czwartek, 26 lipca 2012
Odgruzowywanie

Powoli wracam do zycia, nie tylko wirtualnego ;)

Musze korzystac z obecnosci mamy, bo jak zostane sama z dziecmi, to czasu na komputer bedzie jeszcze mniej...

A wiec: wkrotce uzupelnie wpis o "Starszej pani...", dokoncze /wreszcie!/ Lanzarote, pokaze jeszcze kilka zdjec i postaram sie pisac na biezaco o tym, co czytam (bo na czytanie czas znajde zawsze, tyle ze na pisanie o tym, juz prawie nigdy...)

A czytac mam co ;) Mama przywiozla z Polski:

Gatunkowo roznie: kryminaly, wspomnienia, relacje z podrozy, powiesci + poradnik - mam nadzieje na udane wieczory miedzy karmieniami ;)

Tylko kulinaria pewnie na jakis czas porzuce :/ Ale z czegos na pewno musze zrezygnowac...

Tagi: stosik
23:37, kwiecienka1 , Heskie migawki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lipca 2012
Kreda. Lody. Bycie starsza siostra

Lato nie dopisuje w tym roku :( Niestety... Ale pare slonecznych chwil udalo sie zlapac, wiec i ulice pomalowalismy, i lody byly...

Klara - w roli starszej siostry - sprawuje sie poprawnie :) Za bardzo nie chce jej chwalic (boje sie zapeszyc), ale zdaje sobie sprawe, ze mogloby byc duuuzo gorzej...

Braciszek jej nie przeszkadza ;) Nie bardzo ja tez zajmuje, ale przynajmniej nie musze sie martwic, ze zrobi mu krzywde...

Na szczescie, jest u nas babcia Malgosia, ktora duzo zajmuje sie Julkiem, a ja moge ten czas poswiecic Klarze - ukladanie & zbieranie pogubionych puzzli mam juz w malym placu!

niedziela, 08 lipca 2012
Juliś

Nie wyrobilam sie z ostatnim wpisem... Znowu...

Ale tym razem mam porzadna wymowke:

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/kartka_do_bloga.jpg

1. Bambino story:

Historia jest krotka: wystarane, wyczekane dzieciatko mialo pojawic sie - tak z grubsza - w lipcu, no i udalo sie :) Bardzo dlugo bylo dziewczynka, co cieszylo mnie o tyle, ze odpadlyby mi zakupy ciuszkowe... Miesiac temu okazalo sie jednak, ze bedzie chlopiec!

Zaskoczeni zaczelismy przekopywac resztki wyprawki po Klarze z nadzieja, ze znajdzie sie tam cos dla braciszka... Niestety, zbyt wiele tego nie bylo (rozowosci nie bylo, ale czasem kroj ciuszkow byl zbyt dziewczecy), wiec bez zakupow sie nie obylo - cale szczescie, ze jest ebay ;)

Gorzej bylo z przestawieniem sie: od usg polowkowego Bambino bylo dla mnie dziewczynka i tak tez zwracalam sie do brzucha... Teraz mam nadzieje, ze syn mi to kiedys wybaczy ;)

 

2. Narodziny:

Koniec czerwca, cztery tygodnie do terminu.

Usg stanu blizny po Klarusiowej cesarce jednoznacznie wskazuje na koniecznosc kolejnego ciecia :( Czyli porod bedzie ustawiony... Data zostala wybrana i pozostalo trzymac kciuki, zeby blizna tyle wytrzymala...

Poczatek lipca, trzy tygodnie do terminu.

No, i nie wytrzymala. Oficjalnie oszacowano ja na mniej niz 1mm, a ze doszly bole brzucha, to wyladowalismy w klinice, z zastrzezeniem, ze jesli tylko cos sie zacznie, to bedziem ciac.



W srode, 4 lipca, zaczelo sie i prosto znad parujacej jeszcze zielonej herbatki pojechalismy na sale operacyjna... Bambino urodzilo sie o 10:47 i - ku mojemu zaskoczeniu - od razu wyladowalo na moich piersiach :) Nie sadzilam, ze przy porodzie operacyjnym to w ogole mozliwe, a jednak :) Juz do konca operacji tam zostalo: ja cieszylam sie bliskoscia nowonarodzonego synka, a doktory pracowicie cerowaly moj brzuch.



3. Imie:

Miala byc Matea Ida lub Antonia Matea... No coz, moze jeszcze kiedys ;)

Synus nazywa sie Julian Edward.

Pierwsze imie to imie, ktore jako jedno z niewielu spelnialo nasze twarde kryteria (obecnosc w obydwu jezykach i kulturach + identyczna pisownia & wymowa), a do tego milo kojarzace sie :) tak tuwimowsko ;)

Drugie imie jest po polskim dziadku.



Zdrobnienie nie bylo planowane, ale sama nie moge sie powstrzymac i wychodzi mi: Juliś



4. Syn & corka, czyli oswajanie rzeczywistosci:

Pierwsze piec dni to pobyt w klinice i male zamieszanie: a to temperatura ciala za niska, a to cukier katastofalny... Do tego niska waga urodzeniowa (2660g) i jej spadek :( Ale syn to dzielny facet, udalo mu zebrac w sobie, okielznac cyferki i juz jestesmy w domu :) Wciaz jest chudziutki, ale ladnie ssie piers, wiec mamy nadzieje na szybkie przybieranie na wadze.



Klara jako starsza siostra spisuje sie poprawnie :) Entuzjazmu nie oczekiwalismy, wiec jest ok. Oczekiwalismy raczej problemow i wybuchow zazdrosci, ale tych (na razie?) brak :)



 

pe.es

Julian wystapil juz w roli modela podczas sesji zdjeciowej w klinice i dumnie prezentuje sie w Babygalerie :))))





poniedziałek, 02 lipca 2012
Lektura obowiazkowa

Oj, tak. Dawno nie czytalam tak dobrej ksiazki... To nic, ze wcale nie zaliczylabym jej do kryminalow (jak to robia wydawca czy ksiegarnie) - porzadna powiesc z watkami kryminalnymi to tez udana kategoria :)

Juz po lekturze poprzedniej ksiazki Anny Fryczkowskiej wiedzialam, ze po kolejna siegne na pewno - to byla tylko kwestia czasu i tego, kto mi ja tu dostarczy... "Starsza pani wnika" jest jednak diametralnie rozna od "Kobiety bez twarzy": "Kobieta..." sprawiala, ze po plecach przechodzily mi ciarki, a "Starsza pani..." - wlasciwie mimo smutnych watkow - wywolywala usmiech na twarzy :) Ta pierwsza byla dosc ciezka, ta druga jest satyra na kryminal...

Bohaterow jest dwoje: okolo trzydziestoletni byly nauczyciel wuefu, Jaro Trzaskowski, zyciowa fajtlapa, aktualnie debiutujaca jako prywatny detektyw i jego babcia, Halina, dzielna obronczyni bezdomnych kotow, wielka fanka nordic walkingu & posiadaczka sekretu sprzed lat. Do tego dochodzi caly rzad postaci: przyjaciolki babci & klientki Jaro, dwie lekarki z rodzinami. Oraz mordercy. No bo to w koncu kryminal ma byc :)

Watki kryminalne sa dwa: typowy (ktos dostal w leb) i nietypowy (ktos dreczy i morduje bezdomne koty). Obydwa tak samo wazne dla powiesci, obydwa doczekuja sie rozwiazania, a do tego splataja sie w calosc.

Nie przypominam sobie innych powiesci/kryminalow, w ktorych bohaterka bylaby starsza pani (oprocz Mrs Marple) - chyba malo kto myslal o tym, zeby obsadzic w tej roli kogos kto ma juz siedemdziesiatke na karku & problemy z nietrzymaniem moczu...

"...nikt bowiem nie traktuje powaznie starszych pan, bo przeciez powszechnie wiadomo, ze ledwo widza, slabo kojarza oraz robia z igly widly. Maja tez spaczony obraz rzeczywistosci, sa wscibskie, nadmiernie krytyczne i patologicznie podejrzliwe. Nie dosc, ze kobiety, to jeszcze stare. Albo inaczej: nie dosc, ze baby, to jeszcze stetryczałe."

Jednak "Starsza pani..." do konca trzyma w napieciu: autorka obala stereotypy o staruszkach, a zagadki kryminalne zostaja rozwiazane. Choc miejscami smutna i drastyczna to jako calosc obfituje w dobry humor i ironie ;)

Teraz czekam na kolejna ksiazke Fryczkowskiej!

A przy okazji polecam jej bloga.



Anna Fryczkowska: "Starsza pani wnika", Proszynski i S-ka, Warszawa, 2012

niedziela, 24 czerwca 2012
Pchelka

Nie wyobrazam sobie dziecinstwa bez tej bajki :)

Chcecie bajki? Oto bajka:
Była sobie Pchła Szachrajka.
Niesłychana rzecz po prostu,
By ktoś tak marnego wzrostu
I nędznego pchlego rodu
Mógł wyczyniać bez powodu
Takie psoty i gałgaństwa,
Jak pchła owa, proszę
państwa.


Jasne bylo, ze i Klara predzej czy pozniej zapozna sie z przygodami szczwanej pchelki...

Miała domek na przedmieściu
Po ojczymie czy po teściu,
Dom złożony z trzech pięterek
I pokojów cały szereg.
Więc salonik i sypialnię,
I jadalnię, naturalnie,
Gabinecik i korytarz,
O cokolwiek się zapytasz,
Wszystko miała, aż jej gości
Zalewała żółć z zazdrości.

Juz zapomnialam, jak dluga jest ta bajka! Jakos utkwilo mi w pamieci, ze to krotki wierszyk - a tu, prosze, wielostronnicowa opowiesc o przygodach malej cwaniary, ktora zapewnia nam rozrywke na dluuugi czas :) Na szczescie, Klara jest jeszcze za mala, zeby przeczytac /jej/ cala "Pchle Szachrajke" na raz, wiec dzielimy sobie fragmenty na popoludnia :) Codziennie nowa przygoda...

Wchodzi śmiało do cukierni,
W pas kłaniają się odźwierni,
Już kelnerzy przyskakują,
Grzecznie w rączkę ją całują.
Dzisiaj rurki z kremem zjem,
Bo ogromnie lubię krem.
Proszę podać ze trzydzieści,
Stolik więcej nie pomieści.
Przy stoliku pchła zasiadła,
Jedną rurkę z kremem zjadła,
Zostawiła pełną tacę.
Za tę jedną rurkę płacę!
Wstała, wyszła, od niechcenia
Powiedziła do wiedzenia
I mignęły tylko z bryczki
Purpurowe rękawiczki.
Bardzo dziwią się kelnerzy:
Jak rozumieć to należy!
O trzydzieści rurek prosić,
A po jednej mieć już dosyć?
Nagle patrzą: Co to? Czemu
W rurkach wcale nie ma kremu?
Wszystkie puste? Co za kwestia?
Zjadła cały krem ta bestia!

Oprocz genialnego tekstu "Pchle..." w niezwykly sposob zdobia ilustracje Macieja Szymowicza :) Moge nawet powiedziec, ze z poczatku Klara zwracala uwage nie tyle na tekst, co wlasnie na te ilustracje :)

    

Przez ulicę jedzie bryczka,
Pchła w niej siedzi jak księżniczka.
Na ramionach pelerynka,
Spod kapturka słodka minka,
Parasolka mała w dłoni
Przed słonecznym skwarem chroni.

"Pchla Szachrajka" to nasza pierwsza ksiazeczka z Platynowej Kolekcji wydawnictwa Wilga, ale na pewno nie ostatnia :)



 

Obiecany pchelkowy bonusik, czyli Klara przy lekturze:

 

 

 Polecamy :)

 

 

Jan Brzechwa: "Pchla Szachrajka", wyd. Wilga, 2010

sobota, 23 czerwca 2012
Dzien Taty

Co prawda, tylko w Polsce (w Niemczech juz byl: u nas to swieto ruchome, przypada w dzien Wniebowstapienia i w tym roku bylo to 17 maja), ale kazda okazja do poswietowania jest dobra :))

No, i do pokazania zdjec...

Dwa lata temu, w pewnej kawiarni w Troisdorf zrobilam to zdjecie:

a w zeszlym tygodniu mielismy okazje powtorzyc ujecie:

Ten sam tata, ta sama Klara, to samo lustro...

I ciagle jest coreczka tatusia :)

Widac?



piątek, 22 czerwca 2012
Meska ruletka

Od lat jestem wielka fanka Jürgena Thorwalda :) Uwazam, ze nikt tak jak on nie potrafi pisac o historii, a jego powiesci to czyta sie jak utwory z gatunku "kryminaly & sensacje" :)

Na poczatek - juz pare lat temu - trafilam na znakomite historie chirurgii & kryminalistyki:

           

           

"Stulecie chirurgow" to poczatki chirurgi, antyseptyki i anestezjologii, czyli realia XIX medycyny (z arcyciekawym rozdzialem dotyczacym cesarkiego ciecia... do nie zapomnienia...)

"Triumf chirurgow" to kontynuacja "Stulecia chirurow": poczatki kolejnych specjalizacji, pionierskie operacje, walka o znieczulenie miejscowe

"Stulecie detektywow" to z kolei historia kryminalistyki i medycyny sadowej: odciski palcow, balistyka, toksykologia

"Godzina detektywow" z kolei to uzupelnienie "Stulecia detektywow": badania przyrodnicze w kryminalistyce

-> Wszystkie tomiszcza polykalam niemalze na raz (fakt, nie mialam wtedy jeszcze tak absorbujacego dziecka jak teraz), wiec jak tylko w moje rece trafil "nowy Thorwald", z niecierpliwoscia zabralam sie do lektury.

"Meska plaga. Seks, pozadanie i klopoty z prostata" polowicznie zaspokoily moj apetyt na dobra ksiazke :) Trzy z czetrech rodzialow uwazam za iscie thorwaldowskie, czyli swietne... Czwarty, niestety, nie trafil w moj gust :(



Podobno "Meska plaga" to najbardziej pikantna z ksiazek Thorwalda :) Fakt, opowiada historie leczenia narzadu, o ktorym do dzis wielu wstydzi sie wspomniec... 

"Historia prostaty skrywa sie za fasada meskiej dumy seksualnej, meskich wyobrazen o potencji i lekow przed jej utrata. Pozostawala ona przez dlugi czas tajemnica, podobnie jak bolesna historia ginekologii leczacej schorzenia kobiece. Dzis historia ta przyprawia nas o dreszcz niepokoju, jaki towarzyszy lekturze powiesci grozy. Ale mozemy powrocic do niej z dajacym poczucie ulgi wyzwlajacym dystansem."

W trzech wspomnianych rozdzialach autor zajmuje sie rzeczywiscie historia klopotow z tym gruczolem, czwarty jednak - traktujacy o pozostalych czesciach podtytulu /seks & pozadanie/ - ma juz charakter powiedzialabym nawet plotkarski: przedstawia np.: zycie erotyczne znanych mezczyzn takich jak Charlie Chaplin czy Pablo Picasso :( Niekoniecznie majacy w ogole zwiazek z prostata, a wiec - moim zdaniem - w zasadzie zbedny.

Mimo wszystko: "Meska plaga" to ciekawa lektura :) Duza ksiazka o malym gruczole, ktora tak wiele znaczy...

 

Jürgen Thorwald: "Meska plaga. Seks, pozadanie i klopoty z prostata." wyd. Znak, 2011

poniedziałek, 18 czerwca 2012
33 days to go

Tak mniej wiecej, ale pewnie bedzie mniej :) To znaczy, za mniej niz 33 dni Bambino i my spotkamy sie juz po tej stronie brzucha...

A propos brzucha: dzis (35t3d), calkiem spontanicznie, postanowilam sie wreszcie uwiecznic:



A ze podczas spontanicznych sesji dzieja sie czasem rzeczy nieplanowane, mamy juz pierwsze "wspolne" zdjecia Cypiska & Bambino ;)

;)

Swoja droga, jak sobie pomysle, ze Klara urodzila sie w 35t5d, to robi mi sie lekko nieswojo... To by bylo pojutrze!

A kiedy bedzie? Kto wie...

sobota, 16 czerwca 2012
Wiara, losos i milosc

O takich filmach mowi sie "uroczy", "chwytajacy za serce" czy "wprawiajacy w dobry nastroj"... I trudno sie dziwic :) "Polow szczescia w Jemenie" to nowa brytyjska ironiczna komedia romantyczna o wierze w sukces, milosci i lososiach...

Glownymi bohaterami - oprocz lososi - sa Alfred i Harriet. On: pracujacy w Ministerstwie Rybolostwa, zamkniety w sobie nudziarz i ona: mloda & energiczna menegerka z korporacji. Laczy ich praca, a konkretnie Marzenie Zycia pewnego jemenskiego szejka... Hodowla dzikich lososi w Jemenie (!), w ktora angazuje sie nawet brytyjski rzad (!).

Pomysl z lososiami na pustyni wydaje sie absurdalny, ale wiara szejka w spelnienie marzenia jest tak wielka, ze powoli wszyscy przekonuja sie do niego i rozpoczynaja sie prace nad projektem, w trakcie ktorych na pierwszy plan - oprocz wiary - wysuwa sie milosc...

Bardzo subtelnie i z humorem opowiedziana historia, do tego satyra na polityke i politykow ;) W dialogach az iskrzy humorem, a Kristin Scott Thomas (w roli rzeczniczki rzadu) jest fenomenalna. 



 

Bajka, ale swietna wymyslona, zrobiona i zagrana ;)



"Polow szczescia w Jemenie", rez. Lasse Hallstrom, Wielka Brytania, 2011

niedziela, 10 czerwca 2012
Moda na sukces

Kilkudniowy pobyt w szpitalu wreszcie sklonil mnie do wziecia sie za najgrubsza ksiazke ze stosiku "wciaz nieprzeczytane"... No tak, musialo sie stac cos nadprogramowego, zebym znalazla czas na szescsetstronicowa powiesc o milosci w niebezpiecznych czasach ;)

"Krawcowa z Madrytu" byla wlasnie taka lektura, od miesiecy czekajaca w kolejce, bezlitosnie przekladana z parapetu na regal z nieodlacznym westchnieciem "za gruba, nie teraz"...



A po lekturze: mieszane uczucia... Niby mi sie nie podobalo, ale sama nawet nie wiem co najbardziej...

Madryt, lata 30. XX wieku. Mloda & biedna krawcowa, Sira, nagle rzuca wszystko - biedne, ale spokojne zycie u boku matki /rowniez biednej i rowniez krawcowej/, narzeczonego, oswojone katy - i wyjezdza z kochankiem do Maroka. Tam przeczekuje hiszpanska wojne domowa i druga wojne swiatowa... Przeczekuje, przezywajac przygody jak niejedna dziewczyna Bonda... Coz tam jej nie spotyka: a pod nogi - same klody... A ona? Za kazdym razem powstaje niczym Feniks z popiolow... Nabijam sie troche, ale po ktoryms z kolei sukcesie/farcie (?) mialam dosyc :) Interesujaca moglaby byc przemiana Siry, ktora dokonuje sie pod wplywem przezyc, ale - niestety - jest ona tak sztampowa, ze od poczatku wiadomo: zahukane dziewczatko dostanie od zycia bolesna nauczke i w rezultacie przemieni sie w kobiete sukcesu!

Niewatpliwa zaleta powiesci jest wartka akcja: milosci, namietnosci, zdrady, a w tle Madryt, Lizbona, Maroko, wojny, szpiedzy & co. Przyjemny jezyk tez dodaje atrakcyjnosci (czyta sie sprawnie i naprawde bez zgrzytow), ale sumujac, powiesc "Krawcowa z Madrytu" Marii Dueñas to raczej nie moj styl... 

Moze byla jednak za dluga? Moze brakowalo mi dialogow? /bo bylo jak na lekarstwo/ A moze po prostu akurat nie mialam ochoty na bajke o kopciuszku :) Moze w innych okolicznosciach... Moze ;)

 

Maria Dueñas "Krawcowa z Madrytu", Swiat Ksiazki, 2011



środa, 06 czerwca 2012
Ekstremalna metamorfoza

Nie, nie moja... Bambino chwilowo (?) zmienilo plec!

Do zeszlego czwartku bylo oswojonym & nazwanym juz dzieckiem, na ktorego wyprawka - niemal calkowicie gotowa - czeka w domu...

W czwartek w klinice okazalo sie, ze nie wszystko zloto, co sie swieci i ze plec bedzie zgola inna...

W sumie zle nie jest, choc przynam, ze z zaskoczenia nie moglam sie pozbierac przez dobre 3 dni :) W poniedzialek, pogodzona juz z tym psikusem losu, stawilam sie na kolejne usg u kolejnego madrego pana doktora w tej samej klinice - efekt: plec nieznana, nie do potwierdzenia/zaprzeczenia (!)

A zatem: czekamy na Lipcowa Niespodzianke!


(i dla pewnosci przecwczymy jeszcze raz dyskusje w temacie imienia...)


środa, 30 maja 2012
Piosenka na dzis

Przypomniala mi sie przy okazji ostatniej Eurowizji :)

Samego konkursu nie ogladalam, jakos nie mialam ochoty, ale obejrzelismy w tv program przypominajacy najwieksze hity z historii konkursu: oj, bylo tego troche...

Najwiekszy usmiech wywolaal u nas piosenka brytyjskiego zespolu Brotherhood of Man - zwyciezcy z 1976 roku: sluchajac jej, trudno sie nie usmiechnac :) A ogladajac teledysk, tym bardziej:

 

Latwo wpadajaca w ucho melodia i genialna choreografia!

Nawet Klarusi sie spodobala - teraz ciagle chce sluchac "kise" :))

Tak wiec, mamy nasza piosenke na 5 rocznice poznania sie...

(wlasnie uplynelo nam wczoraj)



 

Tagi: muzyka
21:37, kwiecienka1 , Heskie migawki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2012
Dzien Mamy :)

Nasz kolejny wspolny dzien...

Najpiekniejszy dzien w roku :)

Na zaden inny tak dlugo nie czekalam

Zaden inny nie cieszy, tak jak ten...



To ja i moje starsze Sloneczko:



A to ja i moje mlodsze Sloneczko:



/33 tydzien ciazy, teoretycznie 55 dni do konca.../



Swietowalismy dzis polski Dzien Matki - niemiecki jest swietem ruchomym i wypada w druga niedziele maja, czyli juz byl :) Tez swietowalismy, bo czemu nie?

O swojej Mamie tez pamietam - Wszystkiego Najlepszego Mamusiu! :)

poniedziałek, 14 maja 2012
Kolory uczuc

Niewiele jest ksiazek, ktore przeczytane odkladam ze smutkiem - dluga, ale i tak za krotka... Na film nie zdazylam sie wybrac do kina, ale ksiazke musialam zdobyc! Udalo sie, dzieki pewnej Ani, wiec mimo bylo mi dane przeniesc sie do Jackson w Missisipi :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/sluzacekathrynstockett.jpg

Jest rok 1962. Poludnie Ameryki.

Wlasnie to barwne Poludnie, tak dobrze znane nam z kina czy telewizji - przepiekne rezydencje, plantacje bawelny, eleganckie panie i panowie w duzych samochodach, upal, mrozona herbata... Wszystko cacy...
Czy aby na pewno? Jakis maly zgrzt? No wlasnie, jest maly zgrzyt... To wciaz czasy segregacji rasowej, swoistego podzialu ludzi na tych bialych = bogatych = lepszych (?) i czarnych = biednych = gorszych (?)
 
Biale panie siedza w domu, a czarne sluzace wychowuja im dzieci nie majac nawet prawa korzystac z tej samej toalety :(
 
 
"Murzynom i bialym nie wolno korzystac z tych samych publiczych dystrybutorow wody, kin, publicznych toalet, boisk do baseballu, budek telefonicznych i cyrkow. Murzyni nie moga chodzic do tej samej apteki ani kupowac znaczkow w tym samym okienku pocztowym co ja (...) Wszyscy znam te prawa, w koncu tu zyjem ale nigdy o nich nie rozmawialismy (...) Stolowki, stanowe jarmarki, stoly bilardowe, szpitale..."
 
Smutna, peknieta na pol rzeczywistosc, ktorej - jako jedna z nielicznych - sprzeciwia sie narratorka, czyli dwudziestotrzyletnia Eugenia, zwana (panienka) Skeeter.

Skeeter to (biala) corka bogaterka plantatora bawelny, jest swiezo po studiach, marzy o karierze dziennikarskiej i za nic w swiecie nie chce spelnic zyciowego marzenia matki, czyli dobrze sie wydac...
Skeeter jest zadeklarowana przeciwniczka segregacji rasowej i tworzenia barier spolecznych i to wlasnie ona porywa sie z motyka na slonce: na poczatek PYTA czarne kobiety o zdanie! Prosi je tez, zeby opowiedzialy swoje historie, ktore chce zebrac w ksiazke o stosunkach miedzy bialymi a czarnymi...
Odwazny pomysl, zwlaszcza w tamtym miejscu, w tamtych czasach.

                                    
  
"Sluzace" maja jednak jeszcze dwie narratorki: Aibileen i Minny.

Aibileen to strasza & doswiadczona sluzaca, typ pokornnie i cicho wykonujacy swoje obowiazki - wychowuje juz siedemnaste dziecko; wlasnie stracila doroslego syna i przezywa najtrudniejsze chwile w zyciu:
 
"Autobus jedzie predzej po State Street (...) Jak umarl Treelore, zakielkowalo we mnie to gorzkie ziarno i tera czuje, jak rosnie. Chce krzyczec, tak glosno, coby uslyszala mnie Malutka, ze brudny nie znaczy kolorowy, a choroba to nie murzynska dzielnica. Chce powstrzymac te chwile, co przychodzi w zyciu kazdego jednego bialego dziecka, jak zaczyna myslec, ze kolorowy nie jest taki dobry jak bialy."
 
Minny zas to mlodsza sluzaca, najlepsza przyjaciolka Aibileen, swietna kucharka, ale niestety slynna z niewyparzonego jezyka, przez co juz dziewietnascie razy stracila prace...

Powiesc Stockett czyta sie szybko, choc nie zawsze jest przyjemnie :/ Trudno uwierzyc, ze tak niedawno traktowano innych ludzi tak zle, tylko dlatego, ze mieli inny kolor skory... Negatywnych przykladow jest az nadto, pozytywne to wyjatki...
 
Oprocz problemu segregacji Stockett porusza tez inne trudne tematy: konflikt matki z corka /Skeeter i jej toksyczna matka/, powierzchownosc zwiazkow czy bariery spoleczne miedzy samymi bialymi (historia panienki Celii).
 
Ciekawostka powiesci jest zroznicowany jezyk: sluzace mowia gwara, biale panie czysta angielszczyzna :) Dosc ciekawy zabieg stylistyczny, choc wymagajacy od czytelnika dozy cierpliwosci ;)
 
Uwazam, ze "Sluzace" to swietna powiesc obyczajowa o amerykanskim spoleczenstwie sprzed piecdziecieciu lat i kobiecej sile & solidarnosci. Ciepla i zabawna, choc miejscami po prostu smutna. Ale po lekturze zaluje, ze miala tylko 600 stron...
 
 
Kathryn Stockett: "Sluzace", Media Rodzina, 2010 
 
pe.es
ilustracjami wpisu sa odkladki francukiego, islandzkiego, tureckiego, wloskiego wydania
najbardziej podoba mi sie francuskie, najmniej - polskie :)
środa, 09 maja 2012
Moj nowy wozek

W zyciu kazdego mlodego czlowieka przychodzi czas na sukcesywne pozbywanie sie atrybutow dzieciectwa :))

Odsmoczkowywanie, odwozkowywanie, odpieluchowywanie... Milowe kroki w rozwoju :) Smoczka nigdy u nas nie bylo, wiec pierwszym powaznym sprawdzianem dla Klary jest odwozkowywanie.

Latwo nie bedzie - przede wszystkim dla mnie ;) Klara bez wozka radzi sobie rewelacyjnie, tylko za nic nie moze zrozumiec, dlaczego ma mi nie uciekac, gonic w kierunku ulicy, wskakiwac w kaluze czy w sklepie zachowywac sie jak powazny klient :) Poki co, na szczescie, w srodkach lokomocji (ulubiony: POCIAAAAAAG!) jest super:

     

Jeszcze wieksza rewelacja jest wtedy, gdy mozna przesiasc sie na taki superwozek:



A a od dzisiaj wiemy, ze gokarty to juz w ogole nasz zywiol...



Byleby tylko lato sie wreszcie zaczelo... Albo przynajmniej przestalo padac co drugi dzien... I ulica jest nasza!



środa, 25 kwietnia 2012
Oswajanie nieobecnosci

Minely dwa lata...

Dwa lata od katastrofy rzadowego tupolewa w Smolensku. Szczerze mowiac, nie wiedzialam, ze ma powstac druga ksiazka Joanny Racewicz, ale jak tylko o tym gdzies przeczytalam, od razu wiedzialm, ze musze ja przeczytac...

W pierwszej ksiazce - "12 rozmow o milosci. Rok po katastrofie" Racewicz rozmawiala tylko z kobietami; tym razem autorka o stracie najblizszej osoby i zalobie postanowila porozmawiac z samymi mezczyznami - ojcami, mezami, bracmi czy synami ofiar  - a jednym z bohaterow rozmowy jest jej wlasny maz :(



Ta rozmowa rozpoczyna tom - wspomnienia kolegi z BOR-u na temat wlasnego meza... Juz sam pomysl to dla mnie niewyobrazalna meka, a co dopiero jego realizacja... Trudno wyobrazic sobie bardziej wyczerpujaca emocjonalnie prace :(

Kolejne rozmowy - rownie pelne emocji - to kolejne portrety rodziny smolenskiej: ich bohaterami sa stewardesy, panie i panowie ministrzy, general, biskup, a autorami portretow ich nablizsi. Pierwsza mysl: oho, mowia faceci, wiec nie bedzie tak emocjonalnie jak w pierwszym tomie rozmow, ale to nieprawda... Czuc troszke wiecej dystansu, no ale coz - moze dlatego, ze minelo dwa razy wiecej czasu.

To co powtarza sie w rozmowach, to wspomnienie o intensywnosci zycia i radosci z jego czerpania:

"-Moja zona zyla bardzo intensywnie i bardzo szybko. Wszystko chciala miec i zrobic natychmiast (...) Czerpala z zycia maksymalnie...

-Tak jakby spodziewala sie, ze moze Ja cos zlego spotkac?

-Wlasnie tak. Byla niesamowicie glodna zycia, wiecznie go zachlanna."

(Pawel Deresz o Jolancie Szymanek-Deresz)

"-Mlodzi ludzie maja nadspodziewanie potezne poklady sil.

-Natalka byla tego najlepszym przykladem. Ile razy mowilam: " Natalko, moze odpocznij troszke." Wiesz, Asiu, kiedy dzis na to patrze, mam wrazenie, ze Ona tak szybko zyla, jakby podswiadomie miela przeczucie, ze musi jak najszybciej wszystkiego sprobowac. wszedzie byla, wszystko chciala zobaczyc, wyciskala zycie jak cytryne."

(Marek Wrotny, Izabela Januszko o Natalii Januszko)

Sporo tu meskiego punktu wiedzenia na smierc, zalobe, odejscie kogs bliskiego czy radzenie sobie w zyciu "po". Sporo o oswajaniu nieobecnosci - pieczolowicie zachowane wspolne codzienne rytualy sniadaniowe, choc tej drugiej polowki juz nie ma, czy wciaz zapisany w komorce numer do taty i ogromna chec rozmowy... Sporo pytan o zmiany - jak zmienilo sie ich zycie, jak zmienili sie oni sami.

"Mijajacy czas niewiele zmienia. Nieco tylko stepia bol i zabliznia rany. Pozwala natomiast spojrzec na to, co sie stalo, takze z zupelnie innej perspektywy."

(Pawel Deresz)

Sladowo tylko pojawia sie kwestia publicznej zaloby, krzyz, raport MAK-u, komisje, polityka - no, ale pojawia sie, bo niby czemu nie? Skoro kazdy ma w tej sprawie cos do powiedzenia, to dlaczego oni mieliby przemilczec?

W "12 rozmowach o pamieci" pojawia sie tez pytanie o prawde... Mysle, ze trudno byloby napisac ksiazke z wywiadami i nie zadac tego pytania... Najblizej mi do stwierdzenia Jakuba Plazynskiego:

"-Co to znaczy "prawda smolenska"?

-Dla kazedego prawda bedzie czyms innym. Mnie sie wydaje, ze prawda o Smolensku znaczylaby w tym przypadku wyjasnienie faktow, podanie przyczyny z uzasadnieniem. Odnosze wrazenie, ze wszyscy, ktorzy mowia, ze chca tej prawdy, maja od razu twarz Antoniego Macierewicza i moherowy beret. Przykre jest to, ze taka twarz, niestety, dorobiono."

Mysle, ze jesli jeszcze ktos nie ma dosc tej tematyki, a chcialby dowiedziec sie czegos po prostu o ludziach, ktorzy wtedy zgineli, to zarowno jedna, jak i druga ksiazka Joanny Racewicz bedzie ku temu bardzo dobrym sposobem.

 

Joanna Racewicz: "12 rozmow o pamieci. Oswajanie nieobecnosci", Zwierciadlo, 2012

niedziela, 22 kwietnia 2012
Byla sobie kobieta

No, co tu duzo mowic: rozczarowalam sie :( W "Zelaznej Damie" za malo mi bylo i zelaza, i damy... Meryl Streep robila co mogla, ale z kiepskiego scenariusza nie dalo sie stworzyc pelnokrwistej postaci :( 

Dramat biograficzny Phyllidy Loyd "Zelazna Dama" mial opowiadac o Margaret Tatcher, pierwszej kobiecie na czele brytyjskiego - i nie tylko - rzadu. Mial opowiadac o przemianie Margaret Roberts - pyskatej studentki chemii - w kobiete, przed ktora drzal caly swiat... Niestety, film zbudowano na retrospekcjach: na pierwszym planie pokazano zycie starej schorowanej Tatcher, ktora to - jakby mimochodem - pomiedzy urojeniami a piciem herbaty wspomina swoja droge na szczyt...

Niestety, jak dla mnie to zdecydowanie za malo :( Za malo Tatcher w Tatcher :( Z fimu nijak nie mozna sie dowiedziec ani dlaczego zdobyla swoj slynny przydomek (samo dojscie do wladzy, choc bylo trudne, nie uczynilo jej taka zelazna), ani dlaczego byla tak znienawidzona wsrod swoich rodakow... "Zelazna Dama" wydaje sie byc przyzwoitym kinem obyczajowym, ale na pewno nie dobrym filmem biograficznym :(

Powierzchowne muskanie tematow i splycenie TAKIEJ postaci jaka jest Margaret Tatcher nie moglo wyjsc i nie wyszlo filmowi na dobre. Brakuje w nim glebi, pasji i emocji :( Gdzie ta walka? Gdzie kontrowersje?

Ale gra Meryl Streep - rewelacyjna! Moim zdaniem, w pelni zasluzony Oscar :)) Tylko dla niej mozna obejrzec te hstorie: kiedys, na dvd lub tv - jesli sie trafi, to mimo wszystko polecam, ale to tylko ze wzgledu i dla Maryl Streep.



"Zelazna Dama" rez. Phyllida Lloyd, Wlk.Brytania, Francja. 2011

 

środa, 18 kwietnia 2012
Narodziny rodziny

Gdybym nie dostala tej ksiazki - pozyczka od Renaty ;) - to nie wiem, czy bym po nia siegnela... Ksiazka o adopcji? Skoro nie planuje, nie rozwazam, to po co isc w ten temat?

No i po lekturze pamietnika Iwony Jurczenko-Topolskiej "Bociany przylatuja zima" wiem, ze kolejny raz nieslusznie odrzucalam jakis temat: "Bociany..." to nie tylko pisany z humorem i autoironia pamietnik swiezoupieczonej mamy, ale takze interesujace studium narodzin prawdziwej rodziny.



Dwoje doroslych ludzi po przejsciach decyduje sie adoptowac troje rodzenstwa - 3, 5 i 7 lat. Pamietnik mamy to pierwsze dwa lata wspolnego zycia rodziny Topolskich. Co tu duzo ukrywac: to chyba najbardziej intymne zwierzenia jakie kiedykolwiek czytalam: o radosci, o smutku, o wielu problemach wychowawczych, o wzajemnych relacjach, o oswajaniu sie dzieci z nowym domem, nowymi rodzicami, nowymi okolicznosciami, nowym zyciem i rodzacej sie miedzy nimi milosci...

Ale "Bociany przylatuja zima" to nie tylko wspomnienia & anegdotki: to przede wszystkim dowod jak wazna jest praca z dzieckiem, nie tylko adoptowanym. Trudna, czesto zmudna, z slabo widocznymi rezultatami (bo chcialoby sie juz, teraz, a tu trzeba cierpliwie poczekac)... Rzeczywistosc nie jest ani fajna, ani mila... Ale Iwona Jurczenko-Topolska w przystepny sposob opisuje nawet najtrudniejsze chwile - dzieli sie swoim doswiadczeniem, ale nim nie przygniata.

Decyzja o adopcji to musi byc potwornie trudna decyzja, a decyzja to adopcji trojki dzieci jest juz dla mnie kosmicznie i niewyobrazalnie trudna... Ale dobrze, ze sa ludzie, ktorzy sie na to decyduja :) O swoich wyobrazeniach Iwona Jurczenko-Topolska pisala m.in tak:

" Nas dziwilo juz coraz mniej. To znaczy na poczatku troche dziwilo: ze dzieci nie wiedza, jak sie bawic klockami, ze siedmioletnia dziewczynka nie wie, do czego sluzy skakanka, ze piecioletni chlopczyk oglada z szacunkiem lezacy na stole pomidor i pyta "co to jest?", a trzylatek nie wie, gdzie ma kolano, ale zna pietrowe przklenstwa, ze dzieci z taka radoscia rozpoznaja rzeczy im bliskie, na przyklad denaturat, ze sledz jesz lepszy od braku sledzia, ze w wannie mozna sie kapac i ze ta woda jest ciepla, ze jogurt dostaje sie nie tylko w szpitalu, bo jest w domu, ze gdy stlucze sie butelka, to nie trzeba sie chowac, bo stluczona butelka nie jest do bicia kogos, lecz do wyrzucenia, i ze ten sliczny kwiatek nazywa sie stokrotka. Moglo nas nie dziwic, ze dzieci nie wiedza, ktora reka jest prawa, a ktora lewa, ale dziwilo nas troche, ze nie wiedza, co to znaczy chodzic na palcach, a co na pietach. Dzis nas dziwia juz tylko rzeczy absolutnie zdumiewajace, na przyklad to, jakim cudem dzieci, ktore cale swoje dotychczasowe zycie spedzily w wiosce otoczonej lasami, nie wiedza, co to sa jagody i poziomki i ze mozna je jesc?.

Nie, nie balam sie ogromu pracy. Watpie, czy zdawalam sobie z tego sprawe, nie pamietam, zebym o tym w ogole myslala. To znaczy, zebym myslala o tym w kategoriach ilosci pracy. Po prostu - mamy dzieci i trzeba sie nimi zajac."

 

Mysle, ze to trudna, ale udana lektura - nie tylko dla rodzicow adopcyjnych czy rozwazajacych adopcje. Dobra ksiazka o rodzicielstwie jest dobra lektura dla kazdego :)

Do "Bocianow..." dolaczona jest ksiazeczka, ktora napisala mama Iwona dla swoich dzieci: Mama napisala jak powstala ich rodzina, a Dzieci - Ania, Pawelek i Dominik - ja zilustrowaly. Sympatyczna :)

"Droga z piekla do raju, niezwykla historia z happy endem. Brzmi jak bajka, a jest najprawdziwsza prawda." - to z opisow wydawniczych... Wydana w 2005 roku historia rodziny Topolskich wtedy miala happy end...

Dzis, poszukujac informacji na temat tej ksiazki, znalazlam info, ze Iwona Jurczenko-Topolska zmarla w 2011 roku :( Czyli happy endu jednak nie ma :(

Choc dzieci mialy pelna, szczesliwa rodzine przez 8 lat...



Iwona Jurczenko-Topolska: "Bociany przylatuja zima", wyd. Historia i Zycie, 2005

czwartek, 12 kwietnia 2012
99/100 + rozwazania terminowe

Zostalo nam 99 dni do konca, czyli do terminu porodu :)

Nie obrazilabym sie, gdyby Bambino zechcialo ewakuowac sie jakies 2 do 3 tygodni przed czasem... Ale naprawde tylko 2 do 3 tygodni... Ciaza powoli mi ciazy, a i codzienne zastrzyki/leki/dieta sytuacji nie poprawiaja :( Policzylam, ze skoro ciaze uznaje sie za donoszona w 37 tygodniu, a za przenoszona dopiero w 42, to urodzic - legalnie - moge miedzy 28 czerwca a 3 sierpnia... Niezly rozstrzal, nie?

Zwazywszy, ze mecz finalowy Euro odbedzie sie 1 lipca, a Igrzyska w Londynie rozpoczna sie 27 lipca, to chcialabym sie zmiescic w tym przedziale:) Tylko czy Bambino sie na to zgodzi? Klara byla laskawa pojawic sie na swiecie niespelna 6 tygodni wczesniej, akurat po rozpoczeciu Igrzysk Olimpijskich w Vancouver, na ktore mialam taka ochote...

Zapisalam sie na kurs przygotowujacy do porodu i po kolei zwiedzam okoliczne porodowki - w ciazy z Klara nie mialam ani mozliwosci, ani ochoty, a teraz to nawet hajlajt miesiaca: wyjsc gdzies samej, bez dziecka, bez wozka, pobyc wsrod doroslych ludzi i jeszcze sie czegos dowiedziec :)

Bambino wciaz bezimienne... Cos nie mozemy sie zdecydowac, choc trzeba przyznac, ze lista - i tak krotka, bo uwzgledniajaca wszelkie ograniczenia jakie mamy bedac rodzina polsko-niemiecka - jest coraz krotsza. W kazdym razie jest prawie pewne, ze imie bedzie raczej niespotykane w Polsce...

Obwod brzucha: rowne 100cm :)

Zdjec na razie brak - cos nie moge sie zebrac, zeby je zrobic :( Ale jak tylko zrobie, to obiecuje wstawic! Cypiskowy brzuch byl, to i Bambino bedzie :)



wtorek, 03 kwietnia 2012
Kryminal nie calkiem na serio

Tej ksiazce zdecydowanie nie sluza analizy i doszukiwanie sie jakichs ukrytych motywow... Im wiecej czasu mija od lektury, tym mniej mam do napisania... Ale zle nie bylo ;)



cdn...

Upss, gdzies wsadzilam te ksiazke i nie moge znalezc :( A dopoki nie znajde, to nic nie napisze /potrzebuje cytatow/...





sobota, 24 marca 2012
Przyjazn po francusku

Choc ostatnio rzadko wybieram sie do kina, ale jesli widze w programie film francuski, to ide w ciemno. Od pewnego czasu bowiem kino francuskie stalo sie dla mnie synonimem dobrego kina :) A to za sprawa dwoch filmow: dramatu "Niewinne klamstewka" i komedii "Nietykalni".

Dramat Guillame´a Caneta "Niewinne klamstewka" to opowiesc o osmiorgu przyjaciol z Paryza, ktorzy co roku spedzaja wakacje w nadmorskim domku jednego z nich, Maxa (w tej roli swietny François Cluzet). W tym roku plany wyjazdowe chwilowo staja pod znakiem zapytania, a to ze wzgledu na ciezki wypadek i spiaczke jednego z nich...

O dziwo, przyjaciele postanawiaja jednak wyjechac (skoro tamten i tak lezy & spi...) w okolice Bordeaux i ciesza sie latem... O pozostawionym w paryskim szpitalu przyjacielu rozmawiaja w sumie malo i niechetnie - wazniejsze dla nich staja sie ich wlasne rozterki milosne :(

Film jest dosc dlugi - dwie i pol godziny - ale jako widz w ogole nie czulam ani uplywu czasu, a ni tym bardziej znuzenia fabula. Co wiecej, wspominam go jako bardzo inteligentny i wzruszajacy film o przyjazni i milosci :) W dodatku jedna z glownych rol gra w nim Marion Cotillard, ktora juz spodobala mi sie u Woody´ego Allena ("O polnocy w Paryzu") i teraz wszedzie jej wypatruje :)

Nie wiem, czy "Niewinne klamstewka" kiedykolwiek trafia do kin w Polsce - obawiam sie, ze nie :( No, ale moze wpadna komus w rece w wypozyczalni dvd lub w oko na jakims festiwalu/przegladzie kina francuskiego... Polecam, bo naprawde warto.

Niestety, nie ma polskiego zwiastunu, ale tu mozna obejrzec angielski:

 

Drugim francuskim filmem, ktory mnie zachwycil jest komedia Oliviera Nakache i Erica Toledano pt "Nietykalni"  - ten film jest ogromnym przebojem nie tylko we Francji (ok.17 mln widzow), ale i w Niemczech (ok.3 mln widzow). Na polskie ekrany ma wejsc ok. polowy kwietnia, wiec i w Polsce bedzie mial szanse stac sie wiosennym hitem :)

"Nietykalni" to opowiesc na podstawie prawdziwej historii pewnego chorego mezczyzny i jego pielegniarza. Sparalizowany po wypadku milioner /w tej roli rowniez François Cluzet / zatrudnia jako pielegniarza czarnoskorego chlopaka z przedmiesc dajac tym samym i jemu, i sobie szanse na poznanie calkiem innego sposobu na zycie...

 

Historia przyjazni Phillipe´a i Drissa - zderzenie dwoch skrajnie roznych swiatow - opowiedziana jest w sposob dynamiczny, niesamowicie optymistyczny, no i z takim pozuciem humoru, ze az sie dziwie dlaczego tylko 17 mln Francuzow dalo sie skusic :) Ich przyjazn i przygody sa tak zaskakujace, ze nie da sie kolo tego filmu przejsc obojetnie...

Obydwa filmy moge polecic ze spokojnym sumieniem :)

 

"Niewinne klamstewka" , rez. Guillaume Canet, Francja 2010

"Nietykalni", rez. Olivier Nakache, Eric Toledano, Francja, 2011

piątek, 23 marca 2012
Kolejny prezydent

Przyznam, ze jesli chodzi o polityke niemiecka, to tak calkiem sie jeszcze nie wgryzlam... Jednak malo mi sie podoba sytuacja, kiedy to podczas mojego trzyipolletniego pobytu tutaj, Niemcy maja juz trzeciego prezydenta (!)

Najpierw byl Horst Köhler /ekonomista/:



/zrodlo:www.wikipedia.pl/

Ustapil z urzedu w 2010 roku na fali krytyki swojej wypowiedzi radiowej dotyczacej interwencji w Afganistanie... Innymi slowy: obrazil sie i poszedl sobie :(

Potem byl Christian Wulff /adwokat, byly premier Dolnej Saksonii/:



/zrodlo:www.wikipedia.pl/

Nabyl sie prezydentem 598 dni - ustapil na fali jeszcze wiekszej krytyki zwiazanej z afera korupcyjna... Innymi slowy: moze brak, a moze nie bral, w kazdym razie teraz na pewno wezmie /dozywotnio: pensje eksprezydenta w wysokosci 200tys € rocznie/ - oj, pozostal duzy smrodek :(

W poniedzialek odbyly sie wybory prezedenckie (tu prezydenta wybiera Zgromadzenie Narodowe, czyli przedstawiciele Bundestagu i Bundesratu), a dzis zaprzysiezono tego kolejnego - Joachim Gauck jest bylym pastorem i znanym dzialaczem opozycyjnym z czasow b.NRD. Byl tez szefem Federalnego Urzedu ds. Akt Stasi.



/zrodlo:www.wikipedia.pl/

Z tego co zauwazylam z rozmow przy stolach + tv & prasa, Gauck cieszy sie wsrod Niemcow spora sympatia, a narod poklada w nim nadzieje na podreperowanie nadszarpnietej reputacji urzedu prezydenta Republiki :) W kazdym razie, podobnie jak Horst Köhler, w swoja pierwsza podroz zagraniczna nowy prezydent pojedzie do Warszawy :)

Tyle polityki :)

A z ciekawostek: Gauck oficjalnie jest zonaty, ale od 12 lat zwiazany jest z inna kobieta i to ona zostala First Lady...

I szpileczka: ciekawe, czy wytrzyma cala piecioletnia kadencje ;) Nie dosc, ze i tak nie ma za duzo do roboty - funcja gl.reprezentacyjna -, to jeszcze jakas taka pechowa...

Tagi: Niemcy
22:12, kwiecienka1 , polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 marca 2012
Przygotowania

Od kilkunastu tygodni przygotowujemy Klare na przybycie rodzenstwa... Szczerze mowiac, raczej z miernym skutkiem (wydaje sie nic nie rozumiec, ba, uwielbia - mimo zakazow - maltretowac moj brzuch), wiec do zwyklych pogadanek + wizyt u lekarza dolaczyly ostatnio argumenty wizualne: ksiazeczki :)

Na razie mamy 2 niemieckie i 1 polska (prezent od cioci Agaty).

Nasz najwiekszy skarb to "Hurra, mein Geschwisterchen. Ein Klapp- und Entdeck-Buch" Trixi Haberlander - tu furore zrobily zakladki i schowki :)) Klara uwielbia za nie zagladac i jest to ostatnio jej ulubiona ksiazeczka:







Druga ulubiona ksiazeczka jest "Mama, Papa, ich und du: Ein Geschwisterchen kommt" Sabine Kraushaar i Sonji Fiedler. Tu - oprocz obrazkow - mamy dwie dodatkowe atrakcje: glowna bohaterka ma na imie Klara, a na koncu ksiazeczki sa papierowe figurki do wyjecia i zbudowania karuzeli /takiej niby nad lozeczko/ dla spodziewanego rodzenstwa :)







Naszym jednym polskim zrodlem wiedy w temacie jest "Czekamy na dzidziusia" Nathalie Belineau /seria "Obrazki dla maluchow"/ - troche jeszcze zbyt powazna, ale w sumie nie wzgardzona :) Mysle jednak, ze ta bardziej przyda sie nam w okresie poszkiwania odpowiedzi na pytania "skad sie wzielam", czyli - na szczescie - jeszcze nie teraz...







Aktualnie temat odswiezamy mniej wiecej raz w tygodniu i obowiazkowo przed kazda wizyta u lekrza - tam dodatkowo Klara moze spojrzec na usg, choc do tej pory nie wzbudzilo to w niej wiekszego zainteresowania... A tak dokladniej: obiekt badania uwidoczniony na monitorze - nuda, sam sprzet - fascynacja od pierwszego wejrzenia! Tyle tam guziczkow i przyciskow :))) I nawet raz mogla nacisnac specjalny guzik i zdjecie wyjechalo... Szal :)

 

Trixi Haberlander: "Hurra, mein Geschwisterchen!: Ein Klapp- und Entdeck-Buch", wyd. arsEdition, 2008, zalecany wiek: + 24m

Sabine Kraushaar, Sonja Fiedler: "Mama, Papa, ich und du: Ein Geschwisterchen kommt. Mit Mobile zum Basteln.", wyd. Oetinger, 2005, zalecany wiek: +2 lata 

Nathalie Belineau: "Czekamy na dzidziusia. Obrazki dla maluchow.", Wydawnictwo Olesiejuk, 2011

poniedziałek, 05 marca 2012
Rodzina jak Hawaje

Z mieszanymi uczuciami wybralam sie na ten film: oceny zarowno filmu, jak i roli George´a Clooneya w recenzjach prasowych i ineternetowych byly rozbiezne... Od entuzjastycznych po takie sobie.

Ja tam nie mam nawet jak wybrzydzac - jak mam czas, to ide do kina i juz na starcie jestem zachwycona ta mozliwoscia... Na korzysc "Spadkobiercow" zadzialala tez sama obecnosc w obsadzie George´a Clooney´a i zgrabny zwiastun.

"Spadkobiercy" to historia z zycia wzieta: jest facet, Matt King, ktory ma wszystko - fortune, piekna zone, dwie corki, a do tego mieszka na Hawajach... Choc raczej mozna powiedziec, ze mysli, ze ma wszystko... Szybko bowiem okazuje sie, ze piekny swiat w jednej chwili moze runac jak domek z kart - zona po wypadku na motorowce lezy w spiaczce, a on nagle zdaje sobie sprawe, ze nie ma pojecia jak zajac sie corkami (10 i 17 lat), bo  ostatni raz poswiecil im czas jakies szesc-siedem lat wczesniej... Nie wie jak z nimi rozmawiac, nie zan ich...

Rodzina Matta Kinga jest jak Hawaje - kazdy jest osobna wyspa i choc razem tworza archipelag, to jednak niewiele ich laczy - to dla niego zimny prysznic :(

Teraz polaczyl ich wypadek matki i - jakby nie bylo - problemy z wzajemnym zrozumieniem i porozumieniem sie. Do tego na horyzoncie pojawil sie wspolny cel: odszukac kochanka matki, zanim ta umrze...

Dramat Alexandra Payne´a /adaptacja ksiazki hawajskiej pisarki Kaui Hart Hemmings/ na pewno nie jest filmem roku, ale moim zdaniem chocby dla Clonney´a warto rzucic okiem - rola Matta Kinga bardzo rozni sie od rol, ktore dotychczas grywal: podstarzaly, nieogolony facet w hawajskiej koszuli i klapeczkach to nie jest to, co widzimy myslac George Clooney :) Za te role dostal "Zloty Glob", choc filmu nie uratowal...

W tle lokalna muzyka (niestety, piosenki Biffy Clyro "Many of Horror" ze zwiastunu nie ma w filmie...)  i Hawaje, jednak nie piekne i kolorowe niczym z folderu, a szare & brzydkie - rozczarowujace po prostu.

Trudno mi jednoznacznie polecic lub odradzic ten film :( Spodziewalam sie czegos wiecej, ale obejrzenia nie zaluje.



"Spadkobiercy", reż. Alexander Payne, USA, 2011

Tagi: dramat
16:47, kwiecienka1 , filmy & aktorzy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lutego 2012
Chociaz tyle

Mialam troche popisac /zebralo mi sie "materialu"/, ale nastroj nie ten...

Moja tesciowa odeszla (*)

Zmarla we snie, spokojnie. Mamy nadzieje, ze nie cierpiala, ale niestety o Alzheimerze, chorobach mozgu i odczuciach chorych, ktorzy juz nie sa w stanie sie komunikowac, wciaz wiadomo tyle co nic, wiec na nadziei musimy poprzestac.

W kazdym razie, jesli cierpiala, to juz nie cierpi.

Chociaz tyle. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Dodatki na bloga
Daisypath Anniversary tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Fourth Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Second Birthday tickers Co czytać?