sobota, 14 września 2013
Historie portugalskie

Ostatnio mialam okazje obejrzec dwa filmy z Portugalia w tle :) Portugalia to moja wielka slabosc, wiec do kina szlam bardzo pozytywnie nastawiona... Nie wiem, jak z dostepnoscia tych filmow w Polsce, ale moze kiedys trafia do kin/na dvd/ do telewizji... W kazdym razie goraco moge polecic:

"Nocny pociag do Lizbony" - adaptacja bestselleru Pascala Merciera z 2004 roku (w obszarze niemieckojezycznym sprzedano ponad 2 miliony egzemplarzy). Raimund Gregorius /Jeremy Irons/, profesor laciny, greki i hebrajskiego z Berna, pewnego dnia przypadkowo spotyka i ratuje przed samobojstwem mloda dziewczyne, ktora uciekajac gubi pewna ksiazke... W ksiazce Gregorius znajduje dwa bilety na nocny pociag do Lizbony, wiec postanawia porzucic swoje poukladane zycie i rozpoczyna nieplanowana podroz & lekture. Po dotarciu do Lizbony jest juz pewien - musi odnalezc autora: Amadeu de Prado. Jego refleksje, pytania o sens zycia oraz sama postac autora prowadza Gregoriusa do wnetrza samego siebie...

 Jak to najczesciej bywa, ekranizacja nie dorownuje ksiazce, ale zdecydowanie warta jest obejrzenia! Podroz Raimunda do Portugalii, poszkiwania Amadeu oraz rekonstrukacja jego biografii, a do tego przepiekna Lizbona to wymarzone watki, z ktorych zrobiono calkiem interesujacy film :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Nocny_pociag_do_Lizbony_foto.jpg

Przed seansem warto jednak siegnac po ksiazke lub choc troche poczytac o historii Portugalii - niestety, w przeciwnym razie sporo moze umknac :/ No coz, ekranizacje maja to do siebie, ze czesto uproszczaja przedstawiana historie.

No i bardzo, ale to bardzo brakowalo mi jezyka portugalskiego :( Jakos tak dziwnie bylo ogladac ten film i Lizbone, i nie slyszec tej melodii...

**********

Druga historia to francuska komedia pod niemieckim tytulem "Portugalia, moja milosc"/tytul oryginalny: "La cage doree", czyli zlota klatka/ - wpisujaca sie w caly szereg francuskich komedii opowiesc o rodzinie portugalskich emigrantow z Paryza. Maria i Jose Ribeiro od ponad trzydziestu lat mieszkaja we Francji, ale ani sie niezasymilowali, ani tak naprawde nie maja takiego zamiaru... Pewnego dnia otrzymuja list od notariusza z informacji o spadku i zwiazanym z nim warunkiem: aby orzymac winnice oraz dom rodzinny Jose musza wrocic na stale do rodzinnego kraju... Maria i Jose musza wiec zdecydowac, czy chca pozostawic we Francji urodzone juz tam dzieci, rodzine & przyjaciol, czy zostawic wszystko i wyjechac...

Ruben Alves, ktory sam jest dzieckiem portugalskich imigrantow, wyczarowal kolejna superkomedie :) Troche Francji, troche Portugalii, troche stereotypow na temat obydwu narodow...

Oryginalny tytul trafniej opisuje polozenie glownych bohaterow - sa zamknieci w zlotej klatce i zanim wreszcie podejma decyzje, czy chca ja opuscic, wiele sie wydarzy :)

Film bardzo udany, cieply, rodzinno-serdeczny.

 

Moje oceny: odpowiednio 5/6 i 4/6


 

"Nocny pociag do Lizbony" /"Night Train to Lisbon"/, rez, Bille August, Niemcy, Szwajcaria, Portugalia, 2013

"Portugalia, moja milosc" /"La cage doree"/, rez Ruben Alvez, Francja, Portugalia, 2013

środa, 04 września 2013
Personal best

Chyba pobilam swoj wlasny rekord w nieobecnosci na blogu... Musialabym sprawdzic ile trwala przerwa poporodowa, ale pewnie tylko ciut dluzej, wiec skoro teraz nie mam takiej wymowki, to aktualne zaniedbania wysuwaja sie na pierwsze miejsce.

No nie bede obiecywac, ze od jutra siadam & pisze, ale postaram sie :)

Zaczne, oczywiscie, od Holowni.

Moze nawet jutro.

 

 

Chyba zamieniam sie w Scarlet O`Hare - wszystko tylko jutro i jutro.

"W najblizszym czasie"  jest w sumie uczciwiej ;)

sobota, 17 sierpnia 2013
Zapiski podrozne katolika

Przyznaje, ze mam slabosc do Szymona Holowni.

Nie jestem w nim bezktyrycznie zakochana, ale do tej pory kupowalam jego ksiazki "w ciemno"Czasem krocej polezaly na polce, czasem dluzej. Nigdy jednak zadnej nie odlozylam nieprzeczytanej.

Najnowsza - "Last minute. 24h chrzescijanstwa na swiecie" - kupilam, polezala sobie na polce, a z w koncu ja przeczytalam, a teraz mam czas, zeby o niej pomyslec & cos napisac. Pierwsza mysl: w sumie fajna, ale od teraz raczej przejrze jakies recenzje przed zakupem... Rozczarowanie? Nie do konca, ale zachywtow tez nie ma... Zupelnie jakby to nie Holownia pisal :(

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Holownia_24hchrzescijanstwa.jpg

Szymon Holownia postanowil wybrac sie podroz zycia - nie bylo to jednak all inclusive na Dominikanie czy piesza pielgrzymka Droga Jakuba - Szymon Holownia przejechal sie dookola swiata odwiedzajac swoja rodzine, czyli po prostu innych chrzescijan. Po co? Jak sam pisze, po to zeby przewietrzyc troche swoje spojrzenie na Kosciol i pozbyc sie duchoty naszych polskich sporow... Swiat jest pelen czlonkow tej rodziny: Papua Nowa Gwinea, Australia, Honduras, Guam, Filipiny, Turkmenistan... Wlasnie spotkania i rozmowy z innymi chrzescijanami to istota tej ksiazki.

Spotkan i rozmow jest wiele i nie sa one sobie rowne; Holownie podzielil swiat na sterfy czasowe i odwiedzil kazda z nich - w kazdej spotkal chrzescijanina, ktorego historie chcial nam przekazac. Wiadomo, podroz dookola swiata nie moze dlugo trwac (to nie te czasy), wiec niestety pospiech jej towarzyszacy czesto pozostawia w czytelniku wrazenie, ze autor skupil sie na ilosci kosztem jakosci.

Do najciekawszych spotkan - ktore do dzis zostaly mi w pamieci, a pisze to kilka tygodni po lekturze - naleza dwa z przeciwleglych zakatkow wiata:

- Tegucigalpa (Honduras) i kardynal Oscar Andres Rodriguez Mardiaga, ktory po swej diecezji musi poruszac sie w towarzystwie ochrony, mimo to nawet zdodbyl licencje pilota, zeby bez problemu moc dostac sie do tych, ktorzy go potrzebuja

- Ukarumpa (Papua Nowa Gwinea) i misjonarze-lingwisci tlumaczacy Biblie na wymierajace jezyki; wsrod nich jedna Polka, ktora w dziesiet lat przelozyla Slowo Boze na jezyk seimat (ktorym mowi moze kilkadziesiat ludzi).

Pozostale rozmowy byly mniej lub bardziej ciekawe - w ich odbiorze bardzo przeszkadzal mi jednak wlasnie panujacy w ksiazce chaos: nie rozumiem rozplanowania spotkan (ani chronologoczne, ani geograficzne), troche gubilam sie skad i dokad polecial, skad wzial mu sie pomysl, zeby akurat ci ludzie trafili do ksiazki - przypadek? A moze przeznaczenie?

Jednak troche Holowni w Holowni bylo :) Humor nie zanikl, choc miejscami opisy byly zbyt kwieciste :)

"Od ponad pol godziny kontempluje nieskazitelnie usmiechniete oblicze lokalnego taksowkarza, ktory najpierw podnosil do gory tabliczke z moim nazwiskiem, zapisanym jako "Euoleouwnea" (mam zasade, ze podchodze, gdy zgadaja mi sie trzy lub cztery litery), a gdy potwierdzilem swoja tozsamosc, rozpromienil sie i z mina spelnionego magika wyciagnal zza plecow druga, z nazwiskiem jakiejs damy."

"Emocje na pokladzie zaczynaja sie, gdy samolot bierze kierunek na jedna z przeleczy w pasmie wokol lotniska, tyle ze lecacy tu po raz pierwszy pasazer nie wie, ze to przelecz, i szybko przewija w glowie wiadomosci pozyskane na lekcjach religii, probujac ustalic, jaki swiety moze pomoc, gdy samolot chce wyladowac w leie rosnacym na zboczu gory."

Ostatecznie jest to ksiazka bardziej religijna niz podroznicza /i mysle, ze przy tym Holownia powinien pozostac/- taki przeglad podejscia do chrzescijanstwa na swiecie + spostrzezenia autora, czasem mniej lub bardziej osobiste, lecz zawsze obecne.

"Jako zblazowany europejski chrzescijanin wiedzialem co prawda, ze moi bracia w roznych zakatkach swiata miewaja ostro pod gorke, ale tu po raz pierwszy mialem miec do czynienia z osoba, ktora naprawde w kazdej chwili moze zginac tylko dlatego, ze podobnie jak ja wierzy w Jezusa Chrystusa."

"Im dluzej slucham ewidentnie cieszaceego sie tym kontaktem i co chwila wtracajacego jakis dosadny zart Dunstana, tym jasniej widze to, co stanowi istote Pluscarden - to miejsce, w ktorym odkrywasz, ze oddajac sie Bogu, nie trafiasz w niewole, lecz odzyskujesz wolnosc."

Widac, ze Holownia wlozyl w "Last minute..." sporo pracy, ale sama ksiazka wydaje sie napisana troche wlasnie last minute :( Do polecenia fanom autora i tematyki okoloreligijnej. Fani literatury stricte podrozniczej beda raczej zawiedzeni...


 

Moja ocena: 3/6

Ksiazke dolaczam do wyzwania "Z litera w tle"


 

Szymon Holownia: "Last minute. 24h chrzescijanstwa na swicie", wyd Znak, 2012

piątek, 16 sierpnia 2013
(*)

 

"Urodzilem sie 29 czerwca 1930 roku. Nie pamietam, jak to sie stalo, i musze tylko w to wierzyc. Zapytany przed sadem, czy urodzilem sie rzeczywiscie, nie moglbym przysiac, bo osobiscie niczego sobie nie przypominam. Jezeli istnieje jakies inne zycie po smierci, prawdopodobnie tak samo nie bede pamietal mojego umierania. Troche to smutne, bo to znaczy, ze ani tego, ze jestesmy, ani tego, ze nas nie ma, nie mozemy byc pewni."


Slawomir Mrozek: "Varia. Zycie i inne okolicznosci."

 



piątek, 09 sierpnia 2013
Zabieg

Upaly juz sie skonczyly - przynajmniej u nas :) Powoli wiec wracamy do normalnego zycia, choc od kilku dni nic nie jest, tak jak dawniej...

Tydzien temu w klinice dzieciecej w Sankt Augustin Klara pozegnala 3 zabki...Tylne, wiec nie widac, ale to jedyna dobra rzecz w tej historii.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/klara_klinik_1a.jpg

Niestety, to byla prochnica butelkowa :(( Zabki byly myte minimum dwa razy dziennie, o zdrowe jedzenie zadbalismy, ale o piciu zapomnielismy - sok jablkowy i mleko nas rozlozyly :/... Moralniaka mam do dzis i pewnie jeszcze dlugo bede miec :(

I tak mielismy szczescie, ze dalo sie je usunac pod narkoza, bez bolu & strachu. Nie bez znaczenia jest tez, ze caly zabieg (+ narkoza) byl bezplatny - jak sobie tylko pomysle, ile kosztuja takie rzeczy w Polsce, to az mi sie slabo robi...

No nic, Klara ma takich gapowatych rodzicow, jakich ma, ale od teraz beda uwazac ;)

Sama pacjentka wszystko zniosla bardzo dzielnie - i wkluwanie sie, i zabieg, i wybudzanie, i cale te okolooperacyjne nieprzyjemnosci:

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/klara_klinik_2aa.jpg http://heskiemigawki.blox.pl/resource/klara_klinik_3aa.jpg

Najgorzej wspomina zakladanie wenflonu, choc wielkiego rabanu tez nie bylo. O bolu zabkow juz prawie calkiem zapomniala, o narkozie tez. Mowiono nam, ze dzieci szybko sie po niej zbieraja, ale zeby az tak? :) Godzine po ukladala ze mna puzzle na lozku, a dwie godziny po wybudzeniu skakala po lozku jakgyby nigdy nic...

No i: niespodzianka dnia -  po tym jak sie juz wybudzila i odpoczela, przyszli dentysta i anestezjolog i przyniesli LODY :D

Oczywiscie, nie mogla odmowic...

piątek, 26 lipca 2013
Jerzyk vel Jureczek

No i jest imie :) A raczej imiona!

George Alexander Louis :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/baby_george.jpg

Usmialam sie jak norka - podczas ciazy Kate chodzily mi po glowie potencjalnie krolewskie imiona, a ze Klara miala wtedy faze na swinke Peppe, to smialam sie, ze albo bedzie Peppa, albo George...

Do tego w jednym z odcinkow wystepuje baby Alexander (kuzyn Peppy & Georga) i nawet mi przeslo przez mysl: o, zestaw George Alexander jest niezly, ale szczerze przyznam, ze wtedy bardziej podobala mi sie Princess Peppa :P

No ale jest ksiaze Jerzyk...

Swoja droga, ciekawe jak wejdzie do polszczyzny: jako George czy jako Jureczek? Starsze pokolenie Windsorow ma spolszczone imiona (Elzbieta, Filip, Karol, Andrzej...), ale mlodsze juz nie (William, Kate, Harry, Beatrice...) - George brzmi strasznie dostojnie, ale Jureczek zbyt familiarnie :)

Jerzyk? Jerzy? Baby Jerzy?

Tagi: Anglia
11:10, kwiecienka1 , Heskie migawki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 lipca 2013
Niemcy

Trudno wyobrazic sobie bardziej opiniotworczego niemcoznawce niz profesor Bartoszewski.

Ze swieca szukac wiekszego erudyty, lepszego gawedziarza czy tez historyka z jeszcze bardziej ironicznym poczuciem humoru i cietym jezykiem.

Ale jeszcze trudniej jest napisac chocby krotka notke o jego ksiazce :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/oniemcachipolakach.jpg

Krotko mowiac "O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje"  to refleksje profesora na temat stosunkow polsko-niemieckich od czasow powojennych do wspolczesnosci. O dziwo Wladyslaw Bartoszewski zaczyna swoje polsko-niemieckie wspomnienia nie od obozu w Auschwitz, a od stalinowskiego wiezienia w czasach powojennych, w ktorym siedzial u boku esesmanow czy zolnierzy Wehrmachtu...

Historia Bartoszewskiego to historia oczami Niemcow, ktorych spotkal na swojej drodze: od bylych esesmanow po politykow najwyzszego szczebla, od korespondetow najwazniejszych czasopism po studentow uniwersytetow, na ktorych wykladal. A takze duchowienstwo, intelektualna elita, zwykli Niemcy...

"O Niemcach i Polakach" polyka sie szybko :) Zupelnie jak nie ksiazke historyczna! Opowiesc, anegdotki, dygresje, porterty mniej lub bardziej znanych w Polsce Niemcow, sympatie i antypatie profesora... No i szczypa /w zasadzie nawet garsc/ humoru nie pozwala sie nudzic:

"Poprosiłem Helmuta Kohla, by w programie wizyty w Polsce uwzględnił Auschwitz. On mi na to: »Ale ja tam byłem«.

»Ja też« – odpowiedziałem"

Moglabym wymienic tu dziesiatki takich cytatow-smaczkow, ale bylo ich tak duzo, ze nie moglam sie zdecydowac...

Ponad szesciusetstronicowa ksiege zredagowali Rafal Rogulski (wieloletni asystent profesora) i Jan Rydel (profesor UJ, niemocoznawca) - przeprowadzili oni takze dlugi wywiad z Bartoszewskim, a takie opracowali caly dodatek do jego gawedy: przewodnik-kompendium po historii Niemiec i stosunkow polsko-niemieckich /watro zaczac lekture od tej czesci - przypomina, wyjasnia, ulatwia zrozumienie/, wskazowki bibliograficzne oraz zaczyli kluczowe dla pol-niem stosunkow teksty /traktaty, przemowienia, wystapienia, kazania.../ -> brzmi zlowieszczo, ale przygotowany jest przejrzyscie i warto do niego zajrzec.

Nie ma dobrych ksiazek historycznych bez zdjec, wiec i tutaj ich nie brakuje :)

Niestety, troche dzga po oczach taka germanofilia... Po lekturze mam wrazenie, ze profesor celowo uniknal trudnych tematow, a panowie wspolpiszacy dyskretnie nie zadawali pewnych pytan :(

"O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje" na pewno nie jest lektura idealna. Na szczescie jest na tyle dobra - a nawet bardzo dobra -  zeby nie tylko osoby zainteresowane ta tematyka, ale takze laicy chcacy poszperac w zawilosciach stosunkow miedzynarodowych, nie poczuli, ze przygniotlo ich 650 stron historii :)

 

Moja ocena 5/6

Ksiazke dolaczam do wyzwania literackiego "Z litera w tle"

 

Wladysław Bartoszewski: "O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje", Wydawnictwo Literackie, 2010

poniedziałek, 15 lipca 2013
Jeszcze nie

Przyznam, ze dalam sie wciagnac w oczekiwanie na pierwsze dziecko Williama & Kate...

Najbardziej interesuje mnie imie przyszlego krola/przyszlej krolowej :) Mam nadzieje, ze nie bedzie to Diana :/

Nie jestem zagorzala fanka dworow krolewskich, ale jakos to lubie :)

W zasadzie wlasnie "tylko" lubie, a to troche za malo, zeby wiedziec o wszystkim: miesiac temu z robocza wizyta w Wiesbaden byl holenderski krol z malzonka i ja to przegapilam... Szkoda, bo bym sobie chetnie obejrzala z bliska krolowa Maxime :) No, ale to se ne vrati

Co do dziecka - obstawiam dziewczynke!

Tagi: Anglia
11:33, kwiecienka1 , Heskie migawki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 lipca 2013
1

4 lipca Julis skonczyl roczek!

Nie bede tu pisac, ze czas tak szybko mija, bo to - jak mawia klasyk - oczywista oczywistosc :) Dopiero toto wyciagneli z maminego brzucha, a juz smiga, ze sie za nim kurzy :)

Jeszcze na czterech, ale pewnie juz niedlugo na dwoch.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/julis_roczek.jpg

Roczny Julis - juz po bilansie - wazy 9,5kg i mierzy 76cm :)

Urodziny swietowalismy skromnie - mala tartaletka z symboliczna swieczka...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/julis_roczek1.jpg

Wieksza impreza, taka z tortem, jeszcze przed nami, ale nadrobimy jeszcze w tym miesiacu :)

Prezentem urodzinowym byl tunel :) I byla to milosc od pierwszego wejrzenia...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/roczek_julisia_1.jpg

Oprocz wyzej wymienionych danych technicznych Julian:

- moze sie pochwalic 5 zabkami, kazdym w innej fazie wzrostu, a wiec i dlugosci

- lubi odbierac starsza siostre z przedszkola

- podobnie jak i ona w tym wieku, nie cierpi jazdy autobusem/pociagiem (co nie jest najfajniejsze, bo przeciez jakos musimy do tegoz przedszkola dojechac...)

- zajada sie truskawkami, czeresniami, czerwonym agrestem, gotowanym kurczakiem z zupy, ziemniaczkami & preclami

- trzeba chowac przed nim papier :/ nic nie trafia szybciej do buzi niz kartki papieru, papier toaletowy, reczniki kuchenne, poczta, gazety, kolorowanki...

- ma ulubione zabawki:

a) wszelkie dzwiekowe cuda :)

b) wszystko co ma kabel

- umie zrobic "pa pa" i przybic piatke

 

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/1julis_na_roczek.jpg

Bardzo dziekujemy za wszystkie zyczenia & kartki urodzinowe!

środa, 03 lipca 2013
Powtarzanki & spiewanki

Kolejna ksiazeczka dla dzieci :) Ale i dorosli maja przy niej niezly ubaw :)

Zakupiona dzieki recenzji Anny Dziewit-Meller (znowu!) w Dzien Dobry TVN - nie mialam pojecia, ze wyliczanej, rymowanek, popularnych piosenek czy wierszykow jest az tak duzo... Z dziecinstwa pamietalam niewiele, tylko te najpopularniejsze, i to czesto z lukami - na szczescie, wlasnie po to ukazal sie "Pan Pierdziolka spadl ze stolka" :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka_spadl_ze_stolka.jpg

U nas Pan Pierdziolka zadomowil sie wielofunkcyjnie: mnie przypomnial rymowanki z dzieciecych lat (przyznaje, ze najpierw sama przejrzalam go od deski do deski), a Klarze posluzyl/sluzy jako pomoc w nauce... Tak, Pan Pierdziolka uczy!

Jezyka polskiego, oczywiscie :)

Ona chyba - widzac ile ja mam w tym zabawy - przekonala sie do rymowanek (bo do tej pory to nie byla jej ulubiona forma) i teraz rymujemy razem

"Bylo morze

W morzu kolek

A na kolku byl wierzcholek

Na wierzcholku

siedzial zajac

i nogami przebierajac spiewal tak..."

No kto nie zna?! Kazdy zna, bo sie spiewalo na kazdych wakacjach nie tylko nad morzem :) 

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka3.jpg

"Pan Pierdziolka spadl ze stolka

Zlamal noge o podloge

Olaboga - moja noga!

Kupcie trumne, bo ja umre!

Jeszcze trumna nie kupiona,

A juz noga wygojona"

Kilkadziesiat rymowanek podzielonych jest na dwa zbiory: zbior rymowanek tradycyjnych (siala baba mak, enliczek pentliczek, tu sroczka kaszke wazyla, lata mucha kolo ucha...) oraz zbior rymowanek niegrzecznych...

Rymowanki niegrzeczne to te nielukrowane - raczej dla starszych dzieci, ktore to & owo juz w przedszkolu slyszaly ;)

"Siedzi baba na cmentarzu,

Trzyma nogi w kalamarzu.

Przyszedl duch - babe w brzuch,

Baba - fik, a duch znikl"

 

Sporym zaskoczeniem sa ilustracje Katarzyny Cerazy - malo bajkowe, wrecz groteskowo brzydkie, ale pewnie tym bardziej interesujace dla dzieci :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka_a.jpg http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pan_pierdziolka_b.jpg

"Opowiem ci bajke, jak kot kurzyl fajke,

A kocica papierosa, upalila kawal nosa.

Predko, predko po doktora, bo kocica bardzo chora.

A doktor byl pijany,

Przylepil sie do sciany,

A sciana byla mokra,

Przylepil sie do okna,

A okno bylo duze,

Wypadl na podworze.

W podworzu byly dzieci,

Rzucily go do smieci,

W smieciach byly koty,

Podarly mu galoty."

 

Do wspominania starych dobrych czasow...

Do zabaw jezykowych...

Do trenowania pamieci...

Do nauki nowych, nie zawsze przydatnych, slowek ;)

Do polecenia! :)

 

Moja ocena: 5/6

 

Praca zbiorowa: "Pan Pierdziolka spadl ze stolka. Powtarzanki i spiewanki". Wyd. Zysk i S-ka, 2012

piątek, 28 czerwca 2013
Porady pulpeta

Bardzo lubie pania Bosacka, wiec z gory ma ona u mnie spory kredyt sympatii :)

Jej "Czy wiesz, co jesz. Poradnik konsumenta, czyli na co zwracac uwage robiac codzienne zakupy"  byl dla mnie jedna z ulubionach pozycji: kilkukrotnie przeczytana, i to od deski do deski, z notatkami na marginesach wlacznie /a to juz rzadkosc u mnie, naprawde/ . Nie bylo wiec innej mozliwosci niz zakup & lektura najnowszej ksiazki - tym razem o dietach i odchudzaniu...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/kasiabosackacudniechudnie.jpg

Jednak wlasnie porady pulpeta - jak zartobliwie okresla(la) sie Bosacka byly dla mnie tym stosikowym rozczarowaniem, o ktorym wspominalam... Nie moge powiedziec czego sie spodziewalam, ale chyba sama autorka zbyt wysoko ustawila sobie poprzeczke.

Ksiazka zla nie jest: forma poradnikowa, zbior przepisow i mnostwo ciekawostek kulinarno-spozywczych to niewatpliwie plus, ale ja czytalam je z lekkim niedosytem - to wszystko juz bylo! Rozumiem, ze jesli zostanie wynaleziona PRAWDZIWA dieta-cud, jakies fantastyczne pigulki turbospalajace pozimowy tluszczyk czy czekolada bez kalorii, to zostaniemy o tym poinformowani i z radia, i z telewizji, i z internetu :) ale szczerze mowiac jednak oczekiwalam czegos wiecej niz informacji, ktore mozna znalezc w kazdej babskiej gazetce :(

Malo tego, odnosze wrazenie, ze spora czesc poradnika (a na pewno ta czesc o zywnosci & zakupach) bardzo zbiega sie z "Czy wiesz, co jesz" - obawiam sie, ze w tym miejscu wystarczy lektura tej pierwszej...

A teraz o plusach :)

Lekkie piorko Bosackiej i dystans do swojej osoby to niewatpliwie powod, dla ktorego warto siegnac po te (i nie tylko) pozycje.

"Nazywam sie Katarzyna Bosacka i jestem Anonimowym Zarlokiem" - juz od poczatku widac, ze, obok wiedzy, to humor bedzie tu radzil :)

Zabawnie i nienachalnie przemycane sa podstawowe informacje o przeroznych dietach i metabolizmie, a takze o soli, cukrze, wodzie, parafarmaceutykach czy herbatkach i innych wspomagaczach w odchudzaniu:

"Zdaje sie, ze z tych wszystkich cudownosci wierze tylko w jedno: plastry odchudzajace rzeczywiscie powstrzymuja od jedzenia, tylko dlaczego na ulotce napisano: "Naklejac na newralgiczne miejsca, tj. uda, biodra, waleczki w talii", a nie na dziob?"

No i przepisy: proste, bez fikusnych skladnikow, do szybkiego przygotowania o w pol do siodmej rano /choc w wiekszosci, niestety, nie dla diabetykow :(/ - nic tylko skonczyc z wymowkami i wreszcie zabrac sie za siebie!

Reasumujac, interesujacy poradnik dla poczatkujacych w swiecie diet & zdrowej zywnosci :)

Moja ocena: 4/6

 

Ksiazke dolaczam do wyzwania czytelniczego "Z litera w tle"


Katarzyna Bosacka: "Kasia Bosacka cudnie chudnie. Zegnaj pulpecie", Publicat, 2013

środa, 26 czerwca 2013
Porzadki

Porzadki beda :) Od dzis! 

Na poczatek lifting blogow /delikatnie powiedziane/ - skoro zabralam sie za siebie, to i za te czesc swojego zycia tez moge...

Aktualnie szukam nowego szablonu, wiec pewnie przez jakis czas beda sie pojawiac jakies nowe (tak na chwile, bo zanim sie zdecyduje, musze z nim troche pobyc).

Mam nadzieje, ze te zmiany wyjada mi na dobre ;) W zmianie stylu zycia pokladam spore nadzieje i bardzo nie chcialabym sie rozczarowac.

W sumie wiekszego powodu nie mam - ot tak tez powinno wystarczyc...

update:

Mialam dokonczyc ;)

Postanowilam, ze bede dodawac oceny /w skali szesciostopniowej/ i postaram sie dopisac takze do wczesniejszych recenzji. Oceny beda tez stagowane, czyli mozna bedzie wyszukac po boku lektury wedlug mojej oceny.

Jako ze coraz wiecej czytam po niemiecku, bede o tym pisac ;)

Postaram sie pisac wiecej, chociazby krotkie notki.

Aha, i jeszcze bedzie nowy blog - zamykam ten stary-kulinarny, bo skoro jestemy z malzonkiem na nowej drodze zycia, to i gotujemy inaczej ;) Tu jednak chyba bede potrzebowac wiecej czasu, ale przedzej czy pozniej bedzie i to.


10:58, kwiecienka1 , uczucia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Fotki pourlopowe

Powoli wracam do dawnego rytmu :) Dolozylam sobie codzienne treningi: Skalpel - czterdzisci piec minut cwiczen z najmodniejsza aktualnie trenerka... Tylko ona na jutubie, ja i hektolitry potu ;)

Moja diabetolog pogrozila mi ostatnio palcem, wiec ostroznie jadam, mierze cukry i wlasnie cwicze - zobaczymy na jak dlugo starczy mi pary :) Na razie zaczelam drugi tydzien i jakos sie trzymam...

W kazdym razie moja osobista trenerka z jutuba zorganizowala mi resztki wolnego czasu, co widac wlasnie po blogach :/ Nie ma lekko.

Dopiero skonczylam rozpakowywac bambotle /po tygodniu!/ i dopiero dzis zgralam zdjecia z aparatu -> milo tak spojrzec wstecz na urlop roku :)))

Urlop, czyli all inclusive u babci w ogrodku, udal sie - mimo kiepskiej pogody - wysmieniecie: byly i spotkania rodzinne /w tym dwa razy urodziny/, festyny, odpusty & zakupy. Ja mam nowe okulary, dziecka odkryly zalety folii babelkowej, a malzonek Kindle´a... ;)

W ramach dowodow - fotki:

Klara & Julian na zamku w Toszku

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszek_lato_2013_a.jpg

 kotki dwa :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszek_lato_2013_b.jpg

mistrzowie swiata w pykaniu z folii babelkowej ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszek_lato_2013_d.jpg

w oczekiwaniu na mame

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszek_lato_2013_c.jpg

:)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/toszek_lato_2013_e.jpg


Upaly minely, wiec tym samym skonczyla mi sie wymowka "za goraco, zeby myslec" :D Moge myslec, wiec bede pisac. Jutro :)

 

 

pe.es

podczas naszej nieobecnosci w Wiesbaden odbyl sie moj ulubiony festyn - Wilhelmstrassefest... a na poczatku miesiaca miasto odwiedzil krol holenderski Wilhelm z malzonka... nie wiedzialam, przegapilam... szkoda, bo poszlabym obejrzec sobie na zywo Maxime ;)

czwartek, 20 czerwca 2013
Jestesmy juz

Jestesmy juz z powrotem w domu.

Aktualnie pogoda pozbawia mnie checi na cokolwiek, ale prosze - jak na zamowienie - w weekend ma byc sporo chlodniej.

Jest wiec szansa, ze moj mozg ogarnie troche wiecej niz podstawowe czynnosci zyciowe + odbieranie dziecka z przedszkola i bede w stanie cos napisac...

Do wtedy :)

środa, 29 maja 2013
Poszukiwania w rocznice

Miotam sie po calym mieszkaniu w poszukianiu ksiazki, ktora skonczylam jako pierwsza z ostatniego stosiku, no ale znalezc nie moge :( Jakby diabel ogonem przykryl...

Irytujace (zeby nie uzyc innego okreslenia)...

Chyba czas na gruntowne porzadki w biblioteczce... Wiec jak tylko w polowie czerwca wrocimy z Polski (na pewno z niejedna nowa ksiazka), zabieramy sie do odgruzowywania :D Wydaje mi sie, ze bez czesciowej wyprzedazy & zakupy nowych regalow nie nie obedzie, no ale przedyskutujemy to jeszcze z malzonkiem.

A propos malzonka: dzis obchodzimy 6 rocznice naszego pierwszego maila! Dokladnie 29.05.2007 przyszedl pierwszy mail od kolegi kolezanki, z ktorym mialam tylko pocwiczyc niemiecki... :) I tak sie nam zeszlo to cwiczenie...

Moja druga polowa nie jest najlepsza w zapamietywaniu dat przeroznych (np.: Dnia Matki, ani polskiego, ani niemieckiego, nie potrafi zapamietac), wiec nie spodziewam sie dzis niczego specjalnego :) Wysle mu jednak zaraz maila z delikatna aluzja, to moze jakies badylki dostane?

Chociaz wazon by sie bardziej przydal... Ostatni stukl sie tydzien temu ;)


piątek, 24 maja 2013
Wodne dzieci

Zanim jeszcze oddale sie do prozy zycia, pochwale sie swoimi wodnymi dziecmi. Tak, znowu dzieci ;)

Obydwoje kochaja wode /to chyba sprawka znakow zodiaku: wodnik & rak/, wiec radosci i piskom w kapieli nigdy nie ma konca...Ostatnio nawet zaczeli sie kapac razem, na co - przyznaje - czekalam od dawna ;) Na raz wrzucam do wanny i tylko pilnuje, zeby sie nie potopili przy chlapaniu :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/wanna_kolaz.jpg

"Baby, nicht chlapen!" - krzyczy Klara co chwile... A baby, oczywiscie, chlapen, i to bardzo :)

I wesolo jest, i bardzo, bardzo mokro -  nie tylko w lazience ;)

środa, 22 maja 2013
Nowa dostawa

Juz jakis czas temu przyszla nowa dostawa ksiazek po polsku :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/stosik_maj_2013.jpg

A wsrod nich: jeden hit, jedno rozczarowanie, jeden zwrot (wada techniczna) i jedna zarwana noc & piec /wciaz/ niespodzianek :)

Oczywiscie, nie bylo innej mozliwosci: zaczelismy od Pana Pierdziolki... :))))

Ale pierwsze recenzje dopiero po weekendzie, bo jak to zwykle, bede raczej bez szans na chwile spokoju przy komputerze - ledwie wykradne chwile na lekture "Sterna" (oj, regularnosc mi ostatnio siadla -> kupka "Sternow" sie zebrala i kluje w oczy...) - napisze wiec najwczesniej w niedziele wieczorem...


czwartek, 16 maja 2013
Swieto Kwiatow Jabloni

Takie nasze lokalne :)

W tym roku Swieto Kwiatow Jabloni odbylo sie po raz szescdziesiaty, jak zawsze w polnocnej (charakterem najbardziej rolniczej chyba) dzielnicy Wiesbaden: Naurod.

Swieto trwa cztery dni, od piatku do poniedzialku: moza sie wybawic, najesc & napic i naogladac.

Do jedzenia sa tradycyjne lokalne potrawy oferowane w malych tradycyjnych knajpkach lub nawet u ludzi w ogrodkach...Taki lokalny spontan ;) Menu jest krotkie i czesto wylacznie w dialekcie heskim... Niestety, po pieciu latach rozpoznaje jedynie Kadoffelpannekuche mit Äbbelbrei :) To Kartoffelpüffer mit Apfelmus, czyli placki ziemniaczane z musem jablkowym (tak sie tu jada i juz)

Do picia: wino jablkowe, piwo, piwo, piwo - Hesjanie (?) nie sa az tak fisnieci na pukncie wina jablkowego, zeby piwa nie pic... Co to, to nie :)

Poogladac mozna bylo sobie pokaz sztucznych ogni (tradycyjnie w niedziele ok.22, wiec juz nie dla nas), wybory Miss Kwiatow Jabloni, no i glowna atrakcje Swieta, czyli pochod!

Pochod /niem.Umzug/ czyli przemarsz przystrojonych platform & przebranych uczestnikow pochodu :) W zasadzie atrakcja taka sobie, ale dzieciom i turystom bardzo sie podobalo... Pochod tradycyjnie otworzyly Miss Kwiatow Jabloni z poprzednich lat, a zamknela swiezo wybrana...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/pochod_na_festynie_V_2013.jpg

Wybawic tez sie mozna, a jakze! :) Pomijam codzienne wieczorne koncerty, bo na nich nie bylam, ale przed wszystkim wybawic moga sie dzieci /co oczywiscie rodzicom nie przeszkadza, a nawet jest na reke, jak sie troche czyms zajma ;) /

W naszym przypadku najwieksza furore zrobila karuzela /zetony kupowane byly hurtowo/ oraz debiut "kulinarny": wata cukrowa! :)

 

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/karuzela_na_festynie_V_2013.jpg

Od swieta minelo juz kilka dni, a Klara wciaz chce wate :) Chyba musimy poszukac jakiegos kolejnego festynu... Na szczescie i Wiesbaden, i Hesja wiosna & latem obfituja w takowe :)

niedziela, 12 maja 2013
Majowka za majowka

Zaczelam lubi maj...

Pracujac, narzekalam na te wszystkie wolne dni, bo zarabialam tylko za przepracowane godziny, a te wypadaly z majowego planu jak szalone... Teraz jestem po drugiej stronie i doceniam ilosc wolnego czasu w tym pieknym miesiacu :)

Miesiac zaczyna sie od swieta :) Jak milo, prawda? Potem 3 maj, w Niemczech niestety dzien roboczy, ale da sie przezyc ;) Zato wolne mamy jescze Wniebowstapienie (10.5), zielonoswiatkowy poniedzialek (20.5), no i Boze Cialo (30.5)

Kto nas pobije?


Aktualnie trwajacy dlugi weekend byl wyjatkowy jeszcze z jednego powodu: kumulacji Dnia Ojca & Dnia Matki :)

Dzien Ojca przypada w Niemczech w swieto Wniebowstapienia, czyli jest swietem ruchomym i zawsze wolnym od pracy :) W tym roku byl to czwartek, 10 maja.

Dzien Matki to rowniez swieto ruchome: przypada na druga niedziele maja i w tym roku bylo to dzisiaj, 12.5 :)

Jeden dlugi weekend, tylko dla mamy & taty. A zeby bylo rodzinnie, to 15 maja, czyli w najblizsza srode wypada Miedzynarodowy Dzien Rodziny - swieto ustanowione przez Zgromadzenie Ogolne ONZ. Nie znalam wczesniej, dowiedzialam sie z radia, ale chetnie poswietuje...

 

Dzien Matki & Dzien Ojca pokryl sie w tym roku rowniez z lokalnym swietem kwiatow jabloni: wiesbadenska dzielnica Naurod juz po raz szescdziesiaty zrorganizowala jego czterodniowe obchody :) I my tam bylismy, na karuzeli sie pokrecilismy i obiecuje, ze nastepny wpis bedzie wplasnie o tym...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/festeyn_gazeta.jpg

Tagi: Niemcy
23:46, kwiecienka1 , Heskie migawki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 maja 2013
10 miesiecy. Poczatki lata

Wczoraj, czyli czwartego maja Julis skonczyl 10 miesiecy :)

Od mojego ostatniego wpisu /na 37 tygodni i 5 dni/ wiele sie zmienilo...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/JULIS_10_MCY.jpg

Heh, na pewno nie zmienila sie - niestety - ilosc czasu na bloga... Wciaz za malo :(

Ale tym samym mam go wiecej i dla Julisia, wiec chyba ok ;)

Dziesieciomiesieczny Julinek siada, siedzi, raczkuje, wlazi do kazdej dziury, wstaje, stoi i nawet probuje sie powoli przemieszczac wzdluz tego, czego trzyma sie stojac!  Nie jest az tak ruchliwy jak Klara, ale nie mozna go juz spuscic z oczu.

Diete ma juz rozszerzona niemalze kompletnie ;) Praktykujemy zachodni luz, wiec i truskawki juz byly :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/truskawki_julisia_do_bloga.jpg

Oprocz truskawek, syn moj przepada za chlebem :) Do tego jogurtem naturalnym z platkami owsianymi (moje, a raczej nasze codzienne sniadanko), makaronem i pieczonym lososiem...

Lubi jak siostra jest w domu.

Ostatnio nie cierpi jazdy autobusem, no ale musimy...

Nie najlepiej sypia w dzien (krotko & niespokojnie), ale zato bezproblemowo spi w nocy (!).

Przed snem,w nocy (raz) i tuz po przebudzeniu dostaje jeszcze piers i na razie tak zostanie.

Rozpoznaje babcie, dziadka i ciocie Marte na skypie :) Chyba kojarzy tez Klarusiowe panie z przedszkola, ale nic w tym dziwnego, bo przeciez jest tam codziennie odkad skonczyl 2 miesiace.

Nie lubi odklejac sie od mamy... Ani na chwileczke! Zazwyczaj myje wiec wlosy przewieszona przez wanne, a Julek lezy za mna na dywaniku, trzyma za mogi w kostkach i drrze sie w nieboglosy :( Nic tylko go nosic i nosic... Mam nadzieje, ze niedlugo mu to przejdzie :/ Nie zawsze tak bylo, wiec i nie na zawsze zostanie - ludze sie jeszcze

Mierzy ok.75cm i wazy niecale 10kg - dokladne dane beda dopiero przy bilansie roczniak.


Wiosna w Wiesbaden byla dosc krotka, potem wybuchlo lato, a aktualnie znowu jest jakies takie przedwiosnie... W kazdym razie cieszymy sie kazda chwila na sloncu i czasem nawet uwieczniamy costam na zdjeciach :)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/wiosna_na_kocyku_2.jpg

:)

wtorek, 23 kwietnia 2013
Pourodzinowe odpryski

Ogromnym plusem sasiedztwa urodzin i Dnia Ksiazki jest fakt, ze za urodzinowa kase mozna poszalec zaliczajac okolicznosciowa znizke :)))) Co tez wlasnie uczynilam... Jagielska, Jaruzelska, Bosacka, kieszonkowe wydania na droge + biografie & kryminaly :D

Juz nie moge doczekac sie przesylki z Polski! Nie zeby mi brakowalo literek do czytania (tego nigdy, najwyzej czasu na czytanie...), ale co nowe lektury, to nowe lektury :) Ten zapach nowej ksiazki, gladka okladka, ta przyjemnosc pierwszego kartkowania...

Szkoda, ze akcji z rabatami w ksiegarniach nie ma w Niemczech... Ale z polskiej strony tez mi wystarczy ;)

wtorek, 16 kwietnia 2013
Podroz po macierzynstwie

Jako siedzaca w domu mloda mama mam czas. Mam czas np.: na ogladanie telewizji sniadaniowej. W telewizji sniadaniowej mozna czasem uswiadczyc czegos ciekawego. Cos ciekawego, czyli na przyklad dowiedziec sie co tam slychac u innych mlodych mam :)

I tak poprzez program "Dzien dobry TVN" poznalam cykl "Mama dookola swiata" i jego autorke Ofelie Grzelinska, ktory ogladalam regularnie & z wielka przyjemnoscia, dlatego gdy tylko dowiedzialam sie o istenieniu tej ksiazkowej wersji "Mamy...", zapragnelam ja miec.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/mamadookolaswiata.jpg

Autorka ze swojego telewizyjnego cyklu wybrala dziewiec kobiet - Ormianke Litwinke, Norwezke, Japonke, Kubanke, Chinke, Filipinke, Indonezyjke i Hinduske. Opisala tez swoja ciaze i porod, ktore przyzyla w Nowej Zelandii jednoczesnie uwiarygodniajac swoj cykl - ona zostala mama na koncu swiata! ;) Obserwujac Nowozelandki, Maoryski i tamtejsze imigrantki z calego swiata zorientowala sie, ze choc ciaza wszedzie tak samo dlugo, to jej przezywanie moze byc zgola inne; i ze choc dzieci wszedzie rozwijaja sie tak samo, to sposoby ich pielegnacji & wychowania rowniez moga sie bardzo roznic. Ba, moga sie nawet wzajemnie wykluczac ;)

"Mama dookola swiata. Opowiesci o macierzynstwie w roznych kulturach" byla dla mnie tym ciekawsza, ze sama doswiadczenie w macierzynstwie zbobywam zyjac za granica ;) Spotykam sie z innym podejsciem do ciazy & porodu, poznaje "nowe" motody pielegnacji niemowlat & metody wychowawcze... Teoretycznie wiec moglabym byc bohaterka tej ksiazki, co oczywiscie wplywa na jej odbior :)

Tak wiec, dziewiec mlodych mam opowiedzialo Ofelii Grzelinskiej o tym jak w ich krajach kobiety przygotowuja sie na przyjecie dziecka oraz jak wychowuje sie je w tym poczatkowym okresie zycia:

"Miedzy szesnastym a dziewietnastym tygodniem ciazy Japonki udaja sie do swiatyni, by otrzymac duchowe blogoslawienstwo oraz specjalny talizman, ktory zapewni im pomyslna ciaze i szczesliwe rozwiazanie (...) W zwiazku z tym, ze w Japonii ciazy nie uwaza sie za chorobe, nie podlega ona ubezpieczeniu zdrowotnemu. Opieka okoloporodowa jest dosc kosztowna, kazda wizyta u lekarza wiaze sie z oplata w wysokosci od piecdziesieciu do stu dolarow amerykanskich."

"Jak swiat swiatem, kobiety szukaly sposobow na zmniejszenie swoich cierpien w czasie porodu. Na Litwie popularna jest mikstura zartobliwie nazywana przez Regine zaboltanka, czyli wywar ze skorupek jaj (...) Wywar przygotowuje sie, gdy skurcze sa juz regularne. Nalezy gotowac dziesiec jaj przed piec do siedmiu minut, a nastepnie wypic wystudzona wode, w ktorej byly gotowane jaja."

"Dziewiecdziesiat procent azjatyckich dzieci rodzi sie z mongolskimi plamamina ciele. Te sinifioletowe znamiona pojawiaja sie na ramionach, plecach i posladkach noworodkow i dzieci."

"Szczegolnym szacunkiem obdarza sie lozysko noworodka. W Indonezji jest ono uwazane za blizniacze rodzenstwo niemowlecia, ktore przez czale zycie bedzie jego opiekunem. Do obowiazkow ojca nalezy oczyszczenie, owiniecie w material i pochowanie lozyska w dniu narodzin dziecka."

"Gdy pierwszy raz dziecko przekracza prog domu, w lodowce nie moze byc miesa, dlatego ze Ormianom kojarzy sie ono ze staroscia i smiercia, co rowniez mogloby przyniesc pecha."

"Malych dzieci na Kubie sie nie kapie - mowi Yeni - Nie sa jeszcze na to gotowe. Nawet pielegniarki w szpitalu tego nie robia, zadna matka by na to nie pozwolila."

I tak mozna by jeszcze dlugo wyliczac i cytowac :)


Jednak ostatecznie "Mama..." raczej mnie rozczarowala... Z jednej strony natlok informacji, a z drugiej mala wiarygodnosc - kazda (chocby najfajniejsza) opowiesc to tylko subiektywna historia pojednyczej bohaterki... Wyszlo dosc pobieznie i malo rzetelnie :( To co bylo zaleta w telewizji, w formie ksiazkowej juz uklulo - zdecydowanie zabraklo dziennikarskiej roboty i porzadnego researchu.

Plusem jest oprawa graficzna oraz w ogole podjecie tematu ;) Najwazniejsze jest przeciez nabranie dystansu do (swoich) pogladow oraz doswiadczen w kontekscie naszych tradycji & obyczajow, czemu - wlasnie pokazujac cale spektrum innych zachowan - ksiazka ta sprzyja wysmienicie.

Jako mily przewodnik po obych tradycjach - jak najbardziej! Autorka ma lekkie pioro, wiec czyta sie lekko i przyjemie, ale finalnie juz bez glebszych zachwytow.

Poniewczasie dowiedzialam sie, ze nas stronie internetowej ksiazki mozna przeczytac fragmenty rozdzialow albo zobaczyc filmiki-reportaze :)

Super, po co wiec kupowac ksiazke? ;)


Ksiazke dolaczam do wyzwania "Z litera w tle".


Ofelia Grzelinska: "Mama dookola swiata. Opowiesci o macierzynstwie w roznych kulturach." WAB, 2012

poniedziałek, 08 kwietnia 2013
Osmy czwarty

Znowu dawno mnie nie bylo, ale juz nadrabiam :)

*

Zakrecilam sie w wyzwaniu czytelniczym "Z litera w tle" i teraz biegam po domu wygrzebujac wszystko, co zostalo napisane przez kogos o nazwisku na "G"... Mam juz Grzelinska, Grodzienska, Grafton i Gruen :) Na kwiecien wystarczy :)) Przy okazji denerwuje mnie chaos w mojej bibliotece, no ale to nie biblioteka miejska, zeby poukladac wszystko alfabetycznie i znalezc w 2 minuty ;)

*

Zasmucila mnie wiadomosc o smierci Margaret Tatcher :( Zauwazylam, ze w polskiej telewizji strasznie sie tym przejeli i opisuja ja wyjatkowo pozytywnie, a w niemieckiej odbior tej wiadomosci i samej postaci jest zdecydowanie bardziej stonowany. Brakuje mi jednak brytyjskiego punktu widzenia...  Po filmie "Zelazna Dama" wiem, ze w Wielkiej Brytanii jest mnostwo osob, ktore dzis z checia otworzylyby z tego powodu szampana...

*

Znowu cos mnie omija :/ W Polsce juz po emisji filmow (wiadomo jakich) i trwa dyskusja, ktorej chetnie bym posluchala, ale niestety moge co najwyzej poczytac w sieci...  No nic, jutro poczytam.

"Smierc prezydenta" w serii "Katastrofy w przestworzach" ogladalam na jutubie (tu jest w calosci) - bardzo mnie rozczarowal, no ale kogo nie? W kazdym razie ja stracilam serce do calej serii, no bo skad mam wiedziec, czy pozostale odcinki zrobione sa rownie rzetelnie?

Filmu pani Gargas na razie nie mam zamiaru ogladac :) A - nie mam dostepu, be - mam tak malo czasu na ogladanie czegokolwiek, ze szkoda mi czas na ogladanie czegos, co mnie tylko wkurzy...

*

Ale cos bym obejrzala... Duzo pozytywnych opinii slyszalam o serialu "Anna German", a dodatkowo dzis u T.Lisa byla ciekawa rozmowa z odtworczynia glownej roli :) 7 mln widzow w Polsce i ponad 22 mln w Rosji (dla ktorej to krecony byl ten serial, o czym sie ze tej rozmowy dowiedzialam) - kolosalna ogladalosc! No wiec, chetnie bym obejrzala, ale zanim pojawi sie w TVP Polonia... O ile w ogole...

*

Dzis 77 lat skonczyla przyszywana babcia Klary (sasiadka mojego tescia, ktora sie z nia kumpluje). Z tej okazji moje dziecko namalowalo obrazek, ale sie zniszczyl, wiec zrobilysmy wydzieranke :) Pierwsza w zyciu! I wyszla ladniejsza niz obrazek! :)) Z powodu lepszych osiagniec, przerzucamy sie wiec na te technike... ;)

*

A dzisiejszy dzien byl jak co dzien, jutro bedzie troche bardziej zakrecony /wycieczka z przedszkola do zwierzynca, polska grupa rusza po Swietach/, ale na szczescie tez raczej powszedni.

Co tam jutro - za niecale szesc godzin juz :)

wtorek, 02 kwietnia 2013
Dzien Ksiazeczek

Nasz kolejny juz Miedzynarodowy Dzien Ksiazki dla Dzieci uczcilismy - a jakze - lektura ;) 2 kwietnia, czyli dzien urodzin Hansa Christiana Andersena, byl tez dla nas szczegolnym dniem: akurat przyszla paczka z ksiazkami :))

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/dzien_ksiazki_dla_dzieci_2013.jpg

/zrodlo: rmf24.pl/

A w niej - nowosc : "Czekoladki dla sasiadki" Doroty Gellner. Ksiazka w duzym formacie, ze sztywna, pozlacana okladka... Skarb w biblioteczce ;)

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/czekoladki_dla_sasiadki.jpg

No coz, ujme to tak: Klarze "Czekoladki..." spodobaly sie o wiele bardziej niz mnie ;) No ale koniec koncow, tak przeciez mialo byc...

"Czekoladki dla sasiadki" to siedemnascie krotkich wierszowanych historyjek, ktorych bohaterka jest bezimienna sasiadka, a ich wspolnym mianownikiem - rymy do slowa sasiadka... Czego tu nie ma? Szmatka, mezatka, czekoladka, makatka, szufladka, salatka i nawet Dzien Dziadka :)

"To jest blok, a w bloku klatka.

Zolte drzwi, na drzwiach kolatka.

Zastukajmy w drzwi kolatka

i poznajmy sie z sasiadka!"

Dla doroslych takie nagromadzenie rymow moze byc meczace /zwlaszcza przy kolejnym czytaniu/, ale u dzieci sprawdza sie wysmienicie - od razu przykuwa uwage, wzbudza zainteresowanie, no i - co wazne zwlaszcza u nas, dwujezycznych - mimochodem wzbogadza slownictwo :)

"Raz sasiadka swoja matke zaprosila na herbatke.

Wyciagnela serwis w kwiatki, sloik zlotej marmoladki,

Rozlozyla obrus w kratke, zaparzyla... co? Herbatke!"


"To sie zdarza - chociaz rzadko. Sasiad bierze slub z sasiadka!

A jak wezmie slub z sasiadka, ona bedzie juz mezatka,

on zas mezem tej sasiadki.

Mezem skad? Z sasiedniej klatki!"

"Czekoladki..." wydane sa w Zlotej Serii wydawnictwa Wilga i - podobnie jak czytana juz przez nas "Pchla Szachrajka" - w charakterystyczny sposob ilustrowane przez Macieja Szymanowicza.

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/czekoladki_gennelr_1.jpg

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/czekoladki_gennler_2.jpg

Klarze trudno rozstac sie z ta ksiazka, wiec czesto czytamy wszystkie wierszyki przed zasnieciem :) Po kolei... Szmatka, skladka i zakladka... I obiadek dla sasiadek ;)

 

"Czekoladki..." dolaczaja do wyzwania czytelniczego: "Z litera w tle"


 Dorota Gellner: "Czekoladki dla sasiadki", wyd. Wilga, 2008, 3-6 lat

sobota, 30 marca 2013
Pakoksiazka

Katarzyne Pakosinska i jej perlisty smiech znaja wszyscy, ktory choc raz wlaczyli telewizor w porze emisji programow kabaretowych :)) Tym razem jednak pani Kasia pokazuje inne, mniej kabaretowe oblicze: pakosinsko-gruzinskie oblicze ubrane w forme ksiazki...

http://heskiemigawki.blox.pl/resource/Georgialiki.jpg

"Georgialiki. Ksiazka pakosinsko-gruzinska" to jej debiut. Po lekturze "Gaumardzos" Anny Dziewit-Meller i Marcina Mellera moja poprzeczka byla juz wysoko :) Po pierwsze duzo wtedy dowiedzialam sie o Gruzji, a po drugie w pamieci mojej "Gaumardzos" zapisala sie jako strasznie fajny, dobrze opowiedziany pean na czesc tegoz kraju - faktycznie, oceniam ja jako jedna z najlepszych ksiazek podrozniczych jaka czytalam!.

A jaka jest ta druga ksiazka o Gruzji?

Ano jest dwuczesciowa: czesc pierwsza to opisy zauroczonej autorki poszczegolnymi rejonami Gruzji, jej wspolczesnosc, ludowosc, historia, obyczaje i kultura oraz relacje ze spotkan autorki z Gruzinami - od artystow po pisarzy & dziennikarzy, ktorzy dziela sie z nia anegdotkami, wpomnieniami, przemyslaniami na przerozne tematy...

"Obiecuje, ze bedzie ona i wesola, i z lezka. Troche sentymentalna, nieobliczalna i dzika, ale z wdzikeiem i kultura. Tak jak Gruzja" - pisze Pakosinska o swoim debiucie we wstepie.

Pakoksiazka ma tez sporo zdjec, co rowniez ma byc zaleta :) No bo jak to, ksiazka podroznicza bez zdjec? :) Troche sie czepiam, ale wlasnie po zdjeciach widac, ze ksiazka wyszla bardzo pakosinska :D Oprocz pywatnych zdjec jest tu sporo prywatnego zycia Katarzyny Pakosinskiej, co szczerze mowiac nie bardzo mi odpowiada...

Ktos moglby zapyta: ale jak to? Widzi w nawet w tytule nazwisko i nagle przeszkadza? Ano wlasnie, przeszkadza... Nie bylam chyba przygotowana na az tak duza dawke tej pakosinskosci... ;)

Inna sprawa to przeladowanie informacji :( Czasem mialam wrazenie, jakbym czytala przewodnik po Gruzji, tak bylo gesto... W kazdy temat autorka wchodzi coraz glebiej i glebiej, podajac coraz wiecej informacji...

"Na przyklad piosenki w Gurii... Sa bardzo artystyczne, muzyczne, rytmiczne, slowa nic tam nie znacza. Nikogo nie obchodza. W gorach natomiast muzyka jest prymitywniejsza, ale slowa sa bardzo wazne... Guryjczycy przykladaja wieksza wage do dzwieku, ludzie z gor do tekstu. Piosenki ze Swanetii sa bardzo wertykalne... Plyna w prostej linii do nieba, a korzeniami siegaja czasow poganskich, dlugo przed Chrystusem. Muzyka slonecznej Kachetii jest bardziej horyzontalna, blizsza ziemii. Jeszcze inaczej jest w Megrelii, gdzie pelno jest melancholii, bolu... Z kolei w Imeretii piesni sa weselsze, maja radosniejszy przekaz."

I to wszystko to tak przypadkiem pojawilo sie podczas rozmowy o filmie... :) Troche mi bylo tego za duzo; czasami brakowalo juz tylko konkretnych adresow z ulica i numerem telefonu ;)) Z kazdej strony wysypywaly sie informacje, fakty historyczne, anegdotki, wspomnienia i jeszcze raz odpowiednie fakty, o i jeszcze jakas data...

Ok, zrozumialam, Katarzyna Pakosinska kocha Gruzje. Gruzja kocha Katarzyne Pakosinska. Z tej milosci wyszla calkiem ladna i zabawna ksiazka. Sednia, ale ladna.

Szale na niekorzysc przeciazyl styl, w ktorym autorka zdecydowala sie spisac swoja podroz po swoim wnetrzu & Gruzji (jednoczesnie) - moze jestem nieprzyzwyczajona, ale nie lubie wtracen-zwrotow do czytelnika... Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie lubie...

"Prawda, Drogi Czytelniku, ze mam fantystyczna talent do ploszenia chwil romantycznych? I to nawet w Sighnaghi, Miescie Milosci..."

"Ale jak tu nie zareagowac, Drogi Czytelniku, na przepiekne zielone kosze na smieci w srodku dziekiego lasu w Gruzji?"

"Drogi Czytelniku, tu z rozmyslem przerwe swoja wypowiedz."

Przyznam, ze choc "Georgialiki" czyta sie dobrze i szybko, to po kilkudziesieciu takich wstawkach mialam dosc :( Owszem, oko cieszyla masa zdjec i reprodukcji gruzinskiej sztuki, ale te wtracenia... Niestety, w moim odczuciu obnizyly ocene "Georgialik".

Szkoda. Zmeczylam sie czytajac, ale lekury nie zaluje :)

 

"Georgialiki" to wlasnie pierwsza ksiazka, ktora dolaczam do nowego wyzwania czytelniczego: "Z litera w tle"

 

Katarzyna Pakosinska: "Georgialiki. Ksiazka pakosinsko-gruzinska", wyd.Pascal, 2012

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Dodatki na bloga
Daisypath Anniversary tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Fourth Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Lilypie Second Birthday tickers Co czytać?