czwartek, 16 lutego 2012
No i 2

Dzis w nocy moja Klara skonczyla 2 latka :)

Z tej okazji nadmuchalam jej 24 balony, przymocowalam je w nocy w duzym pokoju, dodalam 2 girlandy, wiec rano miala super niespodzianke...

Dzis beda "tylko" paczki do popoludniowej herbatki, ale jutro beda goscie, tort & prezenty..

update:

Zdjecia tlustoczwartkowe:

w tym roku Tlusty Czwartek zbiegl sie z urodzinami :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/urodziny2.jpghttp://heskiemigawki.blox.pl/resource/urodziny3.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/urodziny4.jpghttp://heskiemigawki.blox.pl/resource/urodziny5.jpg

Zdjecia urodzinowe:

 dmuchanie swieczki :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/urodziny6.jpg

oraz paczusie

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/urodziny7.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/urodziny8.jpg

Na urodzinach solenizantka wystapila w ulubionym ostatnio stroju Krolewny Sniezki...

wtorek, 14 lutego 2012
4

Dzis minely 4 lata od konca swiata...

Im wiecej czasu mija, tym bardziej jestem pewna, ze to byl najwazniejszy dzien w moim zyciu - wszystko co pojawilo sie potem bylo juz "tylko" konsekwencja...

Moje zycie jednoznacznie dzieli sie na przed i po :(

Granica jest wlasnie 14.02.2008



Dzisiejszy dzien nie byl smutnym dniem, ale pewnych rzeczy nie da sie juz wymazac z pamieci - zostaja tam wytatuowane na zawsze :(

czwartek, 09 lutego 2012
Biografia z drobiazgow

Ciesze sie, ze mam te ksiazke... Wypatrzona kilka lat temu w tak zwanej "taniej ksiazce", przywieziona do Niemiec (czyli przeszla przez ostra selekcje), zaliczona do ulubionych...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/wislawy_szymborskiej_pamiatkowe_rupiecie_przyjaciele_i_snyIMAGE158333.jpg

Anna Bikont i Joanna Szczesna dokonaly niemozliwego: spisaly biografie kogos, kto uparcie broni(l) sie przed ujawnianiem tajemnic zycia prywatnego... A tajemnic tych mozna znalezc tu sporo! Poczawszy od najwiekszego zaskoczenia, czyli imienia:

"Ichna, Ichnusia - tak przez cale dziecinstwo, szkole powszechna i gimnazjum rodzina, kolezanki, nauczyciele beda mowic na Wislawe, ktora tak naprawde na pierwsze ma Maria, stad Marychna i Ichna."

Dalej, jak z rekawa, sypia sie niespodzianki, wspomnienia, fascynacje, wybory zyciowe... Jest mnostwo zdjec prywatnych (poczawszy od wczesnego dziecinstwa az po slynna "tragedie sztokholmska"), a takze anegdot przyjaciol, wydawcow, tlumaczy i solidna porcja wierszy.

Sa tez slabostki pani Wislawy, lekko smieszne, rozczulajace:

"Wislawa Szymboska oglada teleturnieje i seriale telewizyjne. "Columbo" na przyklad uwielbia dlatego, ze sa tam "takie cudowne rodzinne morderstwa". Ewa Lipska pamieta, ze kiedys Szymborska z Filipowiczem wyznali jej w rozpaczy, ze ich zycie stracilo sens, bo skonczyla sie "Isaura". A Jerzy Korczak wspomina, ze jego zona "Dynastie" czasami ogladala chylkiem w domu, z wielkim poczuciem winy, dopoki nie spotkali w "Astorii" Szymborskiej, ktora ten serial ogladala bez cienia wstydu."

Wlasnie w tej ksiazce natrafilam na cos, co przenioslam do swojego zycia :)) Mianowicie zwyczaj pocztowek-kolazy wysylany znajomym:

"Jej kolaze sa jak wiersze, jak male poemaciki (...) Kiedy chce do kogos z przyjaciol wyslac kartke, szuka w swoim skarbczyku staroci, z czego by tu zrobic kolaz. zeby miec z czego wycinac, zbiera stare roczniki czasopism, findesieclowe zurnale, katalogi mod. To ujmujace, ze nie zal jej niszczyc na te kartki swojej kolekcji."

Tworzenie kartek a la Szymborska na zawsze juz bedzie mi sie kojarzylo z Krakowem i moimi wspolokatorkami z ul. Grodzkiej... Powinnam jeszcze miec gdzies schowane na pamiatke takie kartki - jak znajde, pokaze :)

Szymborska mawiala, ze "...humor to mlodszy braciszek powagi" (...) To wielki smutek, ktory potrafi dostrzec rzeczy smieszne" - na szczescie opowiesc o niej samej, to rowniez pelna humoru i polotu opowiesc o kobiecie, ktora cieszyla sie zyciem :) Pewnie nie brakowalo w nim i trudnych chwil, ale skoro wolala pokazywac tylko te wesola strone, to nic tylko sie cieszyc, ze moglismy ja ujrzec...

 "Ja mam do ludzi inna twarz, dlatego pokazuja mnie od strony anegdotycznej, jako osobe wesola, ktora nic, tylko wymysla gry i zabawy. To, ze inni tak mnie widza, to moja wina. Pracowalam dlugo na ten wizerunek. Bo jak mam zapasci, zmartwienia, to do ludzi nie wychodze, zeby nie pokazywac ponurej twarzy. Zycie mialam wlasciwie szczesliwe, jednak bylo w nim wiele smierci, wiele zwatpien. Ale oczywiscie ja o sprawach osobistych mowic nie chce, a tez nie lubilabym, zeby mowili inni. Co innego po mojej smierci".

"Wislawy Szymborskiej pamiatkowe rupiecie, przyjaciele i sny" to przesympatyczny i bogaty graficznie patchwork biograficzny o niezwyklej osobie - mysle, ze jej sie podobal...

 

Jesli komus kiedys wpadnie w rece/oko film dokumentalny Katarzyny Koledy-Zaleskiej "Chwilami zycie bywa znosne" to tez goraco polecam! :)


Anna Bikont, Joanna Szczesna: "Wislawy Szymborskiej pamiatkowe rupiecie, przyjaciele i sny", Proszynski i S-ka, 2003

środa, 01 lutego 2012
Wislawa Szymborska

Umrzec - tego sie nie robi Polakom... :(

Ktos tutaj byl i byl

a potem nagle zniknal

i uporczywie go nie ma...

(*)

Dobrze, ze mam w zasiegu jedna z moich ulubionych ksiazek - "Wislawy Szymborskiej pamiatkowe rupiecie, przyjaciele i sny" Anny Bikont i Joanny Szczesnej, to sobie dzis do snu poczytam...

środa, 25 stycznia 2012
Poradnik przedzakupowy

Oj, dlugo czekalam na te ksiazke... Pierwsze wydanie zniknelo tak szybko, ze nie zdazylam nigdzie zamowic :( Na szczescie, temat chyba coraz popularniejszy, wiec dodrukowano dokladke...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Czywieszcojesz.jpg

W obecnych czasach zapelnienie koszyka z zakupami wcale nie jest trudne, ale podczas zakupow malo kto przyglada sie nabywanym produktom - analizuje lub chocby pobieznie sprawdza sklad czy tez pochodzenie - a szkoda. Z lenistwa czy tez z niewiedzy, do koszyka trafiaja nienajlepsze artykuly. I znowu - szkoda.

Katarzyna Bosacka, dziennikarka TVN-u od kilku lat zajmuje sie propagowaniem dobrej zywnosci oraz bycie swiadomym konsumentem. Napisany wraz z Malgorzata Kozlowska-Wojciechowska poradnik "Czy wiesz, co jesz" to zebrane w jednym tomie tematy znane juz z programu telewizyjnego "Wiem, co jem" /TVNStyle/ - minikompendium o tym co tak naprawde jemy.

Jakie mleko wybrac: z mniejsza czy wieksza zawartoscia tluszczu? Czy owoce to na pewno tylko samo zdrowie? Co jest w parowkach? A w zoltym serze? Kupowac keczup? Lepsze jest maslo czy margaryna? Czym sie rozni kawa rozpuszczalna od mielonej? - na te i inne pytanie odpowiedzi  mozna znalezc wlasnie w poradniku Bosackiej i Kozlowskiej-Wojciechowskiej.

Niby wszystko juz wiadomo, ale konsumentom (w tym mnie) wciaz zdarza sie wpasc w pulapke zastawiona przez niezliczonych specow od marketingu i reklamy wiekszych lub mniejszych firm produkujacych zywnosc. "Czy wiesz, co jesz" ogolnie - troche nawet zbyt ogolnie - porzadkuje nasza wiedze w tematach "okolospozywczych" i z cala sila namawia do kontroli produktow, ktore mamy zamiar zjesc sami lub podac naszym dzieciom. Do tego troche ciekawostek i badan naukowych, prawd i mitow, no i obszerny dodatek o "E" - dozwolonych substancji "wzbogacajacych" artykuly spozywcze... Z opisem kazdego numerka E i podzialu na te nieszkodliwe (np.: barwniki naturalne E100 - kurkuma czy E120 - koszenila, E330 - kwas cytrynowy: regulator kwasowosci i przeciwutleniacz) i te, ktore nalezy omijac z daleka (niestety, duzo dluzsza lista).

"Czy wiesz, co jesz.Poradnik konsumenta, czyli na co zwracac uwage, robiac codzienne zakupy" jest lektura godna polecenia - poradnikiem, w ktorym znalezc mozna wiele przydatnych informacji i wykorzystac je juz podczas kolejnych zakupow :)

Oczywiscie, w zaden sposob nie wyczerpuje tematu, ale no coz, pozostaje liczyc na kolejne tomy...

Osobiscie lubie materialy pani Bosackiej w "Dzien Dobry TVN" i zawsze na nie czekam :)

Teraz najchetniej dowiedzialabym sie czegos o oliwkach ;)

 

Katarzyna Bosacka, Malgorzata Kozlowska-Wojciechowska: ""Czy wiesz, co jesz.Poradnik konsumenta, czyli na co zwracac uwage, robiac codzienne zakupy" , Publicat, 2011

poniedziałek, 23 stycznia 2012
Jest taki film :)

Jest juz baaardzo dawno po Swietach, wiec bedzie krotko :)

Jeszcze przed Swietami mialam okazje obejrzec najnowsza polska komedie romantyczna, ktorej akcja dzieje sie w Wigilie. Piec kobiet i pieciu mezczyzn (w tych rolach: najpopularniejsi polscy aktorzy) w przeddzien Swiat przekonuja sie, ze ani przed miloscia, a ni tym bardziej przed Swietami nie da sie uciec...

"Listy do M." to komedia typowo (przed)swiateczna, ale mysle ze niejednorazowa. malo tego - mysle, ze ma wielki potencjal i szanse zdeklasowac polsatowskiego "Kevina...".

Juz wiem, ze ja bede ja ogladac co roku w tym czasie :) Tak jak od lat ogladam "To wlasnie milosc" i nie wyobrazam sobie Swiat bez... Ciesze sie, ze wreszcie mamy udana komedie, ktora mozna obbejrzec wiecej niz jeden raz :)

Nietrudno uniknac porownan z "To wlasnie milosc" Curtisa, ale moim zdaniem film Okorna naprawde sie broni :) Fajny scenariusz, dobra obsada, swietne & smieszne dialogi... Nic wiecej nie trzeba! A w sumie, to i tak duzo wiecej niz oferowano nam do tej pory w polskim kinie...

Szczegolnie wlasnie w dziedzinie komedii romantycznej.

 

 

"Listy do M." rez. Mitja Okorn, Polska, 2011

czwartek, 19 stycznia 2012
Noszeniaki

Jestem juz :) Badanie wyszlo ok, choc jeszcze czekam na testy z krwi. Niemniej jednak, wszytko powinno byc w porzadku. Bambino nie chcialo za bardzo wspolpracowac - pierwszy raz mi sie zdarzylo, ze lekarz musial przerwac usg i wyslac mnie na spacer, zeby sie dziec odwrocil - ale koniec koncow udalo sie.

Powoli przyzwyczajam sie do mysli, ze od lata - tu na ziemi - bedzie nas czworka :) Jeszcze nic dla Bambino nie kupilam (i w zasadzie na razie nie zamierzam), ale czuje sie juz coraz pewniej.

W dodatku, tak zwane media caly czas produkuja artykuly/materialy poswiadczajace, ze wybralismy dobra droge w naszym rodzicielstwie :) Milo slyczac/czytac :)

Mam tu na mysli m.in. artykul w "Polityce" dotyczacy noszenia dzieci oraz material z "Dzien Dobry TVN" o spaniu z dzieckiem. Klara byla noszeniakiem (i Bambino tez bedzie!). Wspolne spanie to juz jednak przeszlosc: od ok. pol roku spimy osobno, choc od czasu do czasu jeszcze wpada do mnie w odwiedziny, ale -stety/niestety- coraz rzadziej...

Do tego dochadza coaz lepsze wiesci o dzieciach kolezanek (jedno swiezo po przeszczepie, a drugie po trudnym porodzie), wiec odwaze sie nawet na optymistyczne swiatawidzenie :) Przynajmniej w najblizszym czasie...

 

piątek, 13 stycznia 2012
Przypadki

Przypadki chodza po ludziach, jak to sie mawia...

W tym tygodniu seryjnie wpadam na dzieci z Zespolem Downa:

program tv: 1

artykuly prasowe: 3

spotkane dzieci: 2

Normalnie to nagromadzenie nie wzbudziloby chyba we mnie jakiegos wiekszego zainteresowania, ale w poniedzialek mam to wazne usg, na ktorym mozna wlasnie zdiagnozowac Zespol Downa, co sprawia, ze o niczym innym nie potrafie myslec :(

A tu jeszcze weekend w miedzyczasie...  Poziom stresu rosnie.

środa, 11 stycznia 2012
Wsi spokojna, wsi niewesola

Nie moge sobie przypomniec, czy kiedykolwiek wczesniej czytalam polski kryminal.. Ten jest chyba pierwszy. Na potrzeby wlasne zaliczam "Kobiete bez twarzy"  Anny Fryczkowskiej wlasnie do kryminalow, choc to w zasadzie powiesc obyczajowa z bardzo rozbudowanym watkiem kryminalnym.
 
Glowna bohaterka jest Hanna Cudny - 38-letnia dziennikarka, ktora po smierci meza pakuje siebie & dwoje dzieci i ucieka na wies, w ktorej spedzala wakacje w dziecinstwie.
 
"Przyjazd tutaj mial spowodowac, jak w filmie, ze ze zdezorientowanej wdowy w depresji zmienie sie w Zaczynajaca Nowe Zycie Dojrzala Kobiete. Ze z wiecznie schowanej za laptopem matki, piszacej kolejne teksty na wczoraj do gazety kobiecej, stane sie Matka Obecna Zawsze, Gdy Jest Dziecku Potrzebna. Sek w tym, ze wygladalo na to, iz moje dzieci radza sobie swietnie beze mnie."
 
No wlasnie, dzieci. Maks i Miska. Corka rowniez jest bohaterka "Kobiety...", poniewaz powiesc ma dwie narratorki: o wydarzeniach w Swiatkowicach naprzemiennie opowiadaja Hanna i wlasnie Miska.
 


Dziesiecioletnia Michalina juz drugiego dnia w nowej szkole znajduje zwloki nieznanej kobiety. I wtedy wszystko sie zaczyna... Jakby bylo im malo: samobojcza smierc ojca i meza, przeprowadzka do Swiatkowic, nowa szkola, nowi koledzy, wiejskie warunki, tesknota za Warszawa... Nie tylko Michalina, ale przed wszystkim trzynastoletni Maks nie umie zaadaptowac sie w nowym srodowisku. A to nowe srodowisko okazuje sie zupelnie czyms innym niz sielska, anielska wsia :(
 
Mala wies na Podlasiu to nie oaza spokoju, siedlisko zla. Hanna Cudny - od niedawna nowa nauczycielka jez.angielskiego - coraz bardziej wsiaka w Swiatkowice, wiec probuje interweniowac. Mecza ja mroczne tajemnice dookola, przeraza dwulicowosc mieszkancow, ogarnia strach o dzieci:
 
"I chlopieca glowa wsparta na moim ramieniu postanowilam sobie: nie spoczne, zanim nie dowiem sie kto zaklocil spokoj we wsi mojego dziecinstwa (...) Znajde go i sprawie, ze Swiatkowice znowu beda milym, bezpiecznym miejscem, gdzie ludzie sa wscibsy, ale serdeczni."
 
Kryminalna zagadka okazuje sie trudniejsza do ogarniecia niz Hanka myslala. Konsekwencje zbrodni - wieksze niz ktokolwiek mogl przypuszczac. Wnioski na temat Swiatkowic i ich mieszkancow - czarniejsze niz ciemna, bezgwiezdna noc nad wsia :(
 
" Wies natomiast miala byc pelna pogodnych mysli i nadziei dziecinstwa, mojego, Maksa i Miski. Tu mial byc azyl, gdzie otacza nas przyroda i dobrzy ludzie, a omija wszelakie zlo. Tu mial byc raj. Tymczasem trafilismy do przedsionka piekla..."
 
Do najwazniejszych zalet powiesci nalezy niewatpliwie atmosfera zbudowana przez Fryczkowska: swietny portret polskiej wsi, przekonujace postaci i bardzo zagmatwana, ale ciekawa intryga kryminalna. Do tego dwie narratorki - matka i corka - czyli swiat widziany z dwoch perspektyw: doroslego i dziecka; a dzieci to przeciez ogromna rzadkosc w kryminalach. 
 
Niesamowicie wciagajaca lektura :)

 
Anna Fryczkowska: "Kobieta bez twarzy", Proszynski i S-ka, 2011

poniedziałek, 09 stycznia 2012
Dwanascie portretow

Znana dziennikarka Joanna Racewicz patrzy smutno ze zdjecia na okladce. Juz na pierwszy rzut oka widac, ze nie jest ta sama kobieta, ktora znalismy z ekranu telewizora. Obciela wlosy, nosi czern, spowazniala. 10 kwietnia owdowiala.

W Smolensku zginal jej maz - kpt. Pawel Janeczek (szef ochrony Prezydenta). 10 kwietnia wczesnym rankiem jej maz wyszedl do pracy. Mial wrocic wieczorem. Nie wrocil, a ona - podobnie jak pozostali czlonkowie ofiar - od tamtego dnia przezywa publiczna zalobe.

Nie jestem pewna, czy siegnelabym po ten zbior wywaiadow o intymnym zyciu ofiar tamtej katastrofy, gdyby nie ona. Tylko ona wie, co czuja pytane przez nia kobiety, zna ten sam bol i tesknote oraz niesmak spowodowany niemal histerycznym upublicznianiem wszystkiego, co "smolenskie"...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/12rozmow.jpg

Skad wiec pomysl na te rozmowy? Nie wiem, ale cokolwiek stoi za tym pomyslem, ciesze sie, ze powstala ta ksiazka.

"To rozmowy o codziennosci i o dniach wyjatkowych. O radosci i tesknocie. O zyciu i smierci. To rozmowy o milosci." - to z okladki. Do tego dwanascie nazwisk kobiet, ktore zdecydowaly sie opowiedziec o tym co bylo przed i po. Zony pilotow, politykow, wojskowych. Matka, siostra, corka... Im wszystkim los odebral Kogos tego 10 kwietnia...

Trudno mi ocenic te ksiazke - emocje przeciez nie podlegaja ocenom :( Ich zapis czytalam tez w niezwykly czas Swiat, niejdnokrotnie wzruszajac sie do lez - nie jestem wiec ani troche obiektywna.

"12 rozmow o milosci. Rok po katastrofie" o historie ich milosci, a takze drobiazgow, ktore pozostaly (stetoskop, metalowa muszelka na lancuszku, koszula od munduru, charakterystyczna obraczka...) i wszystkiego, co sie z nimi wiaze...

"(...) Pamietasz te podloge zaslana dziesiatkami plaszczy, marynarek, porwanych koszul, strzepami butow? Ten wszechobecny smrod. Paliwo, wilgoc, bloto... Szukalam wszystkiego, co moglo nalezec do Wojtka, szukalam Wojtka. Zdrapywalam resztki zaschnietej ziemi, zeby dokopac sie do faktury materialu w nadziei, ze rozpoznam rzeczy, ktore jeszcze niedawno wisialy w naszej szafie. Dokumenty byly wlasciwie niezniszczone." (Beata Lubinska)

Spora czesc rozmow dotyczy 10 kwietnia: wspomnienia z tego ranka, szok, bol, rozpacz i TVN24:

"Jak tlumaczylas Marysi co sie stalo?

Na poczatku nie tlumaczylam, bo nie mialam nawet szansy. Rano 10 kwietnia wlaczylysmy telewizor nieswiadome niczego i obie o smierci Wojtka dowiedzialysmy sie z newsow. Stalysmy jedna kolo drugiej jak dwa slupy. I Marysia nagle zaczela glosno krzyczec. Nie mogla jej uprzedzic, przygotowac..." (Beata Lubinska)

"W sobote rano, 10 kwietnia, ogladalas telewizje?

Tak, przygotowywalam dzieciom sniadanie. Do tej pory nienawidze salatki z tunczyka. Stala w kuchni do konca dnia i nikt jej nie tknal." (Magdalena Protasiuk)

"Tesciowa zadzwonila i roztrzesionym glosem powiedziala: "Ogladasz telewizje? To wlacz." I wlaczylam." (Magdalena Michalak)

I na koniec najwazniejsze & najbardziej rzucajace sie w oczy: to cos, co laczy bohaterki "12 rozmow..." - niezgoda na to, co sie stalo:

"(...) nie mysle o sobie: wdowa. Raczej: zona." (Barbara Stasiak)

"Najtrudniejsze jest chyba to, ze w zdaden sposob nie potrafie zrozumiec, ze stalo sie cos ostatecznego i nieodwracalnego. I w zaden sposob nie potrafie sie z tym pogodzic." (Barbara Kazana)

Z tak wielka strata chyba trudno sie pogodzic. Nie wiem nawet czy w ogole jest to mozliwe :(

"12 rozmow..." to nie jest latwa lektura, przez ktora smiga sie jak przez udany kryminal, ale tym bardziej jest godna polecenia. Jest poruszajaca, ale nie patetyczna.

Ma tez jeszcze jedna "ukryta" zalete - wykasza wszystkie poradniki typu "Jak byc szczesliwym w malzenstwie". Bo wystarczy byc i kochac bezwarunkowo.


Joanna Racewicz: "12 rozmow o milosci. Rok po katasrtrofie." Wyd. Zwierciadlo, 2011

środa, 04 stycznia 2012
Oznaki zycia

Jestem, jestem.

Troche zmeczona, ale przynajmniej wiem dlaczego ;) Moja (niespelna) dwulatka daje mi ostatnio tak do wiwatu, ze wieczorami - choc mialabym czas na blogi - na nic nie mam juz sily...

Ale postaram sie. Odgruzuje blog kulinarny, tu napisze co czytalam & widzialam i skoncze Lanzarote - to taki moj plan na 2012 :) Szczwany :) Same przyjemnosci...

Z innych przyjemnosci: u Bambino wszystko ok. Zyje, serduszko mu puka, mamy juz skonczony 12 tydzien.

Z kolejnych przyjemnosci: stosik przywieziony z krotkiego swiatecznego wypadu do PL. Tym razem stosiki sa nawet dwa: moj i Klarusiowy :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_12012.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_klary_12012.jpg

Bardzo mnie cieszy zainteresowanie Klary ksiazkami :)) Na razie najulubiensza z tych najnowszych jest "Dzien malucha", czyli przeglad czynnosci wykonywanych w ciagu calego dnia - czytana oczywscie w towarzystwie misia lub lali (glowna bohaterka tez ma misia, wiec my przy lekturze tez musimy miec, a co!)


Ze wspominek okoloswiatecznych:

- dekorowanie ciasteczek:

w Niemczech dekorowalysmy pierniczki, ale te skonczyly sie nam przez wyjazdem... Na szczescie, w dekorowaniu chodzi o sam fakt dekorowania, wiec dekorowane byly herbatniki. Nie bez przyjemnosci :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszekdeko1.jpghttp://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszekdeko2.jpg

- choinka:

To juz drugie Boze Narodzenie corci :) I druga choinka. oczywiscie, tej pierwszej nie pamietala, wiec bylo ogromne zaskoczenie i zachwyt... Plus kilka stluczonych bombek, oberwanych galazek i zjedzone czekoladki ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszekchoinka.jpg

- prezent:

w roli glownej: kon na biegunach :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszekchoinka2.jpg

 Mamy nadzieje, ze ten rok nie bedzie gorszy od poprzednigo. To nam wystarczy :)

niedziela, 18 grudnia 2011
Odeszli

Tylko wybitni ludzie "zasluguja", zeby informacja o ich smierci - podkreslona na czarno - utrzymala sie dluzej w serwisie informacyjnym. Najczesciej, nawet jesli pojawia sie wzmianka, to szybko spada gdzies w otchlan... Tym razem caly swiat mowi o nich, a serwisy nie sciagaja nekrologow...

W Hradeczku zmarl najwiekszy Chech, czlowiek-legenda: Vaclav Havel :(



(zrodlo: www.gazeta.pl)

Na Wyspach Zielonego Przyladka zmarla piesniarka Cesaria Evora :(

Pewnie nigdy o sobie nie slyszeli, ale dla mnie byli na tyle wazni, ze ich smierc bardzo mnie poruszyla.

Najbardziej znanych w Posce piosenek "Embarcação" (duet z Kayah) i "Ausencia" (duet z Goranem Bregoviciem), youtube nie chce mi pokazac :( Mozna jednak posluchac ich tu i tu .

 

Tagi: ludzie muzyka
15:41, kwiecienka1 , polityka
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 grudnia 2011
Bambino

Koniec trzymania jezyka za zebami :)

Bedzie Bambino!

Na swiecie ma pojawic sie w goracym czasie - miedzy Euro 2012 a Igrzyskami w Londynie ;)

Na razie jednak mierzy kilka centymetrow i macha lapkami podgladane na usg:

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/bambino.jpg

Swoja droga, to niesamowite, jak sporo wyszkolone oko mojej lekarki moze dojrzec: jak tam widze tylko glowke, brzuszek, raczki i nozki, a ta widzi jeszcze pare innych extras...

Oby do lata :)

środa, 14 grudnia 2011
Kot i Jajko

Jestem juz po :) Roznie to jest z data wprowadzenia filmow do kin w Polsce i w Niemczech - tym razem wypadlo, ze "Kot w butach" u nas jest predzej :)

Znany ze "Shreka" Kot w Butach opowiada swoja historie. Swoja legende :)

Kot z pomoca seksownej Kitty i przyjaciela z dziecinstwa - Jajka (Humpy Aleksander Dumty) przezywa przygode zycia: decyduje sie wraz z nimi odnalezc mityczna ges znoszaca ztote jajka. Nie wie, ze podczas tych poszukiwan wiele sie wydarzy...

No coz, musze przyznac, ze spodziewalam sie czegos dowcipniejszego :( Moze sekret tkwi w dubbingu, bo historia taka sobie... Choc sporo filmow widzialam juz z niemieckim dubbingiem i do tej pory nie narzekalam. Losy Kota sa moze i ciekawe, ale po czterech czesciach "Shreka" i dosc udanych produkcjach Pixara mialam nadzieje na cos ze smaczkiem - tymczasem wyszla calkiem przyzwoita bajka dla dzieci.

Oczywiscie - do obejrzenia - ale bez zachwytow, niestety.



Z lokalnych smaczkow: Kot cudnie sepleni po niemiecku z hiszpanskim akcentem :) Juz samo to, to spory i dosc nieoczekiwany dla mnie plus niemieckiej wersji.



"Kot w butach", rez.Chris Miller, USA, 2011

wtorek, 13 grudnia 2011
Debiut

 Z ulga zawiadamiamy, ze to i owo mamy juz za soba... :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/dentysta_1.jpg

Kiedys musial nadejsc czas na pierwsza wizyte u dentysty i wiadomo, ze lepiej, jesli jeszcze wszystko jest w porzadku. Strach mniejszy...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/dentysta2.jpg

Moj dzielny Cypisek zbadal zebata rybke i pozwolil zajrzec sobie w paszcze. Nikogo nie ugryzl. Rybka tez wyszla ze tego z pelnym uzebieniem :)

Powtorka sukcesu za 6 miesiecy.

wtorek, 06 grudnia 2011
Klarusiowe aktualnosci

Z Klarusiowych aktualnosci dla babci Malgosi i nie tylko ;)

Wczoraj wieczorem upieklysmy w domu fure pierniczkow i kruchych ciasteczek - Klarusia dzielnie pomagala w wycinaniu ich foremka:

Dzisiaj popoludniu w naszej polskiej grupie zabawowej dekorowalysmy nasze ciasteczka czym popadnie :)

Niestety, nie moge pokazac wiekszosci zdjec, bo pelno na nich innych dzieci, a praw do ich wizerunku nie mamy...

Mamy zato prawa do wizerunku Klarusiowego dziela, wiec z niego korzystamy i przedstawiamy Ciastka:

Po dekorowaniu ciasteczek nasza grupe odwiedzil Mikolaj :))

Rzecz jasna, dla kazdego byly prezenty...

Moje Slonko dostalo 3 ksiazeczki Anny Podgorskiej:





i juz na dobranoc przejrzalysmy wszystkie :) Najbardziej spodobal sie kotek, ale to chyba przez aktualnie trwajacy zachwyt nad wszystkimi kotami... Katze wymiata :)

czwartek, 01 grudnia 2011
Krecik osierocony

Na szczescie moje dziecko nie zrozumialo tej wiadomosci. Wczoraj w wieku 90 lat zmarl tworca Krecika - Czech Zdeněk Miller. Nie wiem, czy to oznacza, ze "Krecikow" wiecej nie bedzie, ale smutno mi sie zrobilo.



(zrodlo: www.radio.cz)

Ostatnio ogladamy z Klara rozne odcinki i z zaskoczeniem obserwowalam jak zmienial sie Krecik. No, ale czym tu sie dziwic: pierwszy Krecik to 1956 rok! "Jak Krecik dostal spodenki":

Jeden z najnowszych to "Krecik i zabka"- bez porownania!

 Ostanio moj ulubiony to "Krecik we snie" - tak surrealistyczny, ze hej :) Dzik goni golasa uciekajacego na rowerze... Golas chmycha, a dzik podbiera mu rower i odjezdza... Niezly pomysl ;) Cos mi sie wydaje, ze przy wymyslaniu tego odcinka bylo troche trawki...

Wielu pewnie dziwi ten wpis - dorosla baba zachwca sie kreskowka, ale co mi tam :) Za sprawa Klary wrocilam do tej kreskowki i odkrylam ja na nowo. W Niemczech dowiedzialam sie, ze znana jest praktycznie wszedzie (kupiono ja w ok.80 krajach), wiec to taki miedzynarodowy bohater ;)

I dlatego smutno mi sie zrobilo z powodu smierci Millera (*)

Tylko niezwykli ludzie moga wymyslic cos ponadczasowego i cos, co bedzie znane i lubiane prze tak wielu ludzi...

środa, 30 listopada 2011
Grobowy nastroj

Grobowy nastroj panuje i w ksiazce, i w moim umysle po skonczeniu lektury...

Nie czytalam wczesniej nic Indridasona, wiec nie wiem czy tak przygnebiajace tlo to norma dla wszystkich jego powiesci kryminalnych, czy tylko tej czesci.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/grobowacisza.jpg

"Grobowa cisza" to dwutorowa historia dziejaca sie na przedmiescich Reykjaviku: czasy wspolczesne, czyli odkrycie kosci i retrospekcje, czyli geneza zbrodni.

Komisarz Erlendur Sveinsson nie ma latwego zadania - identyfikacja kosci lezacych siedemdziesiat lat w ziemi to nie lada problem. W koncu, nie wiadomo czy byla to smierc naturalna, czy morderstwo. Jak ustalic kim byla ofiara? Islandczykiem/Islandka? A moze amerykanskim zolnierzem stacjonujacym podczas drugiej wojny niedaleko stolicy? Sledztwo trwa, pojawiaja sie nowe hipotezy, policja wpada na trop. Do tego w zyciu prywatnym Erlendura pojawiaja sie komplikacje nawet wieksze niz najbardziej skomplikowane sledztwo...

Drugi watek to mroczna i surowa historia sprezd lat. Mord fizyczyny i psychiczny, czyli przemoc w rodzinie, ktora wlasnie doprowadzila do zbrodni. Oj, nielatwo czyta sie te fragmenty :( Zwlaszcza postaci dzieci i ich cierpienie chwytaja za serce. Dzieci - ofiary i swiadkowie okrutnej przemocy...

"Ale nie tylko przemoc fizyczna stanowila koszmar i ich zycia. Slowa Grimura potrafily chlostac niczym bicz (...) Grimurowi bylo wszystko jedno, czy dzieci patrza, jak bije ich matke i jak ja poniza, uzywajac slow ostrych jak brzytwa."

"Grobowa cisze" czyta sie szybko, ale nie jest to mila lektura. Raczej taka z piekla rodem :( Na plus mozna jej jednak zaliczyc, ze az do ostatniej chwili nie wiadomo, do kogo naleza odnalezione kosci.

Na razie chyba nie pojde dalej w te serie :( Moze jak zrobi sie jasniej za oknem? Chwilowo taka ilosc dramatu, smutku i patologii jest ponad moje sily.

 

Arnaldur Indridason: "Grobowa ciasza", WAB 2010

 

niedziela, 27 listopada 2011
Nowy

Nowy polski kryminal.

Nowy polski kryminal o normalnym polskim policjancie.

Nowy polski kryminal o normalnym polskim policjancie, napisany lekko i z humorem :)

Przyznaje, ze jest to moj pierwszy polski kryminal, ale obiecuje sie poprawic, bo wpadlam :)

Bohaterem serii  jest Robert Nemhauser - porzadny policjant, swietny kucharz i ojciec czeroletnich blzniakow, Cyryla i Metodego (ciekawa geneza wyboru imion!) Nie ma depresji, nie jest alkoholikiem i nie ma bylej zony, z ktora laczyly by go napiete stosunki. Nie bardzo pasuje do swiata, w ktorym sie obraca, ale na szczescie nie zamierza z niego rezygnowac :)

"Absolwent historii wsrod prawdziwych twardzieli. Przypomnial sobie, jak podjal decyzje o wstapieniu do policji. Marzyl, ze zostanie druga agentka Starling z Milczenia owiec - tak przynajmniej uwazala Paula. Absolwent historii z dlugimi rudawymi wlosami, ktore mialy tendencje do zwijania sie w loczki i ktore wiazal w kucyk, niestety zdecydowanie wyroznial sie sposrod pracownikow komendy stolecznej."

W "Granatowej krwi" Nemhauser prowadzi sledztwo w zagadkowej sprawie kilku zabojstw, ktorych pozornie nic nie laczy... Trupy zaczynaja slac sie gesto, akcja nabiera tempa :) W tle - zycie rodzinne: chorujace dzieci, zapomniane kostiumy na bal przebierancow w przedszkolu, praca dorywcza w restauracji...

Ten wlasnie watek - pracy jako kucharza wyroznia kryminal Hegena; rzadko bowiem mozna czytac o policjancie, ktory musi dorabiac do pensji :( W ksiazce nie ma typowych przepisow kulinarnych, ale i wedlug opisu przygotowywania dan bez trudu mozna by upichnic cos "a la Nemhauser" :)

Co mi sie jeszcze podobalo? Warszawa :) Taka, jaka znam (albo raczej kojarze). Milo sie czyta czyjesc przygody, wiedzac jaki ma widok z zza okna :) ktoredy jezdzi do pracy czy gdzie robi zakupy.

Podsumowujac, Hagenowi udal sie debiut. "Granatowa krew" jest nie tylko udanym kryminalem, ale i lekka powiescia - ciekawa i z humorem :)

 

Wiktor Hagen: "Granatowa krew", WAB, 2010



czwartek, 24 listopada 2011
Toskania jeszcze raz

Ta ksiazka to doskonaly przyklad jak dwie powiesci z akcja w Toskanii moga sie od siebie roznic.

W "Tysiacu dni w Toskanii" Marleny de Blasi grala glowna role, w "Za oknem cukierni" Sarah-Kate Lynch jest barwnym tlem do opowiesci o zdradzie, tesknocie i milosci. I ja chyba tak wole :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/za_oknem_cukierni.jpg

Glowna bohaterka powiesci Lynch jest Lily Turner - czerdziestoletnia biznesmenka z Ameryki, ktora teoretycznie ma wszystko, czego tylko dusza zapragnie: dobra prace ze swietna pensja, super mieszkanie z widokiem na Central Park, udane malzenstwo... A jednak nie ma tego, czego pragnelaby najbardziej na swiecie: dziecka.

Po pieciu poronieniach, nieudanych zabiegach in vitro i nieudana adopcja - to wszytko sprawilo, ze Lily nie tylko zamknela sie w sobie, ale i naiwnie pomyslala, ze nic gorszego jej juz w zyciu nie spotka...

"Czula w piersiach bol, chyba tak boli zlamane serce. Ale zastanawiajace, ze ten bol nie byl dla niej czyms zupelnie nowym. Prawde mowiac, znala go az nadto dobrze. Moze kazdy czlowiek potrafi zniesc tylko okreslona dawke cierpienia i rozczarowan. Moze kazdy czlowiek osiaga punkt, kiedy wszystko sie odbija, nie zostawiajac sladu wgniecenia."

Jednak to nie byl koniec: przypadkowo Lily odkrywa, ze jej maz ma w Toskanii druga rodzine: partnerke i dwoje dzieci! Spontanicznie decyduje sie na podroz do Montevedovy, gdzie nie tylko rozwiazuje sprawe, ale zaczyna po raz pierwszy w zyciu piec, zajmuje sie dzieckiem i poznaje wielu ciekawych ludzi (m.in. Tajna Lige Owdowialych Cerowaczek) :)

"Za oknem cukierni" to czytadlo, ale bardzo przyjemne :) Toskania i kulinaria wloskie nienachalnie przemykaja miedzy wierszami, nie nurza, nie draznia, nie sa za dlugie...

"Szeregi smulych cyprysow wyrastaly na odleglych granich, rowne rzedy drzew oliwnych przecinyly wzdluz i wszerz szmaragdowe pola, winorosle piely sie w gore i schodzily w dol lagodnych zboczy. Mikroskopijne pomaranczowe wille, wcisniete pomiedzy kaskady lisci, dopelnialy bajkowy widok."

Perypetie milosne glownej bohaterki, prosty jezyk i humor zawarty w opowiesci czynia w niej dobra lekture na listopadowy wieczor :) Tylko tyle i az tyle.

 

"Sarah-Kate Lynch: "Za oknem cukierni", Proszynski i S-ka, 2011

środa, 23 listopada 2011
Zycie pachnace rozmarynem

Taki podtytul ma druga powiesc Marleny de Blasi o amerykansko-wloskim malzenstwie. W "Tysiacu dni w Toskanii" ponownie glownymi bohaterami sa Marlena i Fernando, ktorzy po tysiacu dni w Wenecji osiedlaja sie w San Casciano dei Bagni - malej toskanskiej wiosce.

"Nadal nie do konca rozumiem, d l a c z e g o  ja opuscilismy, odrzucajac jej ksiazecy przepych, swietnosc i chwale, by osiasc na tej wysuszonej ziemi i zaczac wszystko od nowa. Wiem jednak, ze tym razem to bedzie poczatek czegos calkiem innego. Oboje zostawilismy za soba wszystko. Nie mamy ani wlasnego domu, ani pracy, a nasze pojecie o przyszlym zyciu jest dosc mgliste".

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/TysiacdniwToskanii_.jpg

Poczatkowo Marlena teskni za Wenecja; nie podoba jej sie stodola, w ktorej mieszkaja z Fernandem (nie ma w niej ogrzewania, pradu, nie mowiac juz o telefonie), zycie jest zbyt spokojne... Jednak po "chwili" przekonuje sie do San Casiano dei Bagni i jego mieszkancow. Odrywa uroki zycia na wsi. Gotuje...

I tu wlasnie pojawia sie moj problem z ta ksiazka: to co podobalo mi sie w "Tysiacu dni w Wenecji", czyli zycie z kuchnia w tle, w ""Tysiacu dni w Toskanii" stanelo na glowie. W tej czesci to kuchnia wyszla na pierwszy plan :( A to niestety tylko w ksiazkach kucharskich wychodzi moze sie udac.

 

" (...) tak naprawde sa trzy tematy, na ktore warto rozmawiac,przynajmniej w tych stronach (...) Najwazniesza jest pogoda, bo decyduje o wszystkim, a oni sa rolnikami. Druga rzecz to narodziny i smierc, zarowno ludzi, jak i zwierzat. A trzecia to potrawy - z uwzglednieniem tego, co sie jadlo poprzedniego dnia i co planuje sie zjesc nastepnego. W tych rzech tematach miesci sie wlasciwie wszystko: filozofia, psychologia, socjologia, antropologia, nauki scisle, historia, sztuka, literauta i religia. Przy roznych okazjach dyskutujemy o tym, co tak naprawde liczy sie w zyciu, ale zwykle to wlasnie wtedy, gdy rozmawiamy o jedzeniu, dotykamy rzeczy najistotniejszych. Ten temat laczy sie bowiem scisle z innymi. W zyciu najwazniejsze sa stol i lozko. Wszystkie inne sprawy zalatwiamy tylko po to, by moc znowu zasiasc do stolu lub wrocic do lozka."

U de Blasi dominuje jednak kuchnia, i to ze szkoda dla powiesci :( Oprocz jedzenia, tematow okolojedzeniowych i mnostwa wtracen po wlosku przydaloby sie cos jeszcze - jaks akcja moze? Gdyby bohaterowie zrobili cos, cos oprocz salatki z mniszka? :)

Po Wenecji nabralam ochoty na Toskanie, ale rozczarowalam sie - za duzo tu kasztanow, oliwek, rozmarynu, kolacji przy suto zastawionym stole koniecznie z przydomowych produktow (obowiazkowo z dzikimi ziolami)... Czytajac te powiesc mialam wrazenie, ze autorka probuje na sile zatrzymac czas :(( Nie odmawiam Wlochom przywiazania do tradycji, ale de Blasi opisuje ja sposob tak niewiarygodny, ze az denerwujacy...

 

A do tego przepisy... Przepisy jak przepisy, ale czy ktos przy zdrowych zmyslach moze podac "jedyny prawdziwy i oryginalny" przepis na jakiekolwiek danie z wloskiej kuchni? Serio? ;)))


Jedynie dla milosnikow autorki, Toskanii i bardzo spokojnych klimatow :)

 

Marlena de Blasi: "Tysiac dni w Toskanii", Wydawnictwo Literackie, 2009

piątek, 18 listopada 2011
Spotkanie autorskie

Moje pierwsze spotkanie z polskim autorem na ziemi niemieckiej :)

Jesien Kryminalna (niem. Krimiherbst) to juz tradycja praktykowana chyba w calej Europie... W tym roku, pod haslem "CSI Wiesbaden" w naszem uroczym Domu Literatury Villa Clementine odbylo sie jedno bardzo interesujace spotkanie...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/wiesbadenaktuell.de.jpg

(zrodlo: www.wiesbadenaktuell.de)

W srode 16.11, czyli przed dwoma dniami, w Wiesbaden pojawila sie Olga Tokarczuk!

Tokarczuk miala spotkanie autorskie promujace jej najnowsza powiesc kryminalna "Prowadz swoj plug przez kosci umarlych", ktora tego lata zostala wydana w Niemczech.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/tokarczuk2.jpghttp://heskiemigawki.blox.pl/resource/dergesang.jpg

Niestety, wydawca nie chcial sie zgodzic na ten tytul (zreszta, i o tym byla mowa na spotkaniu), wiec w jezyku niemieckim ksiazka ma tytul "Spiew nietoperzy"...

Olga Tokarzcuk byla przemila, wieczor byl uroczy, ale roznice miedzy spotkaniami w Polsce, a tymi w Niemczech sa nie do przeoczenia... W Polsce to raczej rozmowa z autorem o ksiazce i w ogole o zyciu ;) Czytany fragment jest dodatkiem i tlem do spotkania. W Niemczech to dosc powazne przedsiewziecie z glosnym czytaniem tekstu. I wlasnie w tym czytaniu tkwi najwieksza roznica - dwa razy po dwadziescia minut to dla mnie zdecydowanie za dlugo :( Aktorka czytajaca fragmenty (Anna Böger) robila to rewelacyjne, ale mimo tego nie udalo mi sie utrzymac koncentracji... Moze za malo slucham audiobookow? ;)

Mimo tego wrazenia z wieczoru wynioslam jak najbardziej pozytywne :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/tokarczuk1.jpg

/choc na zdjeciu nie wyszlam najlepiej ;)/

 

czwartek, 17 listopada 2011
Dzien Wczesniaka

Przypadkiem dowiedzialam sie, ze dzis obchodzone jest takie "swieto" :) Swiatowy Dzien Wczesniaka... Ze zruszeniem ogladalam zdjecia okabelkowanych maluchow w inkubatorach, ktore ilustrowaly material w wiadomosciach. No tak, nasz Cypis to tez wczesniak... Na szczescie u nas skonczylo sie na krotkim strachu :)

Z okazji tego dnia Fundacja "Wczesniak" prosi o glosy w "Apelu o dzialania na rzecz zdrowia wczesniakow". Apel zlozony z dziesieciu  postulatow zostanie zlozony 23.11.2011 w Parlamencie Europejskim - poprzez jedno klikniecie poprzec mozna dazenia do ujednolicenia standardow eurpejskich w tej dziedzinie.

A standarty sa tak rozne, jak rozne sa kraje i kultury europejskie :( W ostatnim, zeszloczwartkowym wydaniu magazynu "Stern" (46/2011) opublikowano wielostronnicowy artykul o wczesniakach, z ktorego - orocz mokrych policzkow - wynioslam kolejna zaskakujaca informacje: otoz istnieje cos takiego jak turystyka wczesniakowa! W Niemczech lekarze podejmuja proby ratowania zycia wczesniaka urodzonego po 23 tygodniu ciazy lub z waga urodzeniowa powyzej 400g - w Holandii programowo dopiero po 25 tygodniu... Holenderki obawiajace sie przedczesnego porodu przyjezdzaja do Nadrenii-Polnocnej Westfalli, aby tam przeczekac krytyczne dwa tygodnie i ewentualnie zdac sie na los wspomagany praca niemieckich neonatologow...

Wcale mnie to nie dziwi; bardziej dziwia mnie takie autorytarne decyzje typu "nie ratujemy przed 25 tygodniem" (wyzej wspomniana Holandia) czy "pierwsze usg jest w 20 tygodniu ciazy, bo wczesniej nie ma po co" (Norwegia)... Nie potrafie i nie chce ich zrozumiec.

Na szczescie, nie musze tam zyc.

niedziela, 13 listopada 2011
Pocztowki od Martyny

Tak, to z pewnosci jedna z tych ksiazek, ktore bierze sie do lekarza, zeby poczytac w poczekalni... Zaczyna sie, czyta sie, powoli wpada po uszy, az tu nagle nagle jakis skrzekliwy glos przeszkadza nam w czytaniu informujac, ze pan(i) doktor juz czeka... Akurat teraz?!

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/zapiskipodrozne_2.jpg

"Zapiski (pod)rozne"to zbior kilkudziesieciu krociutkich feletonikow, liscikow z podrozy, w ktorych Martyna Wojciechowska spisywala na biezaco swoje przygody w roznych miejscach na swiecie.

„Nigdy nie odmawiaj zaproszenia. Nigdy nie opieraj sie nieznanemu. Po prostu otworz sie na swiat i napawaj przezyciami. A jesli sie sparzysz? Coz, trudno... Pewnie nie na darmo..." - te sentencje postanowila uczynic swoim motto, czego najlepzym dowodem jest wlasnie ta ksiazeczka.

Sa w niej i zapiski smieszne (o kulcie kapcia w Japonii), sa i smutne (o dziecku w Mongolii, prawdopodobnie wykorzystywanym), ale moim ulubionym fragmentem jest ten, w ktorym Wojchechowska opisuje swoje wrazenia podczas pewngo obiadu w Ekwadorze... Daniem glownym byla swinka morska :)

"Ja patrze na nia. Ona patrzy na mnie tymi swoimi pustymi oczodolami. Biore noz i widelec. Podnosze w teatralnym gescie do gory. Tylko jak to cos ukroic? Obracam widelcem raz (przewraca sie sterczacymi do gory lapkami). probuje inaczej. Porzucam narzedzia tortur, biore ja delikatnie za lapke, ktora odcinam i zaczynam ogryzac mikrokosteczki. Pierwszy kes bardzo milo mnie zaskakuje. Miesko delikatne, dobrze wypieczone, mila pani podaje mi jeszcze salatke, a tymczasem cerveza dziala jak nalezy, czyli szumi mi w glowie. Zjadam lapke, wydlubuje swince kawalke mieska z watlej dupki, wygrzebuje trzy kesy spod lewej pachy, dwa kolejne - z chudych bokow poprzecinanych zebrami. Glowe zostawiam."

Uwielbiam jej poczucie humoru :) Przelecialam przez te ksiazeczke jak burza i bardzo zaluje, ze nie jest dluzsza... Niespelna 200 stron, ale do tego duzo (wspanialych skad inad) zdjec... Chetnie przeczytalabm drugie tyle. I jeszcze raz tyle. :)


Martyna Wojciechowska: "Zapiski (pod)rozne", wyd. National Geographic, 2011

wtorek, 08 listopada 2011
Anatomia psychopaty

Zastanawialam sie skad ja wzielam te ksiazke, to znaczy co mi do glowy strzelilo, zeby ja kupic :) Po dluzszej chwili przypomnialam sobi, ze to byla polecanka z Dzien Dobry TVN :D

Zastanawiam sie tez - i to przez caly czas - do jakiej kategorii ja przypisac? Kryminal? Powiesc biograficzna? A moze reportaz kryminalny? Czort wie... Bo opowiesc o seryjnym mordercy Jacku Unterwegerze to taki misz masz: a to troszke opowiesci z jego zycia, a to analiza jego zbrodni i procesu, plus elementy psychologii i kryminalistyki...

Jednak dawno nie czytalalam juz tak wciagajacej ksiazki :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/john_leake.jpg

W 1974 roku Jack morduje osiemnastoletnia dziewczyne i dostaje wyrok dozywocia... Jednak w wiezieniu pisze ksiazke pod tytulem "Czysciec" i na jej podstawie zostaje uznany za zrehabilitowanego. W rezultacie, kilkanascie lat pozniej, dzieki wstawiennictwu wielu austriackich intelektualistow (m.in. Elfriede Jelinek) wychodzi na wolnosc i zostaje celebryta. Zostaje tez dziennikarzem, a jego pierwszym wielkim zadaniem jest relacjonowanie serii morderstw na prostytutkach...

Policja doszukuje sie powiazan miedzy Jackiem Unterwegerem a morderstwami, ale Jack to niesamowicie inteligenty czlowiek, ktory potrafi owinac sobie wokol place doslownie kadzego, kto stanie mu na drodze.

"Zaczynal od wlasciwego wyboru. Trzeba bylo znalezsc niepewna siebie dziewczyne, ktora przechodzi trudny czas. Podobnie jak wilk, ktory chyha na ranne lub slabe zwierze, on czyhal na kobiete, ktora dreczyly jakies problemy. Co sie na nie skladalo? Wiekszosc mezczyzn w ogole sie nad tym nie zastanawiala, bo ich to po prostu nie obchozilo. Najlatwiejszy cel stanowily dziewczyny na progu doroslosci i kobiety przed menopauza, poniewaz byl to dla nich okres niepewnosci zyciowej. Pierwsze latwo sie frustrowaly, gdyz byly przekonane, ze nikt ich powaznie nie traktuje. Drugie natomiast przezywaly zalamanie, bo przestaly stanowic obiekt meskiego pozadania."

Ksiazka Johna Leake´a to naprawde bardzo ciekawa monografia seryjnego mordercy. Mezczyzny jedoczesnie przystojnego i niepozornego*,  wyposazonego w ogromny dar przyciagania i przeciagania na swoja strone. Nieobliczalnego manipulatora o specyficznym podejsciu do kobiet.

"Byl uosobieniem... sublimacja zlowrogich sil. Usmiechal sie cieplo i rozbrajajaco, patrzyl bardzo przenikliwie. Wyraznie uwielbial byc w centrum zainteresowania, jego zniewalajacy urok dzialal na wszystkich."

Milosnicy kryminalu moga byc zawiedzeni - choc trup sciele sie gesto, od razu wiadomo kto morduje... :) W ksiazce ilosc faktow, dat i nazwisk jest troche przytlaczajaca, ale nie zniecheca do lektury. Od razu moge tez przestrzec milosnikow sprawiedliwosci w literaturze ;) opowiesc o Unterwegrze jest bardzo tendencyjna; autor od poczatku daje do zrozumienia, ze to Jack jest morderca, wiec jesli komus zalezy na rozwiklywaniu zagadek, to wystarczy mu opis na okladce :)

Moim zadniem, warto tej ksiazce poswiecic kilka jesiennych wieczorow, ale tylko jesli nie przeszkadzaja wyzej wymienione minusy.

* mezczyzna na okladce to wlasnie on


John Leake: "Pisarz, ktory nienawidzil kobiet. Podwojne zycie serjnego mordercy." Wyd.Znak, 2011

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Dodatki na bloga
Daisypath Anniversary tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Fourth Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Second Birthday tickers Co czytać?