenia sobie w kazdej sytuacji czy nawet ilosc czasu spedzanego kiedys z rodzina/dziecmi, to wg autorow wlasnie to, co Polacy stracili zegnajac sie z PRL-em.

Sami Meyza i Szablowski pozegnali sie ze swoim PRL-em bez zalu (i trudno sie temu dziwic). Owszem, jako mlodzi ludzie mieli dystans do tej epoki, a swoj eksperyment potraktowali troche jako zabawe, z ktorej w kazdej chwili mogli sie "wymiksowac", jednak moim zdaniem sama ksiazka nie stracila nie tym. "Nasz maly PRL. Pol roku w M-3 z trwala, wasami i maluchem" to ich PRL, taki jaki sobie stworzyli i przez te szesc miesiacy badz co badz uczciwie przezyli...

Do tego calkiem zabawna, sklaniajaca do refleksji i pelna wspomnien lektura /choc pewnie wlasnie raczej dla mlodych ludzi, tych, ktorzy grozy PRL-u prawie nie pamietaja/.

 

pe.es

Fragmenty mozna przeczytac: tu, tu,i tu. A filmik z tej podrozy w czasie jest tu.

 

 

Izabela Meyza, Witold Szablowski: "Nasz maly PRL. Pol roku w M-3 z trwala, wasami i maluchem", wyd. Znak. 2012

niedziela, 23 grudnia 2012
Apoteoza zycia (cz.1)

Od razu zaznaczam, ze ten wpis bedzie sie skladal z dwoch czesci i ze druga czesc /bardziej rozbudowana/ pojawi sie dopiero po Swietach.

Wlasnie skonczylam czytac pamietnik Jerzego Stuhra pt.: "Tak sobie mysle", ale z powodu przedswiatecznego braku czasu nie dam teraz rady o nim napisac...

Z pomoca przychodzi coraz  bardziej popularny ostatnio dodatek do ksiazki, czyli filmik promocyjny :)

Tak wiec, dzis pan Stuhr osobiscie, a po Swietach ja ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Dodatki na bloga
Daisypath Anniversary tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Fourth Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Second Birthday tickers Co czytać?